Spis treści
Chiński gigant bateryjny SVOLT wytoczył najcięższe działa przeciwko fińskiemu startupowi Donut Lab, nazywając ich najnowszy wynalazek – baterię solid-state – „oszustwem”. Spór dotyczy technologii, która – jeśli jest prawdziwa – mogłaby z dnia na dzień odesłać do lamusa wszystko, co wiemy o elektromobilności. Jednak analiza techniczna wskazuje, że sceptycyzm Chińczyków może mieć solidne podstawy naukowe, a nie wynikać jedynie z zazdrości.
Parametry z innej planety
Aby zrozumieć skalę kontrowersji, trzeba spojrzeć na liczby. Donut Lab, firma powiązana kapitałowo z producentem motocykli Verge Motorcycles, ogłosiła na targach CES 2026 wdrożenie do produkcji baterii ze stałym elektrolitem (solid-state) o parametrach, które w świecie nauki uchodzą za wzajemnie wykluczające się:
- Gęstość energii: 400 Wh/kg (dwa razy więcej niż typowe ogniwa LFP).
- Ładowanie: 5 minut do pełna (moc ładowania rzędu 12C).
- Żywotność: 100 000 cykli (to teoretycznie setki lat eksploatacji).
- Temperatura pracy: od -30°C do 100°C przy zachowaniu 99% pojemności.
Yang Hongxin, prezes SVOLT, stwierdził wprost: „Taka bateria nie istnieje na świecie. Każdy technik z podstawową wiedzą uzna to za oszustwo”. Jego zarzut opiera się na fizyce – zazwyczaj w ogniwach mamy do czynienia z kompromisem. Można mieć dużą gęstość energii (zasięg) albo dużą moc (szybkie ładowanie), albo ogromną trwałość. Połączenie wszystkich tych cech na tak wyśrubowanym poziomie, przy jednoczesnym braku degradacji w skrajnych temperaturach, brzmi jak opis „magicznego pudełka”, a nie realnego produktu przemysłowego.
Czy to tylko „chińska zazdrość”?
Łatwo byłoby zrzucić słowa Yanga na karb strachu przed europejską konkurencją. Chiny dominują na rynku baterii i każda zachodnia innowacja jest dla nich zagrożeniem. Jednak w tym przypadku zarzuty SVOLT pokrywają się z opiniami niezależnych ekspertów.
- Brak niezależnych testów: Donut Lab nie przedstawił żadnych certyfikatów od zewnętrznych instytutów badawczych.
- Tajemnicza chemia: Pojawiają się sprzeczne informacje. Niektóre przecieki sugerują brak litu i metali ziem rzadkich, inne porównują koszty do technologii litowo-jonowej. Jeśli bateria miałaby nie zawierać litu, a osiągać 400 Wh/kg, byłby to przewrót kopernikański, o którym nie słyszano w żadnym laboratorium na świecie.
- Problem „klienta”: Bateria ma trafić do motocykli Verge TS Pro. Sęk w tym, że Verge i Donut Lab to naczynia połączone – firmy założone przez tych samych ludzi. Ogłoszenie „wdrożenia do produkcji seryjnej” jest więc znacznie łatwiejsze, gdy klientem jest twoja siostrzana spółka, a nie zewnętrzny gigant jak VW czy BMW, który przeprowadziłby mordercze testy walidacyjne.
Wydmuszka czy Święty Graal?
Najbardziej podejrzana jest liczba cykli: 100 000. Dla porównania, najlepsze obecnie ogniwa LFP wytrzymują 3000-5000 cykli, a laboratoryjne prototypy solid-state walczą o przekroczenie kilku tysięcy bez pękania stałego elektrolitu. Deklaracja o 100 tysiącach cykli sugeruje trwałość na poziomie superkondensatorów, które jednak mają fatalną gęstość energii. Donut Lab twierdzi, że ma i jedno, i drugie.
Werdykt: Oskarżenia SVOLT o „scam” są brutalne, ale merytorycznie uzasadnione. Prawdopodobieństwo, że mały fiński startup po cichu rozwiązał wszystkie problemy, z którymi od dekady męczą się Toyota, CATL czy QuantumScape (dysponujący miliardowymi budżetami), jest statystycznie znikome.
Jest jednak jeden sposób na weryfikację. Motocykle Verge z tymi bateriami mają trafić do klientów jeszcze w tym kwartale (Q1 2026). Jeśli pierwsze testy na YouTube pokażą, że motocykl ładuje się w 5 minut, przejeżdża 600 km i nie traci zasięgu na mrozie – Yang Hongxin będzie musiał publicznie odszczekać swoje słowa. Jeśli jednak premiera się opóźni lub parametry okażą się „teoretyczne” – będziemy mieli do czynienia z jedną z największych marketingowych mistyfikacji w branży.
Na ten moment zalecamy dużą ostrożność. W świecie baterii, jeśli coś brzmi zbyt dobrze, by było prawdziwe, to zazwyczaj tak właśnie jest.
Co sądzicie o tej bateryjnej wojnie słownej? Wierzycie w fiński geniusz inżynierii, czy raczej stawiacie na doświadczenie chińskiego giganta? Dajcie znać w komentarzach!










Dołącz do dyskusji