Spis treści
Europa świętuje ważny kamień milowy w rozwoju elektromobilności. Przekroczyliśmy magiczną barierę ponad miliona publicznych punktów ładowania. Najnowsze dane Europejskiego Obserwatorium Paliw Alternatywnych (EAFO) mówią dokładnie o 1 148 062 działających urządzeniach. To liczba, która robi wrażenie i pokazuje, jak dynamicznie zmienia się motoryzacyjny krajobraz Starego Kontynentu.
Jednak gdy przyjrzymy się szczegółom, entuzjazm nieco opada. Rzut oka na mapę pokazuje, że mamy do czynienia z Europą dwóch, a może nawet trzech prędkości. Podczas gdy niektóre kraje budują gęstą sieć przypominającą pajęczynę, inne wciąż stawiają pierwsze, nieśmiałe kroki. Ta nierównowaga to jedno z największych wyzwań dla kierowców aut elektrycznych, którzy chcieliby swobodnie podróżować po całym kontynencie.
Potęgi na czele peletonu
Na szczycie listy bezapelacyjnie królują trzy państwa, które odpowiadają za lwią część całej infrastruktury. Liderem jest Holandia, która może pochwalić się aż 198 029 punktami. Co ciekawe, strategia tego kraju opiera się na budowie gęstej siatki ładowarek o niższej mocy (AC). Aż 192 tysiące to właśnie wolniejsze urządzenia, co świadczy o nastawieniu na ładowanie „przy okazji” – pod domem, w pracy czy na mieście. Warto zaznaczyć, że Holandia samodzielnie odpowiada za blisko 20% całej sieci w UE.
Tuż za nią plasują się Niemcy z wynikiem 188 338 punktów. Nasi zachodni sąsiedzi obrali jednak bardziej zrównoważoną strategię. Posiadają nie tylko ogromną liczbę ładowarek AC (144 tys.), ale są też europejskim liderem pod względem liczby szybkich ładowarek DC, których mają prawie 44 tysiące. To pokazuje ich ambicje w tworzeniu solidnych korytarzy transportowych dla dalekodystansowych podróży.
Podium zamyka Francja, która z wynikiem 175 873 punktów również stawia na zrównoważony rozwój, konsekwentnie rozbudowując zarówno sieć AC, jak i DC.
Te trzy kraje – Holandia, Niemcy i Francja – koncentrują w swoich granicach ponad 45% wszystkich ładowarek w Europie. To doskonale obrazuje, jak bardzo infrastruktura skupiona jest w północno-zachodniej części kontynentu. W pierwszej piątce znajdziemy jeszcze Wielką Brytanię (prawie 95 tys. punktów) i Belgię (ponad 90 tys.).
Nie ilość, a jakość. Kto stawia na szybkie ładowanie?
Sama liczba punktów to nie wszystko. Kluczowa, zwłaszcza w trasie, jest dostępność szybkich ładowarek prądu stałego (DC). I tutaj mapa liderów wygląda nieco inaczej. Okazuje się, że krajem z największym procentowym udziałem szybkich ładowarek jest Norwegia. Spośród prawie 28 tysięcy dostępnych tam punktów, aż 10 349 to urządzenia DC. Oznacza to, że 37,2% to ładowarki DC, co jest absolutnym ewenementem. Ta strategia, stawiająca na wydajność i pokrycie terytorialne, a nie tylko na samą liczbę, była kluczem do sukcesu Norwegii w masowej adopcji pojazdów elektrycznych.
Wysoki odsetek szybkich ładowarek mają również wspomniane już Niemcy (23,3%) oraz co ciekawe, Hiszpania (23,6%). Hiszpania, choć pod względem ogólnej liczby punktów (44 tys.) plasuje się w europejskiej średniej, to procentowo wyprzedza potęgi z znacznie większymi sieciami. To pokazuje, że kraj ten stawia na rozwój infrastruktury przydatnej w turystyce i podróżach międzymiastowych.
Na drugim końcu skali. Kraje wciąż na starcie
Niestety, na drugim biegunie znajdują się państwa, których infrastruktura wciąż jest w powijakach. Liczby te mocno kontrastują z liderami rankingu. Wśród krajów z najsłabiej rozwiniętą siecią znajdziemy Estonię, Chorwację, Słowenię i Bułgarię.
Estonia posiada zaledwie 1 663 punkty ładowania, Chorwacja 2 221, a Słowenia 2 508. Co jednak niezwykle ciekawe, w wielu z tych krajów liczba szybkich ładowarek DC jest zbliżona, a w przypadku Estonii nawet wyższa niż ładowarek AC. Może to świadczyć o bardzo specyficznej strategii rozwoju. W obliczu ograniczonych budżetów lub niskiego popytu, kraje te zdają się stawiać na budowę szkieletowej, ale wydajnej infrastruktury. Zamiast gęstej sieci wolnych ładowarek w miastach, priorytetem staje się zapewnienie możliwości przejazdu przez kraj, co ma kluczowe znaczenie dla transportu i turystyki.
Gdzie w tym wszystkim jest Polska i co dalej?
Polska nie znajduje się na dole stawki i w lipcu 2025 mieliśmy prawie 11 000 publicznych punktów ładowania, z czego ponad 7000 AC i prawie 4000 DC. Nasza sieć dynamicznie rośnie, ale do europejskich liderów wciąż nam bardzo daleko. Problem „Europy dwóch prędkości” dotyka nas bezpośrednio. Kierowca z Niemiec czy Holandii, przyzwyczajony do gęstej siatki ładowarek, wjeżdżając do Europy Środkowo-Wschodniej musi zupełnie inaczej planować podróż.
Wydaje się, że w najbliższych latach ta przepaść może się utrzymywać. Kraje rozwinięte mają rozpędzone inwestycje i dojrzały rynek, podczas gdy reszta kontynentu będzie gonić peleton. Unijne regulacje, takie jak AFIR, które narzucają minimalne standardy rozmieszczenia ładowarek wzdłuż głównych szlaków komunikacyjnych, mogą nieco pomóc w zasypaniu tej dziury. Najprawdopodobniej kraje takie jak Polska będą w pierwszej kolejności rozwijać sieć szybkich ładowarek wzdłuż autostrad i dróg ekspresowych, a dopiero w dalszej kolejności skupią się na zagęszczaniu sieci w miastach.
Ta nierównowaga to jedno z największych hamulców dla pełnej swobody podróżowania autem elektrycznym po Europie. Jak Waszym zdaniem wygląda sytuacja w Polsce? Czy w Waszej okolicy jest wystarczająco dużo ładowarek? Co jest największą barierą w rozwoju sieci? Zapraszamy do ożywionej dyskusji w komentarzach!
Dołącz do dyskusji