Spis treści
Rok 2025 zapisał się w historii polskiej motoryzacji grubą kreską. Nigdy wcześniej na nasze drogi nie wyjechało tyle samochodów z zielonymi tablicami, a dynamika wzrostu zaskoczyła nawet optymistów. Licznik Elektromobilności, prowadzony przez organizacje branżowe, wskazuje na podwojenie liczby aut elektrycznych w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy. Jednak za tymi rewelacyjnymi wynikami kryje się mechanizm finansowy, który właśnie przestaje działać, co stawia pod znakiem zapytania kondycję rynku w 2026 roku.
Rekordowy grudzień i podwojenie stawki
Dane są jednoznaczne. Na koniec grudnia 2025 roku w Polsce zarejestrowanych było łącznie 132 775 całkowicie elektrycznych samochodów (osobowych i użytkowych). To wynik, który jeszcze kilka lat temu wydawał się abstrakcją. Co ważniejsze, w samym tylko 2025 roku przybyło prawie 53 tysiące takich pojazdów. Oznacza to wzrost o 118 proc. względem roku 2024.
Prawdziwy szturm na salony nastąpił w grudniu. Był to absolutnie najlepszy miesiąc w historii polskiej elektromobilności. W ciągu zaledwie 31 dni zarejestrowano około 7,7 tys. nowych osobowych elektryków. Skąd ten nagły pośpiech? Odpowiedź tkwi w rządowym programie wsparcia „NaszEauto”.
Koniec darmowych pieniędzy
Sukces sprzedażowy 2025 roku jest bezpośrednio skorelowany z atrakcyjnym systemem dopłat. Nabywcy mogli liczyć na dofinansowanie rzędu 40 tys. zł dla aut osobowych i nawet 70 tys. zł dla dostawczych. Taki zastrzyk gotówki skutecznie niwelował różnicę w cenie zakupu między autem spalinowym a elektrycznym.
Niestety, ten rozdział właśnie się zamyka. Do połowy stycznia 2026 roku wykorzystano już ponad 92 proc. budżetu programu. Oznacza to, że obecny moment jest „ostatnim dzwonkiem” na złożenie wniosku. Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie zapowiada na razie kontynuacji programu w podobnej formie.
Branża spodziewa się więc twardego lądowania. Jak zauważa Jakub Faryś z PZPM, brak dopłat niemal na pewno przełoży się na gorszy wynik w całym 2026 roku. Rejestracje w styczniu czy lutym mogą być jeszcze wysokie (jako efekt realizacji zamówień z końcówki roku), ale potem rynek zweryfikuje rzeczywisty popyt bez państwowych sterydów. Nadzieją pozostają nowe limity amortyzacji oraz polityka ESG, która wymusza na dużych korporacjach elektryfikację flot niezależnie od dopłat.


Chiny wchodzą do gry
Analiza danych z końcówki roku ujawnia jeszcze jedno ciekawe zjawisko – zmianę warty na liście bestsellerów. W listopadzie 2025 roku udział elektryków w rynku nowych aut osobowych sięgnął rekordowych 10,2 proc. Jednak to nie marki, które dominowały przez lata, robią teraz największe zamieszanie.
Spójrzmy na najpopularniejsze modele rejestrowane w listopadzie:
- BYD Dolphin Surf – 291 sztuk
- Audi Q4 e-tron – 256 sztuk
- Leapmotor T03 – 247 sztuk
Obecność dwóch chińskich modeli na podium to jasny sygnał, że klienci szukają tańszych alternatyw i przestają obawiać się egzotycznych marek. BYD i Leapmotor skutecznie zagospodarowują segment aut miejskich i kompaktowych, gdzie cena gra pierwszoplanową rolę. W rankingu marek na podium wciąż trzymają się mocno Audi i Tesla, ale azjatycka ofensywa jest już faktem, a nie tylko prognozą.
Statystyki floty w Polsce (stan na koniec grudnia 2025)
Poniższa tabela prezentuje szczegółowy stan polskiego parku pojazdów z napędem alternatywnym:
| Rodzaj pojazdu | Liczba sztuk (koniec 2025) |
| Samochody osobowe całkowicie elektryczne (BEV) | 121 606 |
| Hybrydy typu plug-in (PHEV) | 116 043 |
| Elektryczne samochody dostawcze i ciężarowe | 11 672 |
| Autobusy elektryczne | 1 731 |
| Autobusy wodorowe | 123 |
| Motocykle i motorowery elektryczne | 28 456 |
| Hybrydy klasyczne (HEV) | 1 274 287 |
Infrastruktura goni, ale w swoim tempie
Wzrost liczby samochodów pociągnął za sobą inwestycje w ładowarki. Na koniec roku w Polsce działały 11 762 ogólnodostępne punkty ładowania. Co ciekawe, operatorzy zmienili strategię. W 2025 roku uruchomiono więcej szybkich punktów DC (ok. 1,73 tys.) niż wolnych słupków AC (ok. 1,37 tys.).
To doskonała wiadomość dla osób podróżujących w trasach. Punkty DC stanowią już 37 proc. całej sieci, a ich liczba wzdłuż głównych korytarzy transportowych (TEN-T) wzrosła o ponad 63 proc. Widać wyraźnie, że rynek dojrzewa – zamiast stawiać tanie słupki byle gdzie, inwestorzy skupiają się na szybkich stacjach tam, gdzie są one rzeczywiście potrzebne.
Rynek wtórny wciąż raczkuje
Osoby, których nie stać na nowe auto z salonu, mają ograniczony wybór. Udział używanych elektryków w ogłoszeniach na OTOMOTO to wciąż margines (zaledwie 1 proc.). Podaż nawet spadła o 14 proc. rok do roku.
Najczęściej oferowane modele używane to weterani rynku:
- Nissan Leaf (średnia cena ok. 53 tys. zł)
- Tesla Model 3 (średnia cena ok. 109 tys. zł)
- Tesla Model S (średnia cena ok. 148 tys. zł)
Niska podaż na rynku wtórnym to naturalny efekt młodego rynku pierwotnego. Auta kupione w 2025 roku trafią do drugiego obiegu najwcześniej za 3-4 lata, po zakończeniu okresów leasingowych.
Co nas czeka w 2026 roku?
Wchodzimy w okres niepewności. Z jednej strony mamy rozbudowaną jak nigdy infrastrukturę i szeroką ofertę modelową, w tym tanie auta z Chin. Z drugiej – brak dopłat może drastycznie schłodzić zapał klientów indywidualnych oraz małych firm.
Możemy spodziewać się, że rok 2026 będzie testem dojrzałości dla polskiego rynku. Czy elektryk obroni się samymi walorami użytkowymi i kosztami eksploatacji, czy też bez państwowej kroplówki sprzedaż wróci do poziomu błędu statystycznego? Wiele zależy też od polityki cenowej importerów, którzy widząc koniec dopłat, mogą być zmuszeni do agresywniejszego rabatowania, by utrzymać słupki sprzedaży.
Dajcie znać w komentarzach, czy zdążyliście z wnioskiem o dopłatę w programie „NaszEauto”, czy może planujecie zakup elektryka w 2026 roku bez oglądania się na pomoc państwa? A może chińskie modele jak BYD czy Leapmotor są dla Was realną alternatywą?












Dołącz do dyskusji