Spis treści
Największa obawa każdego potencjalnego nabywcy samochodu elektrycznego dotyczy zawsze tego samego elementu: baterii. Czy po kilku latach zasięg nie skurczy się do poziomu, który uniemożliwi normalną eksploatację? Czy konieczna będzie kosztowna wymiana? Najnowsze dane płynące z analizy ponad 22 tysięcy pojazdów rzucają zupełnie nowe światło na żywotność ogniw i wskazują, że współczesne baterie są znacznie trwalsze, niż nam się wydaje, a ich głównym wrogiem nie jest wcale wiek czy przebieg, ale nasze nawyki przy ładowarce.
Powrót do starych wskaźników, ale z nowego powodu
Firma Geotab, zajmująca się telematyką i analizą danych flotowych, opublikowała właśnie wyniki swojego najnowszego badania obejmującego aż 22 700 samochodów elektrycznych reprezentujących 21 różnych modeli. Wnioski mogą na pierwszy rzut oka zaskoczyć. Średnia roczna utrata pojemności baterii (degradacja) wynosi obecnie 2,3 proc. Co ciekawe, jest to wynik identyczny jak w pierwszym dużym raporcie z 2020 roku i nieco gorszy niż w badaniu z roku 2023, kiedy to notowano spadek na poziomie 1,8 proc.
Czy to oznacza, że technologia się cofa? Absolutnie nie. Powrót do wyższego wskaźnika degradacji wynika ze zmiany sposobu, w jaki użytkujemy elektryki. Nowsze modele aut pozwalają na znacznie szybsze ładowanie, a kierowcy coraz chętniej z tego korzystają. To właśnie rosnąca popularność ultraszybkich ładowarek DC odpowiada za ten statystyczny wzrost. Mimo to, przy takim tempie zużycia, przeciętna bateria zachowa ponad 80 proc. swojej pierwotnej sprawności nawet po 8 latach eksploatacji, co w praktyce oznacza, że akumulator przeżyje sam samochód. Szacowana żywotność ogniw sięga bowiem 13 lat lub więcej.
Zabójcza moc powyżej 100 kW
Analiza Geotab bezlitośnie obnaża wpływ szybkiego ładowania na kondycję ogniw. Podzielono pojazdy na grupy w zależności od tego, jak często korzystają z ładowarek prądu stałego (DC). Wnioski są jednoznaczne:
- Samochody ładowane głównie wolno (AC) lub rzadko korzystające z szybkich ładowarek tracą średnio 1,5 proc. pojemności rocznie.
- Pojazdy często podpinane pod złącza DC degradują w tempie 2,5 proc. rocznie.
Jeszcze ciekawiej robi się, gdy spojrzymy na moc ładowania. Największym stresorem dla baterii jest ładowanie z mocą powyżej 100 kW. Auta, które regularnie (ponad 40 proc. sesji DC) korzystają z takich ultraszybkich stacji, notują degradację na poziomie aż 3,0 proc. rocznie. To dwukrotnie szybciej niż w przypadku aut ładowanych spokojniej. W perspektywie 8 lat różnica ta przekłada się na spadek kondycji baterii (SOH) do poziomu 76 proc. dla grupy „szybkiej”, w porównaniu do 88 proc. dla grupy „wolnej”.
Dla flot i użytkowników prywatnych płynie stąd prosta lekcja: nie należy traktować ultraszybkich ładowarek jako domyślnego sposobu uzupełniania energii. Jeśli auto stoi na parkingu przez kilka godzin, lepiej podłączyć je do wolniejszego słupka, niż „atakować” ogniwa mocą, której w danej chwili wcale nie potrzebujemy.
Upał gorszy niż mróz
Kolejnym czynnikiem, który realnie wpływa na żywotność akumulatora, jest temperatura otoczenia. Choć systemy zarządzania termicznego (TMS) w nowoczesnych autach robią świetną robotę, fizyki nie da się całkowicie oszukać. Pojazdy eksploatowane w gorącym klimacie tracą rocznie o 0,4 proc. pojemności więcej niż te jeżdżące w warunkach umiarkowanych.
Wysoka temperatura przyspiesza niepożądane reakcje chemiczne wewnątrz ogniw. Warto o tym pamiętać podczas letnich upałów, starając się parkować w cieniu lub w garażu, zwłaszcza jeśli planujemy zostawić auto na dłużej. Niestety, badanie nie dostarczyło wystarczającej liczby danych z rejonów ekstremalnie zimnych, by precyzyjnie określić wpływ siarczystych mrozów na długoterminową degradację, choć powszechnie wiadomo, że zimno wpływa raczej na chwilową wydajność niż na trwałe uszkodzenie chemii ogniwa.


Mit magicznych 20-80 procent
Jedną z najczęściej powtarzanych rad dla właścicieli elektryków jest utrzymywanie naładowania w przedziale 20-80 proc. Okazuje się jednak, że przy codziennej eksploatacji nie musimy popadać w paranoję. Badania wykazały, że umiarkowane przebywanie poza tym zakresem nie przyspiesza znacząco degradacji.
Problem pojawia się dopiero w skrajnych przypadkach. Przyspieszone zużycie (średnio 2,0 proc. rocznie) zaobserwowano tylko w grupie pojazdów, które przez ponad 80 proc. swojego czasu przebywały w stanie naładowania bliskim 100 proc. lub bliskim zera. Oznacza to, że okazjonalne naładowanie do pełna przed trasą nie zrobi krzywdy baterii. Szkodliwe jest natomiast trzymanie auta naładowanego „pod korek” całymi dniami na parkingu. Producenci stosują bufory bezpieczeństwa (ukrytą pojemność), więc 100 proc. na liczniku nigdy nie oznacza fizycznego kresu możliwości chemicznych ogniwa, co dodatkowo chroni nas przed błędami.
Intensywna praca się opłaca
Ciekawym wątkiem raportu jest analiza intensywności użytkowania pojazdów. Czy auto, które jeździ non-stop, zużywa baterię szybciej? Tak, ale różnica nie jest drastyczna. Pojazdy intensywnie eksploatowane tracą rocznie około 0,8 proc. pojemności więcej niż te, które większość czasu stoją.
Z punktu widzenia zarządcy floty czy taksówkarza jest to akceptowalny koszt. Zysk z intensywnej pracy pojazdu znacznie przewyższa stratę wynikającą z nieco szybszej degradacji baterii. Nawet przy intensywnym użytkowaniu, po 8 latach bateria wciąż powinna oferować ponad 80 proc. swojej sprawności, co pozwala na dalszą, efektywną eksploatację.
Tabela: Co najbardziej niszczy Twoją baterię?
Poniższe zestawienie pokazuje, jak różne czynniki wpływają na roczne tempo utraty pojemności baterii w porównaniu do bazy (ładowanie AC, klimat umiarkowany):
| Czynniki wpływające na degradację | Średnia roczna utrata pojemności | Wnioski po 8 latach (szacunkowe SOH) |
| Baza (niskie moce ładowania) | 1,5% | 88,0% |
| Częste ładowanie DC (<100 kW) | 2,2% | 82,4% |
| Częste ładowanie DC (>100 kW) | 3,0% | 76,0% |
| Gorący klimat | +0,4% (dodatkowo) | Zależne od bazy |
| Intensywne użytkowanie | +0,8% (dodatkowo) | Zależne od bazy |
Spokojna przyszłość elektromobilności
Wyniki analizy Geotab są uspokajające. Mimo że średnia degradacja wróciła do poziomu 2,3 proc., wynika to z wygody użytkowników (szybsze ładowanie), a nie ze spadku jakości technologii. Baterie są solidne, a ich żywotność przestała być „wąskim gardłem” elektromobilności.
Kluczem do długowieczności nie jest chuchanie i dmuchanie na auto, ale unikanie skrajności: nie nadużywajmy ultra-szybkich ładowarek bez potrzeby i nie zostawiajmy auta naładowanego na 100 proc. na długie tygodnie. To wystarczy, by bateria służyła nam bezawaryjnie przez kilkanaście lat.
A jakie są Wasze doświadczenia z kondycją baterii w Waszych elektrykach? Czy zauważyliście spadek zasięgu po kilku latach, czy może trzymacie się zasad „higieny bateryjnej” i wyniki są lepsze niż średnia? Dajcie znać w komentarzach!









Dołącz do dyskusji