Spis treści
Pamiętacie burzę, która przetoczyła się przez internet kilka dni temu? Wszyscy analizowaliśmy projekt nowych chińskich przepisów, które sugerowały koniec superszybkich elektryków. Hasło „zakaz przyspieszania poniżej 5 sekund do setki” rozgrzało fora dyskusyjne do czerwoności. Sprawa zrobiła się tak głośna, że chińskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego musiało oficjalnie zabrać głos.
I wiecie co? Mieliśmy rację, ale internauci wpadli w panikę niesłusznie. Urzędnicy wyjaśnili właśnie, o co dokładnie chodzi w kontrowersyjnym zapisie. Nikt nie zamierza kastrować sportowych samochodów. Chodzi o coś zupełnie innego – o to, co dzieje się z autem w pierwszej sekundzie po przekręceniu kluczyka (lub naciśnięciu przycisku Start).
„Domyślny” to słowo klucz
Całe zamieszanie wynikło z niezrozumienia jednego, kluczowego słowa w projekcie ustawy: „domyślny”.
Urzędnicy w rozmowie z mediami wyjaśnili, że opinia publiczna błędnie odczytała intencje ustawodawcy. Przepis nie mówi o maksymalnych osiągach samochodu. Mówi o trybie, w jakim samochód budzi się do życia.
Zasada jest prosta: po każdym uruchomieniu zapłonu (z wyłączeniem systemów start-stop na światłach), samochód osobowy musi znajdować się w trybie, w którym przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje nie mniej niż 5 sekund.
To nie jest blokada techniczna silnika. To blokada programowa „na start”. Ministerstwo podkreśla: przepis nie zabrania osiągania lepszych czasów. Jeśli kierowca chce poczuć wgniecenie w fotel, może to zrobić. Wystarczy, że świadomie zmieni ustawienia – przełączy tryb jazdy na „Sport”, „Track” czy jakkolwiek producent to nazwie.
Chodzi o to, by pełna moc nie była dostępna „z automatu”, bez wiedzy i woli kierowcy.
Dlaczego rząd chce nas spowolnić?
Wyjaśnienie urzędników rzuca światło na problem, z którym Chiny zmagają się na wielką skalę. Sprzedaż aut elektrycznych (NEV) rośnie tam lawinowo. Wiele z tych pojazdów oferuje natychmiastowy, potężny moment obrotowy dostępny od zera obrotów.
Dla kierowcy przesiadającego się ze słabego auta spalinowego, to szok. Liczba incydentów związanych z utratą panowania nad pojazdem podczas ruszania gwałtownie wzrosła, a statystyki wskazują, że problem dotyczy głównie elektryków.
Urzędnik odpowiedzialny za projekt ustawy tłumaczy to wprost: wysoki moment obrotowy na starcie utrudnia niektórym kierowcom opanowanie auta. Wymuszenie „trybu spokojnego” jako domyślnego ma być bezpiecznikiem. Ma zmusić nas do zastanowienia: „Czy na pewno chcę teraz jechać szybko?”.
Xiaomi i BYD mogą spać spokojnie
To wyjaśnienie to doskonała wiadomość dla chińskich gigantów, którzy budują swoją markę na osiągach. Modele takie jak Xiaomi SU7 Max (2,78 sekundy do setki), BYD Han L EV (2,7 sekundy) czy Geely Galaxy E8 (3,49 sekundy) pozostaną legalne.
Ich producenci nie będą musieli montować słabszych silników. Będą musieli jedynie przeprogramować oprogramowanie tak, aby po włączeniu auta domyślnie aktywny był tryb „Eco” lub „Comfort”, a nie „Launch Control”. To zmiana softu, a nie mechaniki.
Koniec z myleniem gazu z hamulcem
W cieniu dyskusji o przyspieszeniu, w projekcie ustawy znalazły się inne, być może nawet ważniejsze systemy bezpieczeństwa, o których warto wspomnieć.
Chiny chcą wprowadzić obowiązkowy system tłumienia błędnego użycia pedału przyspieszenia. Jak to ma działać? Samochód będzie monitorował zachowanie kierowcy, gdy pojazd stoi lub toczy się z minimalną prędkością (pełzanie).
Jeśli system wykryje gwałtowne, omyłkowe wciśnięcie gazu (co często zdarza się spanikowanym kierowcom mylącym pedały), elektronika ograniczy moc wyjściową silnika i uruchomi alarm dźwiękowy lub wizualny. To może być koniec filmów z autami wjeżdżającymi w witryny sklepowe.
Ekrany zgasną, a hamowanie się zmieni
Projekt, który wciąż jest w fazie konsultacji społecznych, reguluje też inne kwestie, które denerwują lub rozpraszają kierowców.
Po pierwsze, standaryzacja hamowania rekuperacyjnego. Chiny chcą uregulować działanie systemów „one-pedal driving” (jazdy z użyciem jednego pedału), aby zachowanie aut różnych marek było bardziej przewidywalne. Planowane są też limity opóźnienia (siły hamowania) po puszczeniu pedału przyspieszenia.
Po drugie, walka z rozpraszaniem uwagi. Systemy rozrywki w samochodzie będą musiały wyłączać odtwarzanie wideo i gier, gdy prędkość pojazdu przekroczy 10 km/h. To koniec oglądania seriali w korku, gdy tylko auto lekko ruszy.
Są też nowe wymogi dla baterii w hybrydach i elektrykach, dotyczące zaworów bezpieczeństwa i wyrównywania ciśnienia, co ma zapobiegać wybuchom.
Analiza: Rozsądek wygrał z populizmem
Wyjaśnienia chińskiego ministerstwa pokazują, że tamtejsi regulatorzy podchodzą do sprawy bardzo pragmatycznie. Zamiast wylewać dziecko z kąpielą i zakazywać postępu technologicznego, wprowadzają mechanizmy „idiotoodporne”.
To podejście przypomina zabezpieczenia w broni palnej. Możesz strzelać, ale najpierw musisz odbezpieczyć. Możesz przyspieszać w 3 sekundy, ale najpierw musisz „odbezpieczyć” auto, wybierając odpowiedni tryb.
Taka regulacja ma sens nie tylko w Chinach. W Europie, gdzie mocne elektryki również trafiają w ręce niedoświadczonych kierowców, podobne rozwiązanie mogłoby realnie poprawić bezpieczeństwo bez odbierania radości z jazdy entuzjastom.
Ostateczny kształt przepisów poznamy pewnie za kilka miesięcy, ale już teraz widać, że Chiny wyznaczają nowy standard myślenia o bezpieczeństwie w erze elektromobilności. Nie „zakazać”, ale „kontrolować”.
A wy co myślicie o takim rozwiązaniu? Czy konieczność kliknięcia przycisku „Sport” przed szybką jazdą to duża niedogodność, czy rozsądna cena za bezpieczeństwo na drogach? Dajcie znać w komentarzach.












Dołącz do dyskusji