Spis treści
Chińska ekspansja na polskim rynku motoryzacyjnym wchodzi w zupełnie nową fazę. Do tej pory przyzwyczailiśmy się, że marki z Państwa Środka walczą głównie ceną, oferując rozsądne parametry za kwoty znacznie niższe od europejskiej konkurencji. Grupa Chery, znana już u nas z modeli Omoda i Jaecoo, postanowiła zerwać z tym schematem. Do gry wchodzi marka EXLANTIX, która nie zamierza bawić się w półśrodki. Na celowniku znaleźli się giganci segmentu premium: Audi, BMW, Mercedes czy Volvo.
Odważna wycena i prosta strategia
Importer odkrył karty i podał oficjalny cennik, który dla wielu może być sporym zaskoczeniem. Najtańszy model nowej marki kosztuje blisko 330 tysięcy złotych. To kwota, która stawia EXLANTIXA w jednej linii z uznanymi graczami, a nie w roli budżetowej alternatywy.
Strategia sprzedażowa jest jednak inna niż u niemieckiej konkurencji. Nie znajdziemy tu skomplikowanych konfiguratorów, pakietów za dziesiątki tysięcy złotych ani ukrytych opcji. W Polsce samochody będą dostępne wyłącznie w jednej, maksymalnie wyposażonej wersji Premium. Klient wybiera w zasadzie tylko kolor nadwozia i wnętrza. To odważny ruch, który ma uprościć proces zakupowy i pokazać, że „wszystko mający” samochód z Chin może być lepszą ofertą niż „goły” odpowiednik z Europy.
Start sprzedaży zaplanowano na I kwartał 2026 roku. Wtedy też otworzą się pierwsze salony w Warszawie, Gdańsku i Katowicach. W dalszej kolejności sieć dealerska obejmie Wrocław, Poznań, Szczecin oraz Rzeszów.
Dane techniczne i specyfikacja
Na start otrzymujemy dwa modele: limuzynę EXLANTIX ES oraz dużej klasy SUV-a EXLANTIX ET. Oba auta bazują na tej samej technice. Fundamentem jest platforma 800 V, która pozwala na ultraszybkie ładowanie. Sercem układu są dwa silniki elektryczne (po jednym na oś), zapewniające napęd AWD.
Poniżej szczegółowe zestawienie parametrów obu modeli:
| Parametr | EXLANTIX ES (Limuzyna) | EXLANTIX ET (SUV) |
| Cena brutto | 329 900 zł | 349 900 zł |
| Moc maksymalna | 480 KM | 480 KM |
| Moment obrotowy | 663 Nm | 663 Nm |
| Pojemność baterii | 100 kWh | 100 kWh |
| Zasięg (WLTP) | do 610 km | do 556 km |
| Przyspieszenie 0-100 km/h | 4,2 s | 4,8 s |
| Ładowanie DC (max) | 290 kW | 290 kW |
| Czas ładowania 30-80% | ok. 15 min | ok. 15 min |
| Długość | 4945 mm | 4980 mm |
| Pojemność bagażnika | 480 l / 1284 l | 546 l / 1835 l |
| Współczynnik oporu (Cx) | 0,205 | 0,266 |
Limuzyna ES rzuca rękawicę Tesli
Model ES to klasyczny liftback o sportowej sylwetce, który wymiarami i osiągami celuje bezpośrednio w segment zajmowany przez Teslę Model S. Imponuje tu przede wszystkim aerodynamika – współczynnik oporu powietrza Cx wynosi zaledwie 0,205. To wynik ze ścisłej światowej czołówki, który realnie przekłada się na zasięg przekraczający 600 kilometrów.
Samochód mierzy blisko 5 metrów długości i oferuje rozstaw osi na poziomie 3 metrów. Zapewnia to ogromną przestrzeń wewnątrz, choć linia dachu może sugerować mniej miejsca nad głowami pasażerów z tyłu niż w wersji SUV. W standardzie otrzymujemy pneumatyczne zawieszenie z adaptacyjną regulacją tłumienia CDC oraz układ hamulcowy oparty na 6-tłoczkowych zaciskach. Całość stoi na 21-calowych felgach, co w połączeniu z niską sylwetką tworzy dynamiczny obraz całości.





SUV ET kontra europejska arystokracja
Drugi z debiutantów, model ET, wchodzi na terytorium okupowane przez BMW iX czy Volvo EX90. To potężny SUV o długości niemal 5 metrów i masie własnej 2450 kg. Mimo gabarytów i gorszej aerodynamiki (Cx 0,266) wciąż oferuje solidny zasięg na poziomie 556 km.
W przypadku SUV-a postawiono na maksymalną użyteczność. Bagażnik o pojemności 546 litrów można powiększyć do ponad 1800 litrów, a pod maską znalazł się dodatkowy frunk o pojemności 60 litrów – idealny na kable do ładowania. Podwozie, podobnie jak w limuzynie, to zaawansowana konstrukcja wielowahaczowa wspierana pneumatyką. Producent obiecuje komfort podróżowania na poziomie, do którego przyzwyczaili nas niemieccy producenci w swoich flagowych modelach.




Wnętrze ociekające technologią
Chińczycy doskonale wiedzą, że w segmencie premium nie wystarczy tylko mocny silnik. Wnętrza obu modeli są naszpikowane elektroniką. Centrum dowodzenia stanowi 15,6-calowy ekran o rozdzielczości 2.5K. Kierowca ma do dyspozycji także ogromny, 21-calowy wyświetlacz Head-Up Display (HUD).
Lista wyposażenia standardowego (pamiętajmy, jedynego dostępnego) jest długa:
- System audio z 23 głośnikami wspierający Dolby Atmos 3D.
- Fotele wykończone skórą Nappa z funkcją masażu, wentylacji i podgrzewania.
- Trzystrefowa klimatyzacja z systemem jonizacji i dyfuzorem zapachów.
- Szklany dach panoramiczny (większy w modelu ET – 2,4 m²).
- Chłodzona ładowarka indukcyjna o mocy 50 W.
W obu modelach system multimedialny obsługuje bezprzewodowo Apple CarPlay i Android Auto, co w przypadku chińskich aut nie zawsze jest oczywistością.
Bezpieczeństwo i gwarancja
Exlantix chwali się kompletem gwiazdek w testach Euro NCAP oraz rozbudowanym pakietem systemów wsparcia kierowcy (ADAS poziom L2+). Na pokładzie znajdziemy zestaw kamer 540 stopni (widok dookoła auta oraz „przezroczyste podwozie”), adaptacyjny tempomat i systemy monitorujące otoczenie.
Ciekawie rozwiązano kwestię ochrony gwarancyjnej. Klient ma wybór: 7 lat gwarancji z limitem 150 000 km lub 3 lata bez limitu kilometrów. Bateria trakcyjna i układ wysokiego napięcia objęte są oddzielną ochroną przez 8 lat lub 160 000 km. To solidna oferta, która ma budować zaufanie do nowej marki.
Czy Polacy zapłacą 350 tysięcy za chińskie auto?
Decyzja Grupy Chery o wprowadzeniu marki premium to test dojrzałości polskiego rynku. Z jednej strony otrzymujemy samochody o parametrach technicznych (800 V, 100 kWh, 480 KM), za które u europejskich producentów musielibyśmy zapłacić przynajmniej 100-150 tysięcy złotych więcej. Z drugiej strony – Exlantix to wciąż egzotyka, która nie niesie ze sobą prestiżu „czterech pierścieni” czy „gwiazdy”.
Bariera psychologiczna na poziomie 330-350 tysięcy złotych jest ogromna. W tym budżecie klienci często szukają nie tylko produktu, ale i wizerunku. Chińczycy próbują nadrobić te braki technologią i wyposażeniem, które nie wymaga dopłat. Sukces będzie zależał od tego, czy polscy kierowcy są gotowi porzucić przywiązanie do europejskich logotypów na rzecz twardych danych technicznych i luksusu wewnątrz kabiny.
Dajcie znać w komentarzach, czy bylibyście skłonni wydać 350 tysięcy złotych na luksusowego „elektryka” z Chin, czy w tej cenie wolicie jednak skromniej wyposażone auto europejskie?












Dołącz do dyskusji