Spis treści
Ostatnie dwanaście miesięcy było dla branży motoryzacyjnej prawdziwym rollercoasterem. Patrząc na globalne statystyki, można odnieść wrażenie, że elektromobilność weszła w fazę dojrzałości. Sprzedaż aut na prąd przekroczyła barierę 20 milionów egzemplarzy. W praktyce oznacza to, że co czwarty nowy samochód wyjeżdżający z salonu na świecie ma napęd elektryczny. To solidny, ponad 20-procentowy wzrost rok do roku.
Jednak za tymi liczbami kryje się polityczne trzęsienie ziemi, które miało miejsce w Stanach Zjednoczonych. Początek roku przyniósł tam radykalne zmiany: poluzowanie norm emisji spalin, odebranie Kalifornii prawa do ustalania własnych, bardziej rygorystycznych standardów, a ostatecznie zakończenie federalnych dopłat do zakupu elektryków. Mimo to branża nie zaciągnęła hamulca ręcznego. Wręcz przeciwnie, producenci i analitycy z optymizmem patrzą na nadchodzące miesiące, traktując rok 2026 jako czas przegrupowania sił i ofensywy na rynku wtórnym.
Klienci głosują portfelami, nie ideologią
Trzeci kwartał 2025 roku okazał się rekordowy pod względem sprzedaży w USA. Powód był prozaiczny – wyścig z czasem przed wygaśnięciem dopłat federalnych, które zakończyły się 30 września. Ta gorączka zakupowa obnażyła prostą prawdę o rynku: ludzie chcą samochodów elektrycznych, ale tylko wtedy, gdy cena jest adekwatna. Bez rządowych „kroplówek” finansowych, ciężar walki o klienta spadł całkowicie na barki producentów. Muszą oni teraz optymalizować produkcję i technologię, by zaoferować produkt konkurencyjny cenowo bez zewnętrznego wsparcia.
Kupujący stali się niezwykle pragmatyczni. Wskaźnikiem decydującym o wyborze stał się „koszt zasięgu”, czyli prosta kalkulacja: ile kilometrów zasięgu otrzymuję za każdą wydaną złotówkę (lub dolara). W tym zestawieniu królują modele takie jak Chevrolet Equinox, Tesla Model 3 i Model Y, Ford Mustang Mach-E oraz propozycje od Hyundaia. Oferują one nowoczesną technologię i sensowny zasięg w cenie, która nie przyprawia o zawrót głowy. Rynek brutalnie zweryfikował też inne projekty. Elektryczne pickupy, mimo ogromnego szumu medialnego, sprzedają się poniżej oczekiwań. Podobnie niszowe modele o zasięgach rzędu 800 km (500 mil) – okazało się, że klienci wcale nie potrzebują aż tak wielkich baterii, a wyścig na zasięgi wyhamował w okolicach 480-500 km.
Mit zasięgu w zderzeniu z rzeczywistością
Analiza danych zebranych przez firmę Recurrent rzuca nowe światło na odwieczny problem „range anxiety”, czyli lęku przed rozładowaniem. Okazuje się, że strach ten jest domeną osób, które… elektryka nie posiadają. Aż 48 procent potencjalnych nabywców wskazuje zasięg jako główną obawę. Tymczasem wśród osób, które już kupiły auto na prąd, odsetek ten spada do 22 procent. Praktyka leczy z lęków szybciej niż jakakolwiek kampania marketingowa.
Dane telemetryczne są bezlitosne dla naszych wyobrażeń o podróżowaniu. Nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie odległości są znaczne, dzienne przebiegi rzadko przekraczają 70-75 kilometrów (ok. 45 mil). Oznacza to, że kierowcy wykorzystują zaledwie ułamek możliwości swoich pojazdów. Średnie wykorzystanie zasięgu we wszystkich badanych elektrykach wynosi zaledwie 12,6 procenta.
Właściciele aut z potężnymi bateriami (oferującymi ponad 550 km zasięgu) na co dzień wożą ze sobą ponad 88 procent „martwej”, niewykorzystanej energii. To psychologiczny koc bezpieczeństwa, za który słono płacimy przy zakupie auta. Paradoksalnie, właściciele aut z mniejszymi bateriami (zasięgi rzędu 250-300 km) jeżdżą swoimi autami intensywniej i efektywniej wykorzystują dostępną energię, zużywając dziennie około 20 procent zasobów akumulatora.
Infrastruktura goni sprzedaż
Rok 2025 przyniósł znaczące przyspieszenie w budowie stacji ładowania. Tylko w USA przybyło 17 tysięcy nowych punktów szybkiego ładowania, co oznacza wzrost o 33 procent. To tempo szybsze niż przyrost liczby samych samochodów na drogach. Jednak najważniejszą zmianą nie jest liczba słupków, a ich dostępność.
Decyzja Tesli o otwarciu sieci Superchargerów dla innych marek zmieniła zasady gry. Kierowcy Fordów, Hyundaiów czy Volkswagenów zyskali dostęp do najbardziej niezawodnej sieci ładowania na świecie. To, co wcześniej było ekskluzywnym atutem Elona Muska, stało się standardem rynkowym. Satysfakcja użytkowników z publicznego ładowania wzrosła natychmiastowo. To pokazuje, że problemem nie zawsze jest brak ładowarek, ale ich fragmentacja i niska jakość, którą standard NACS (złącze Tesli) skutecznie naprawia.
2026: Rok używanego elektryka
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nadchodzi złota era dla rynku wtórnego. Inflacja i wysokie stopy procentowe sprawiają, że nowi klienci łaskawszym okiem patrzą na auta z drugiej ręki. Tutaj elektryki mają asa w rękawie. Szacuje się, że w samym 2026 roku na rynek trafi ponad 300 tysięcy aut elektrycznych wracających z leasingów.
Używany elektryk wygrywa z używanym autem spalinowym w kilku kluczowych kategoriach:
- Gwarancja: Większość aut z roczników 2023-2025 wciąż posiada aktywną gwarancję na baterię i układ napędowy (zazwyczaj 8 lat lub 160 tys. km).
- Wiek i przebieg: W cenie do 40 tysięcy dolarów (przeliczając na nasze warunki – w popularnym budżecie zakupowym) używany elektryk jest średnio o rok młodszy i ma o 32 tys. km mniejszy przebieg niż jego spalinowy odpowiednik.
- Koszty utrzymania: Raporty Consumer Reports są jednoznaczne – serwisowanie EV jest o 40-50 procent tańsze. Brak wymian oleju, rzadsza wymiana hamulców i mniej części ruchomych to realne oszczędności.
Dodatkowo, nawet kilkuletnie auta na prąd oferują w standardzie technologie (obsługa aplikacji, nawigacja, asystenci jazdy), które w autach spalinowych często wymagały drogich dopłat.


Bateria i zima: fakty kontra mity
Obawy o degradację baterii okazują się w dużej mierze przesadzone. Producenci nauczyli się zarządzać tym procesem. Wiele marek stosuje bufory bezpieczeństwa – bateria fizycznie ma większą pojemność niż ta dostępna dla użytkownika. Z czasem oprogramowanie uwalnia te rezerwy, dzięki czemu kierowca przez pierwsze trzy lata może nie odczuć żadnego spadku zasięgu, mimo że ogniwa chemicznie się starzeją.
Pozostaje kwestia zimy. Tutaj wciąż widać przewagę Tesli i jej podejścia do inżynierii. Zastosowanie pompy ciepła typu Octovalve, która kompleksowo zarządza temperaturą kabiny, baterii i silnika, sprawia, że auta tej marki najmniej tracą na zasięgu przy ujemnych temperaturach. To wciąż punkt odniesienia dla konkurencji, choć inni producenci szybko nadrabiają zaległości, montując pompy ciepła jako standard.
Sytuacja na rynku jest jasna: elektromobilność przechodzi z fazy entuzjastów i wczesnych adopterów do fazy masowego klienta, który liczy każdą złotówkę. Koniec dopłat nie zatrzymał transformacji, a jedynie wymusił na producentach większą dyscyplinę cenową, co ostatecznie wyjdzie na dobre nam wszystkim.
A wy rozważacie zakup używanego auta elektrycznego w nadchodzącym roku, czy wolicie poczekać na rozwój technologii w nowych modelach?














Dołącz do dyskusji