Spis treści
Osoby planujące zakup samochodu elektrycznego z państwową dopłatą „NaszEauto” muszą podjąć decyzję natychmiast. Matematyka jest nieubłagana: fundusze przeznaczone na wsparcie elektromobilności topnieją w rekordowym tempie. Grudniowy szturm na salony i firmy leasingowe sprawił, że pula środków została wydrenowana do poziomu 80 procent. Przy obecnej dynamice składania wniosków, program zakończy się definitywnie w ciągu kilku najbliższych tygodni.
Rekordowy grudzień wyczyścił konta
Jeszcze w połowie 2025 roku wydawało się, że budżet programu wystarczy na dłużej. Sytuacja zmieniła się diametralnie w końcówce roku. Grudzień przyniósł absolutny rekord w historii dopłat – w ciągu jednego miesiąca do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wpłynęło aż 6469 wniosków. To wzrost o 67 proc. w porównaniu do listopada.
Dla zobrazowania skali tego zjawiska warto spojrzeć na początki programu. W pierwszych miesiącach funkcjonowania „NaszEauto” (luty-kwiecień 2025) urzędnicy przyjmowali średnio 1150 aplikacji miesięcznie. Grudniowy wynik przebił tę średnią ponad pięciokrotnie.
Efekt tego pospolitego ruszenia jest prosty: z puli wynoszącej 1,18 mld zł wykorzystano już 940,6 mln zł. Zostało więc około 20 proc. środków. Biorąc pod uwagę, że zainteresowanie nie słabnie, eksperci z EV Klub Polska i serwisu elektromobilni.pl nie mają wątpliwości – pieniądze skończą się w styczniu, a w najbardziej optymistycznym scenariuszu na początku lutego 2026 roku.



Pułapka czasu dostawy
Wielu potencjalnych nabywców może wpaść w pułapkę proceduralną. Złożenie wniosku o dofinansowanie nie jest pierwszym krokiem w procesie zakupu. Najpierw trzeba zamówić auto, często je zarejestrować i dopełnić formalności z finansującym (w przypadku leasingu).
Tutaj pojawia się problem. Średni czas oczekiwania na samochód konfigurowany pod indywidualne zamówienie wynosi obecnie od 4 do 12 tygodni. Jeśli ktoś zamówi auto do produkcji dzisiaj (8 stycznia), odbierze je najwcześniej w lutym lub marcu. Wtedy budżet programu będzie już prawdopodobnie pusty.
Maciej Gis z Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności (PSNM) ostrzega wprost: procedury formalne trwają. Rejestracja pojazdu, przygotowanie weksla, obieg dokumentów w firmie leasingowej – to wszystko zabiera cenny czas. Wnioski, które wpłyną za miesiąc, mają nikłe szanse na realizację. Jedyną bezpieczną strategią jest wybór samochodów dostępnych „od ręki” na placach dealerskich (tzw. stocków). Tylko szybki odbiór i błyskawiczne załatwienie finansowania dają szansę na załapanie się na ostatnie transze pieniędzy.
Leasing napędza sprzedaż
Statystyki programu „NaszEauto” potwierdzają, że polska elektromobilność opiera się na firmach. Do końca grudnia złożono łącznie blisko 30 tysięcy wniosków. Aż 75 proc. z nich dotyczyło leasingu, podczas gdy klienci indywidualni stanowili zaledwie jedną czwartą beneficjentów.
To właśnie firmy, szukając kosztów na koniec roku podatkowego, w dużej mierze przyczyniły się do grudniowego piku. Udział aut elektrycznych w ogólnej liczbie rejestracji nowych pojazdów w grudniu 2025 roku przekroczył 11 proc., co jest wynikiem historycznym dla naszego rynku.
Urzędnicy przyspieszają, ale zator pozostaje
Wzrost liczby wniosków to wyzwanie dla NFOŚiGW. Choć tempo rozpatrywania dokumentów wzrosło, urzędnicy wciąż mają pełne ręce roboty. Do tej pory zatwierdzono niespełna 5 tysięcy wniosków, a realne wypłaty trafiły do nieco ponad 2,6 tysiąca beneficjentów. Oznacza to, że zaledwie 17 proc. wszystkich spraw zostało finalnie zamkniętych przelewem na konto.
Terminarz programu jest sztywny. Teoretycznie nabór trwa do 30 kwietnia 2026 roku, ale ta data jest już nieaktualna w zderzeniu z rzeczywistością budżetową. Ważniejsze są terminy końcowe dla urzędu: wszystkie wnioski muszą zostać przeprocedowane do 30 czerwca, a ostatnie pieniądze muszą wyjść z kont Funduszu do końca sierpnia 2026 roku. Kto nie zdąży złożyć kompletnego wniosku zanim licznik dostępnych środków wybije zero, odejdzie z kwitkiem.
Historia cięć i zmian
Warto przypomnieć, że obecna sytuacja jest częściowo efektem decyzji podjętych jesienią ubiegłego roku. Program startował w lutym 2025 z budżetem 1,6 mld zł. W październiku alokacja została jednak ścięta do 1,18 mld zł. Jednocześnie rozszerzono katalog pojazdów, na które można dostać dopłatę, włączając do gry samochody dostawcze (N1) oraz busy (M2).
Dla przedsiębiorców kupujących auta użytkowe gra toczy się o dużą stawkę. Dofinansowanie dla pojazdów dostawczych i busów może sięgać odpowiednio 70 tys. zł i 600 tys. zł. To kwoty, które realnie zmieniają opłacalność inwestycji we flotę elektryczną. Włączenie tych grup pojazdów dodatkowo przyspieszyło konsumpcję budżetu w ostatnich miesiącach.
Co dalej z rynkiem?
Wyczerpanie budżetu „NaszEauto” na początku 2026 roku stawia pod znakiem zapytania dynamikę sprzedaży w kolejnych kwartałach. Nagły brak stymulacji finansowej może spowodować chwilowe załamanie popytu, zanim rynek dostosuje się do nowych warunków bez dopłat. Producenci i dealerzy będą musieli prawdopodobnie zrewidować swoje cenniki lub wprowadzić własne instrumenty wsparcia, aby utrzymać zainteresowanie klientów.
Obecna sytuacja to klasyczny wyścig z czasem. Jeśli rozważacie zakup elektryka, analiza ofert powinna ograniczyć się do tego, co stoi fizycznie w salonie. Konfigurowanie wymarzonego lakieru i tapicerki to w tym momencie ryzyko utraty kilkudziesięciu tysięcy złotych dotacji.
Czy udało Wam się złożyć wniosek w grudniu, czy może czekaliście na wyprzedaże rocznika 2025 i teraz nerwowo sprawdzacie dostępność aut? Dajcie znać w komentarzach, jak oceniacie szanse na załapanie się na końcówkę budżetu.










Dołącz do dyskusji