Tesla uruchomiła konkurs „2026 Free Supercharging Competition”, w którym nagrodą jest darmowe ładowanie na Superchargerach przez cały okres posiadania auta. Zabawa już trwa, a firma liczy wszystkie sesje od 1 stycznia 2026 roku – więc część stawki jest już daleko z przodu.
Jak wygrać darmowe ładowanie w Tesli
Zasada jest prosta: trzeba wejść do top 3 w jednej z trzech kategorii w swoim regionie. Regiony są trzy: Ameryka Północna i Południowa, Azja-Pacyfik i Oceania bez Chin oraz Europa, Bliski Wschód i Afryka. To daje łącznie 9 zwycięzców.
Pierwsza kategoria dotyczy najdłuższej serii podróży między unikalnymi lokalizacjami Superchargerów. Tesla liczy to tak: macie 24 godziny od ostatniego ładowania, żeby pojawić się w nowej lokalizacji. Powrót do już odwiedzonego punktu jest dozwolony, ale zegar resetuje dopiero kolejny, wcześniej nieodwiedzony Supercharger.
Druga kategoria jest prostsza do zrozumienia: wygrywa ten, kto odwiedzi najwięcej unikalnych lokalizacji Superchargerów w 2026 roku. Bez presji, że nowy punkt trzeba zaliczyć w ciągu doby.
Trzecia kategoria jest najbardziej brutalna dla portfela i czasu: liczy się najwyższe łączne zużycie energii pobranej z Superchargerów. Innymi słowy, wygrywa ten, kto „przepali” najwięcej kilowatogodzin na szybkich ładowarkach Tesli.
To bardziej gra niż promocja
Tesla od dawna bawi się grywalizacją. Safety Score w ubezpieczeniach, różne statystyki jazdy, podsumowania ładowania jak taki Spotify Wrapped dla właścicieli EV – to wszystko ma sprawić, żeby użytkownik czuł, że bierze udział w czymś więcej niż tylko eksploatacji auta.
I trzeba przyznać: to działa. Mała rzecz, a cieszy. Tyle że tutaj nagroda jest bardzo konkretna, bo darmowe Supercharging przez życie auta może być warte naprawdę sporo, szczególnie dla kogoś, kto dużo jeździ w trasie.
Jest haczyk. A nawet kilka
Po pierwsze, konkurs nie jest dla wszystkich. Odpadają osoby, które już mają darmowe Supercharging, kierowcy używający Tesli do ride sharingu albo dostaw oraz pracownicy Tesli wraz z rodzinami.
Po drugie, to zabawa dla ludzi z dużą ilością czasu, dużym przebiegiem i sporą determinacją. Kategoria „najwięcej unikalnych lokalizacji” albo „najdłuższy streak” brzmi fajnie, ale w praktyce premiuje tych, którzy są w stanie planować życie pod ładowarki. Albo po prostu robią road tripy na skalę, której większość kierowców nigdy nie zrobi.
Po trzecie, zegar już tyka od dawna. Tesla zalicza wszystkie ładowania od początku roku, a ogłoszenie pojawiło się dopiero po 174 dniach. Jeśli ktoś nie jeździł intensywnie od stycznia, może już tylko oglądać plecy liderów.
Brzmi dobrze, ale to konkurs dla promila użytkowników
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Tesla nie rozdaje rabatu, kodu ani miesięcznego bonusu. Rozdaje coś, co naprawdę ma wartość, ale tylko dla garstki najbardziej zaangażowanych użytkowników. Marketingowo – sprytne. Dla zwykłego właściciela – raczej ciekawostka niż realna szansa.
Jeśli macie Teslę i dużo jeździcie, pytanie jest proste: wolelibyście polować na taki konkurs, czy po prostu dostać np. 5 000 km darmowego ładowania bez żadnych wygibasów?










Dołącz do dyskusji