Tesla znowu wraca do tematu nowego Roadstera, ale tym razem bardziej niż sam samochód uwagę przyciąga termin zapowiedzi. Elon Musk twierdzi, że „odsłonięcie” auta ma nastąpić już w kwietniu 2026 roku. Problem w tym, że podobnych deklaracji było już tyle, że dziś brzmią bardziej jak test cierpliwości klientów niż realny plan.
Dla fanów marki to może być ekscytująca wiadomość. Dla osób, które wpłaciły zaliczki lata temu, raczej kolejny powód do irytacji.
Roadster miał być w 2020 roku, a wciąż go nie ma
Historia nowego Tesli Roadstera zaczęła się w listopadzie 2017 roku. Wtedy pokazano prototyp i zapowiedziano start produkcji na 2020 rok. Później termin przesuwano kolejno na 2022, 2023, 2024 i 2025 rok.
Teraz mamy 2026 rok i znów mówimy wyłącznie o pokazie, a nie o produkcji czy dostawach.
To robi różnicę. Pokaz samochodu, nawet bardzo efektowny, nie oznacza jeszcze gotowego produktu. W praktyce Tesla jest dziś na etapie komunikatu o kolejnym komunikacie. A to dla auta, które miało trafić do klientów sześć lat temu, brzmi po prostu słabo.
Tym razem nie „demo”, tylko „unveil”
W najnowszym wpisie na platformie X Elon Musk napisał, że nowe odsłonięcie Roadstera nastąpi „miejmy nadzieję” w przyszłym miesiącu i że będzie to coś „na kolejnym poziomie”. Wcześniej mówił o „demo”, teraz użył słowa „unveil”, czyli odsłonięcie.
Ta zmiana nie jest przypadkowa. Sugeruje, że Tesla może pokazać auto wyraźnie inne od prototypu z 2017 roku.
To zresztą pasuje do wcześniejszych wypowiedzi Muska, który zapowiadał, że nowy Roadster będzie „bardzo różny” od tego, co marka pokazała wcześniej. Do tego dochodzą lutowe zgłoszenia znaków towarowych, w których pojawiła się nowa sylwetka auta. Z rysunków wynikało, że samochód może mieć bardziej zwarte proporcje i inaczej poprowadzoną linię dachu.
Jeśli tak faktycznie będzie, to można założyć, że Tesla nie dopracowuje starego projektu, tylko buduje nową wersję koncepcji. A to zwykle oznacza dalsze odsunięcie produkcji.
Najbardziej wymowne jest jedno słowo
W całej tej historii najmocniej wybrzmiewa jedno słowo: „hopefully”, czyli „miejmy nadzieję”.
Elon Musk od lat słynie z bardzo odważnych deklaracji składanych z pełnym przekonaniem. Tym razem sam zostawił sobie furtkę. To sygnał, że nawet po stronie Tesli nie ma pełnej pewności, czy kwietniowy termin zostanie dowieziony.
Trudno też zapomnieć, że podczas spotkania z akcjonariuszami pod koniec 2025 roku Musk wskazał datę 1 kwietnia 2026 roku, czyli prima aprilis. Sam żartował wtedy, że taki termin daje mu „wiarygodne alibi”, bo zawsze może powiedzieć, że to był żart.
W przypadku szefa spółki giełdowej taki komentarz brzmi co najmniej dziwnie. Zwłaszcza gdy chodzi o model zapowiadany od niemal dekady.
Klienci zamrozili ogromne pieniądze
Sprawa nie dotyczy wyłącznie internetowych deklaracji. Za Roadsterem stoją realne wpłaty klientów.
Osoby rezerwujące zwykłą wersję musiały wpłacić 50 tys. dolarów, czyli około 186 tys. zł. Nabywcy wersji Founders Series wpłacali 250 tys. dolarów, czyli około 927 tys. zł.
To nie były symboliczne zaliczki. To były bardzo duże pieniądze zamrożone na wiele lat.
Głośno zrobiło się o tym, gdy Sam Altman publicznie opisał próbę anulowania swojej rezerwacji złożonej w 2018 roku. Według jego relacji kontakt z Teslą w tej sprawie okazał się problematyczny, a adres e-mail używany wcześniej do obsługi rezerwacji miał już nie działać. Podobne sygnały zgłaszali też inni klienci.
Z perspektywy polskiego czytelnika to dobra przestroga. Rezerwowanie drogich aut na bardzo wczesnym etapie, szczególnie przy tak długim horyzoncie, zawsze wiąże się z ryzykiem. Im bardziej odległa produkcja, tym większa szansa, że zmieni się projekt, cena, termin albo wszystko naraz.
Co to oznacza dla rynku i dla samej Tesli
W Polsce Roadster i tak byłby autem skrajnie niszowym. Jeśli Tesla utrzymałaby dawną cenę startową na poziomie 200 tys. dolarów, mówilibyśmy o kwocie około 742 tys. zł, i to jeszcze przed podatkami, transportem czy ewentualnymi dodatkami. Realna cena na naszym rynku mogłaby spokojnie przebić milion złotych.
To poziom, na którym klient nie kupuje już samej marki. Kupuje pewność terminu, jakość obsługi i wiarygodność producenta. A właśnie z tym Tesla ma dziś największy problem w kontekście Roadstera.
Sama marka ma też inne priorytety. Dla Tesli dużo ważniejsze biznesowo są dziś tańsze modele, oprogramowanie, autonomizacja i magazyny energii. Roadster działa bardziej jako samochód wizerunkowy niż produkt, który ma robić wolumen. Dlatego łatwo zrozumieć, czemu projekt od lat spadał niżej na liście zadań.
Tyle że z punktu widzenia klientów taka logika niewiele zmienia. Oni słyszeli konkretne terminy i wpłacali konkretne pieniądze.
Oferty pracy mówią więcej niż tweety
Dodatkową wskazówką są ogłoszenia o pracę związane z Roadsterem. Tesla szuka inżynierów produkcji, a w opisach stanowisk pojawia się m.in. rozwój koncepcji i uruchomienie urządzeń do produkcji baterii.
To język typowy dla wcześniejszego etapu projektu, a nie dla auta, które za chwilę ma wjechać na linie produkcyjne.
Jeśli więc w kwietniu faktycznie zobaczymy nowego Roadstera, bardziej prawdopodobny wydaje się pokaz nowej wizji niż gotowego samochodu przed startem sprzedaży. Dla widzów to może być ciekawe widowisko. Dla osób czekających na odbiór auta raczej niewielki postęp.
Tesla sama podnosi sobie poprzeczkę
Problem Tesli nie polega dziś na tym, że Roadster się opóźnia. W motoryzacji opóźnienia się zdarzają. Problem polega na tym, że marka od lat komunikuje ten model w sposób, który coraz mocniej podkopuje zaufanie.
Każda kolejna data bez pokrycia osłabia efekt następnej zapowiedzi. I dlatego nawet jeśli Tesla rzeczywiście pokaże auto w kwietniu, wiele osób przyjmie to z wzruszeniem ramion. Po prostu rynek nauczył się już oddzielać tweety od realnych premier.
A przecież Roadster mógłby być dla Tesli bardzo mocnym sygnałem, że firma nadal potrafi zbudować elektryczny samochód, który rozpala wyobraźnię. Dziś bardziej rozpala dyskusje o tym, czy w ogóle istnieje poza prezentacjami i wpisami w mediach społecznościowych.
Jeśli Tesla pokaże w kwietniu zupełnie nowy projekt, temat znów nabierze tempa. Jeśli nie, historia Roadstera dostanie tylko kolejny rozdział z tym samym motywem przewodnim.
Czy po tylu latach opóźnień jeszcze uwierzylibyście w premierę Tesli Roadstera, czy dla was ten model stał się już tylko marketingową obietnicą?
Jeździsz Tesla Roadster?
Dołącz do wątku właścicieli — porównaj zasięg, koszty i doświadczenia.
Co sądzicie o tej nowości?
Bądź pierwszym, który skomentuje! Twoja opinia się liczy.
Włącz się do rozmowy →






















Dołącz do dyskusji