Przejdź do treści
News

NFOŚiGW nie planuje nowych dopłat do elektryków. Rynek chce ulg zamiast czeków

Dodaj jako preferowane źródło w Google Źródło w Google
Hyundai Ioniq 5 Recenzja 7

NFOŚiGW nie ma obecnie pieniędzy na kolejny nabór dopłat do elektrycznych samochodów osobowych. Podczas Kongresu Nowej Mobilności 2026 poinformowano, że w programie NaszEauto podpisano ponad 37 tys. umów, a liczba wniosków przekroczyła 40 tys. Fundusz próbuje zwiększyć budżet, ale nowego programu na razie nie będzie.

Piotr Stępiński, dyrektor Departamentu Elektromobilności i Beneficjenta Indywidualnego w NFOŚiGW, mówił o współpracy z Ministerstwem Klimatu i Środowiska oraz Ministerstwem Funduszy. Celem jest znalezienie pieniędzy na wnioski złożone po pierwotnym terminie naboru. Nie oznacza to jednak otwarcia kolejnej rundy.

Polska sprzedaż BEV spadła po zakończeniu dopłat

W pierwszym półroczu w Unii Europejskiej zarejestrowano 1,2 mln samochodów elektrycznych, o 40% więcej niż rok wcześniej. Polska po zakończeniu wsparcia zanotowała cztery miesiące spadków z rzędu.

Udział BEV w krajowym rynku wynosi 5,3%, co daje Polsce 30., przedostatnie miejsce w europejskim zestawieniu. Niemcy i Francja odpowiadają razem za około 600 tys. rejestracji, czyli połowę unijnego wyniku. Niemcy przeznaczyły na wsparcie 3 mld euro w perspektywie trzech lat, Francja postawiła między innymi na leasing socjalny.

Producenci chcą więc kontynuacji dopłat. Tomasz Tonder z Volkswagen Group Polska ocenił, że jeżeli celem państwa jest szybkie zwiększanie liczby elektryków, bezpośrednie wsparcie pozostaje skutecznym narzędziem.

Inaczej patrzy na to Allan Wodzyński z PKO Leasing. Jego zdaniem samochody elektryczne będą sprzedawały się coraz lepiej również bez dotacji, a ich brak zmusił producentów do obniżania cen. Tomasz Gawor z mLeasingu poszedł dalej. Ocenił, że dopłata gotówkowa zaburza ceny nowych i używanych aut, a producentom pozwala mniej agresywnie walczyć cennikiem.

Alternatywą miałyby być odpisy podatkowe, zwiększenie kwoty wolnej albo ulgi w VAT. Takie rozwiązania nie obniżają ceny konkretnego modelu wprost, ale również mają koszt dla budżetu. Różnica polega na tym, kto i kiedy odczuje korzyść.

Używane elektryki zaczynają się od realniejszych kwot

Rynek wtórny może zrobić dla popularyzacji BEV więcej niż kolejny drogi model premium. Średnia cena używanego elektryka na Otomoto wynosi 44-45 tys. zł, a połowa wyszukiwań dotyczy samochodów kosztujących do 50 tys. zł.

Problemem jest podaż. BEV stanowią tylko 1,5-2% wszystkich ogłoszeń na platformie. Wśród aut nowych ich udział rośnie do 5,7%. Paneliści wskazywali, że wykluczenie flot z części mechanizmów wsparcia ograniczyło dopływ 2-3-letnich samochodów na rynek używany.

Dochodzi obawa o baterię. Według badania przytoczonego przez Agatę Filipowską z OLX w 2022 roku 30% kierowców odrzucało elektryka jako pierwsze auto. Obecnie robi to 51% badanych. Niższa cena nie wystarczy, jeśli kupujący nadal zakłada, że kilkuletni akumulator zaraz będzie wymagał wymiany.

NFOŚiGW zwraca też uwagę na ładowarki i sieć elektroenergetyczną. Piotr Stępiński określił zakup samochodu jako jedną trzecią sukcesu. Według uczestników panelu sieć ma obecnie bezpieczny zapas, ale infrastruktura ładowania musi rosnąć razem z liczbą aut.

Kolejny mechanizm wsparcia powinien więc poprawiać również podaż używanych BEV, zamiast tylko podbijać sprzedaż nowych samochodów przez kilka miesięcy. Wolelibyście bezpośrednią dopłatę, ulgę podatkową czy tańsze ładowanie?

Dodaj jako preferowane źródło w Google Źródło w Google

Komentarze

Wolelibyście bezpośrednią dopłatę, ulgę podatkową czy tańsze ładowanie?

Zobacz także