Spis treści
Targi CES w Las Vegas co roku przynoszą niespodzianki, ale edycja 2026 dostarczyła właśnie jednej z największych sensacji motoryzacyjnych ostatnich lat. Firma Dreame, którą większość z nas kojarzy z robotami sprzątającymi i pionowymi odkurzaczami, oficjalnie zaprezentowała swój pierwszy samochód. Nie jest to jednak mały, miejski elektryk, jakiego można by się spodziewać po producencie AGD. Chińczycy pokazali potwora o mocy blisko 1900 koni mechanicznych, który ma rzucić wyzwanie światowej czołówce.
Od sprzątania do ścigania
Historia Dreame Technology przypomina nieco drogę Xiaomi, zresztą firma jest częścią tzw. „Ekologicznego Łańcucha Xiaomi” od 2017 roku. Założyciel Yu Hao zaczynał od inteligentnych urządzeń domowych. W sierpniu 2025 roku marka zadeklarowała wejście w segment automotive. Początkowo spotkało się to z ogromnym sceptycyzmem. Pierwsze grafiki koncepcyjne wyglądały jak tanie kopie Bugatti Chirona i Rolls-Royce’a Cullinana. Wielu obserwatorów uznało to za żart lub marketingową wydmuszkę.
Rzeczywistość zweryfikowała te opinie 6 stycznia 2026 roku w Las Vegas. Dreame nie tylko pokazało fizyczny samochód, ale też powołało do życia nową markę motoryzacyjną – Kosmera. Model, który wjechał na scenę, nosi nazwę Nebula 1. To czterodrzwiowy sportowy pojazd, który swoimi osiągami celuje w absolutny top.
Specyfikacja techniczna Kosmera Nebula 1
Poniżej znajdziecie najważniejsze dane techniczne ujawnione podczas premiery. Warto zwrócić uwagę na stosunek mocy do przyspieszenia.
| Parametr | Wartość |
| Model | Kosmera Nebula 1 (Koncept) |
| Moc układu | 1399 kW (1876 KM) |
| Liczba silników | 4 (niezależne sterowanie każdym kołem) |
| Przyspieszenie 0-100 km/h | 1,8 sekundy |
| Szacowana moc silnika | ok. 476 KM na koło |
| Konstrukcja | Kompozyty lotnicze, elementy drukowane 3D |
| Planowany start produkcji | 2027 rok |
| Lokalizacja fabryki | Berlin, Niemcy (planowana) |
Design, który krzyczy o uwagę
Na żywo samochód robi piorunujące wrażenie, choć jego stylistyka jest agresywna i momentami kontrowersyjna. Egzemplarz pokazowy wykończono w jaskrawym, zielonym kolorze. Nadwozie ocieka włóknem węglowym. Z tego materiału wykonano nie tylko spoilery, ale także przednie słupki, co jest rzadkością w autach drogowych.
Linia maski opada bardzo nisko, a przednie reflektory mają charakterystyczny kształt litery „L”. Uwagę zwracają sześcioramienne felgi, zza których przebijają żółte zaciski hamulcowe. Tył pojazdu zdominowało ogromne, stałe skrzydło oraz dwuwarstwowy dyfuzor. Światła tylne ciągną się przez całą szerokość nadwozia, co stało się już standardem w chińskim designie.
Ciekawym zabiegiem stylistycznym jest całkowity brak klamek. Nadwozie jest gładkie. Projektanci postawili na czystość formy kosztem praktyczności, co stoi w sprzeczności z obecnymi chińskimi regulacjami bezpieczeństwa. Sugeruje to, że mamy do czynienia z wersją demonstracyjną, która przed wejściem na linię produkcyjną będzie musiała przejść pewne modyfikacje.


Technologia rodem z toru wyścigowego
Kosmera Nebula 1 to nie tylko wygląd. Inżynierowie Dreame wpakowali w ten projekt technologie, które mają zawstydzić konkurencję. Układ napędowy składa się z czterech silników elektrycznych. Łączna moc 1399 kW pozwala na katapultowanie auta do pierwszej „setki” w 1,8 sekundy. To wynik lepszy niż w przypadku bratniego Xiaomi SU7 Ultra (1,97 s) czy GAC Hyptec SSR (1,9 s).
Producent chwali się zastosowaniem aktywnego zawieszenia opartego na silnikach liniowych. System ten ma błyskawicznie zmieniać charakterystykę tłumienia – od trybu komfortowego po wyczynowy tryb torowy. Konstrukcja podwozia wykorzystuje elementy drukowane w technologii 3D oraz kompozyty klasy lotniczej. Celem było uzyskanie maksymalnej sztywności skrętnej przy zachowaniu niskiej masy. Mówi się o dążeniu do stosunku mocy do masy na poziomie 1:1.
Wewnątrz (choć oficjalnych zdjęć kabiny jeszcze brak) ma znaleźć się system „AI coaching”. To cyfrowy instruktor jazdy, który podpowie kierowcy optymalny tor jazdy, wykorzystując rozszerzoną rzeczywistość (HUD) na przedniej szybie. Sterowanie odbywa się w systemie steer-by-wire, czyli bez fizycznego połączenia kierownicy z kołami.
Berlin jako nowy dom chińskiej motoryzacji?
Najbardziej intrygującą informacją nie są jednak osiągi, ale plany produkcyjne. Dreame ogłosiło, że zamierza wybudować fabrykę w Berlinie. Partnerem w tym przedsięwzięciu ma być francuski gigant bankowy BNP Paribas. To zaskakujący sojusz. Banki zazwyczaj finansują inwestycje, rzadko występują jako partnerzy joint-venture przy budowie zakładów produkcyjnych.
Wybór Berlina to jasny sygnał. To tam znajduje się Giga Berlin Tesli. Chińczycy wchodzą w paszczę lwa, chcąc produkować swoje auta w sercu Europy. Taki ruch ma sens z punktu widzenia omijania ceł unijnych na chińskie elektryki. Pokazuje to też, że Dreame/Kosmera nie celuje w rodzimy rynek chiński jako priorytet, ale od razu patrzy globalnie.
Planowany start produkcji to rok 2027. Termin wydaje się bardzo ambitny, biorąc pod uwagę, że firma dopiero pokazała koncept, a budowa fabryki od zera w Niemczech wiąże się ze skomplikowaną biurokracją (co Tesla odczuła na własnej skórze).







Drugi model w cieniu Nebuli
Podczas prezentacji wspomniano również o drugim modelu. To sportowy sedan (lub fastback), który ma być bardziej „cywilną” propozycją marki. Teasery pokazują długą maskę, wyraźne przetłoczenia boczne i agresywne tylne skrzydło. Auto ma dzielić technologię z Nebulą, ale oferować większą użyteczność na co dzień.
Oba pojazdy na CES 2026 zaprezentowano jako prototypy statyczne. Oznacza to, że nikt jeszcze nie widział ich w ruchu, a dziennikarze nie mogli sprawdzić działania systemów pokładowych. To typowe dla wczesnych faz rozwoju nowych marek.
Analiza szans rynkowych
Wejście producenta odkurzaczy na rynek hipersamochodów brzmi jak szaleństwo. Mieliśmy już przykład firmy Dyson, która po wpompowaniu miliardów dolarów w projekt auta elektrycznego, skasowała go, uznając za nieopłacalny. Dreame ma jednak inne zaplecze. Będąc częścią ekosystemu Xiaomi, ma dostęp do technologii bateryjnych, softwarowych i łańcucha dostaw, o których Dyson mógł tylko pomarzyć.
Kosmera Nebula 1 pełni rolę tzw. „halo car”. To auto nie ma zarabiać pieniędzy. Ma budować wizerunek. Jeśli Dreame udowodni, że potrafi zbudować auto szybsze od Bugatti, łatwiej będzie im sprzedać wspomnianego sedana czy przyszłe SUV-y.
Wątpliwości budzi harmonogram. Dwa lata na uruchomienie fabryki w Europie i wdrożenie do produkcji tak skomplikowanego pojazdu to bardzo mało czasu. Niewiadomą pozostaje też serwis i dystrybucja. Sprzedaż odkurzacza przez internet to co innego niż obsługa techniczna auta z czterema silnikami i aktywną aerodynamiką.
Inwestycja w Berlinie sugeruje, że Chińczycy chcą być postrzegani jako marka europejska lub przynajmniej „lokalna”. To strategia, która może pomóc przełamać nieufność klientów starego kontynentu do nowych graczy z Azji. Współpraca z BNP Paribas dodaje projektowi wiarygodności finansowej, której często brakuje startupom.
Co to oznacza dla konkurencji?
Jeśli dane techniczne się potwierdzą, europejscy producenci supersamochodów mają problem. Ferrari czy Lamborghini dopiero elektryfikują swoje gamy. Rimac jest w innej lidze cenowej. Kosmera może wbić się w lukę między tradycyjnymi markami premium a ultra-drogimi hipersamochodami.
Sukces Xiaomi z modelem SU7 pokazał, że firmy technologiczne potrafią robić dobre samochody. Dreame idzie tą samą ścieżką, ale wybiera bardziej ekstremalny start. Zamiast bezpiecznego sedana dla mas, dają nam torową bestię. To odważne. Może nawet zbyt odważne.
Czy bylibyście gotowi kupić samochód od firmy, która do tej pory sprzątała wasze mieszkania? Czy 1,8 sekundy do setki to parametr, który realnie ma znaczenie, czy tylko marketingowa cyferka? Sekcja komentarzy jest wasza.











Dołącz do dyskusji