Brzmi jak wygodny gadżet z targów technologicznych, ale w Chinach to już działa w normalnych blokowiskach. Mobilne roboty ładujące podjeżdżają do zaparkowanego auta i uzupełniają energię bez budowy słupków, bez rozkuwania parkingu i bez walki o zgodę na montaż wallboxa.
To ciekawy sygnał także dla Polski, gdzie problem często nie leży w samym zakupie auta elektrycznego, tylko w tym, gdzie i jak je ładować, jeśli ktoś mieszka w starszym bloku albo parkuje „tam, gdzie akurat się uda”.
Chińczycy zamieniają każde miejsce parkingowe w punkt ładowania
W chińskim Nanningu wdrożono rozwiązanie, które mieszkańcy mogą zamówić przez aplikację. Robot ładujący, nazywany tam mobilnym powerbankiem, sam dojeżdża do samochodu stojącego na parkingu i rozpoczyna ładowanie w ciągu kilku minut.
Urządzenie ma około 1,5 metra wysokości i akumulator o pojemności około 100 kWh. Według operatora auto rozładowane do 10 proc. można doładować w około 40 do 60 minut.
Dla użytkownika najważniejsze jest to, że nie musi szukać wolnej ładowarki. To ładowarka szuka samochodu.
Dlaczego ten pomysł ma sens akurat na starych osiedlach
Chińskie media opisują wdrożenie na osiedlu, gdzie jest już ponad 400 aut elektrycznych, ale infrastruktura nie nadąża za popytem. To bardzo podobny problem do tego, który dobrze znamy z wielu miejsc w Polsce.
Na starszych osiedlach zwykle pojawiają się te same bariery:
– brak przypisanych miejsc parkingowych
– ograniczona moc przyłączeniowa budynku
– kosztowna modernizacja instalacji
– długie procedury zgód we wspólnotach i spółdzielniach
W praktyce nawet kierowca, który chciałby zapłacić za własny punkt ładowania, często odbija się od formalności albo od prostego faktu, że parkuje codziennie w innym miejscu. Mobilny robot omija ten problem, bo nie wymaga stałego stanowiska i nie zajmuje jednego miejsca na wyłączność.




Są już różne wersje i całkiem sensowne parametry
Jednym z takich rozwiązań jest Energy Tank firmy Eraergy. Producent oferuje trzy warianty urządzenia, a najmocniejsze z nich potrafią oddawać do 120 kW.
| Model | Pojemność baterii | Maks. moc oddawania |
|---|---|---|
| Energy Tank 30 | 30 kWh | do 120 kW |
| Energy Tank 100 | 100 kWh | do 120 kW |
| Energy Tank 200 | 200 kWh | do 120 kW |
To parametry, które pozwalają myśleć o takim sprzęcie nie jak o awaryjnej ładowarce do podratowania kilku kilometrów zasięgu, tylko jak o realnym narzędziu do codziennej obsługi aut elektrycznych.
W Chinach takie urządzenia trafiają już nie tylko na osiedla. Firmy testują je także w hotelach, na MOP-ach przy autostradach oraz w bazach logistycznych. To akurat bardzo logiczny kierunek, bo wszędzie tam samochody stoją przez pewien czas bezczynnie.
CATL też wszedł w ten segment
To nie jest niszowy eksperyment jednego startupu. W ten obszar wszedł także CATL, czyli największy na świecie producent baterii trakcyjnych. Spółka zależna uruchomiła mobilny system ładowania o nazwie CharGo.
Takie roboty pracowały już na chińskich trasach podczas zeszłorocznego szczytu wyjazdowego z okazji Święta Wiosny. Cel był prosty: rozładować kolejki do stacjonarnych ładowarek w czasie, gdy ruch gwałtownie rośnie.
To ważny sygnał, bo jeśli w taki model inwestuje CATL, to znaczy, że mówimy o segmencie z potencjałem biznesowym, a nie tylko o pokazie możliwości technologicznych.


Co to zmienia z perspektywy kierowcy
Największa zmiana jest banalnie prosta: kierowca nie musi organizować dnia wokół ładowania. Na starym osiedlu, w hotelu czy w firmowej bazie samochód może dostać energię wtedy, gdy i tak stoi.
Dla użytkownika oznacza to kilka korzyści:
– mniej straconego czasu na dojazdy do ładowarki
– brak konieczności budowy własnego punktu
– większą elastyczność tam, gdzie miejsc parkingowych jest mało
– możliwość szybkiego zwiększenia dostępności ładowania bez przebudowy całego obiektu
W Polsce to mogłoby szczególnie zainteresować hotele, apartamenty na wynajem, parkingi przy biurowcach i wspólnoty mieszkaniowe, które od lat odkładają temat ładowarek z powodu kosztów przyłącza.
A gdzie jest haczyk
Największy problem jest dość oczywisty: taki robot też trzeba wcześniej naładować. To oznacza, że operator musi mieć zaplecze energetyczne, miejsce do ładowania floty urządzeń i sensowny system zarządzania ich pracą.
Dochodzi też ekonomia. Sam sprzęt z baterią 100 kWh albo 200 kWh tani nie będzie. Jeśli przeliczyć samą wartość magazynu energii i całej platformy jezdnej, mówimy raczej o rozwiązaniu dla operatora usługi niż dla pojedynczej wspólnoty mieszkaniowej kupującej jeden egzemplarz „na próbę”.
Nie znamy oficjalnych cen tych urządzeń, ale przy obecnych kosztach baterii i automatyki można zakładać, że wejście w taki model wymagałoby w Polsce inwestycji liczonych co najmniej w setkach tysięcy złotych za sztukę. To nie przekreśla pomysłu, tylko ustawia go tam, gdzie ma największy sens: w usługach komercyjnych i przy większej skali.
Czy to ma sens w Polsce
Tak, ale raczej punktowo niż masowo od razu. W polskich warunkach mobilne roboty ładujące miałyby największy sens w czterech miejscach:
– na starych osiedlach z problemem przyłączy i parkowania
– w hotelach, które chcą oferować ładowanie bez dużej modernizacji
– na parkingach flotowych
– przy sezonowych przeciążeniach, np. w trasie lub podczas dużych wydarzeń
Na razie bardziej prawdopodobny wydaje się model usługi niż sprzedaży urządzeń końcowym klientom. Operator przywozi robota, obsługuje ładowanie i rozlicza energię przez aplikację. Dla odbiorcy końcowego to prostsze niż zakup i utrzymanie własnego systemu.
Ja od kilku miesięcy już próbuję przekonać spółdzielnię mieszkaniową na moim osiedlu do postawienia wolnego słupka, bo już widziałem ze 3-4 samochody elektryczne w okolicy. Niestety moje prośby obecnie pozostają bez jakiegokolwiek odzewu…
Ładowarka, która sama przyjeżdża, brzmi coraz mniej egzotycznie
Jeszcze kilka lat temu pomysł, że po parkingu będzie jeździł robot z baterią i ładował auta na żądanie, można było wrzucić do szuflady z futurystycznymi konceptami. Dziś w Chinach to już normalna usługa testowana na osiedlach, w hotelach i przy autostradach.
Dla Polski to nie jest gotowa recepta na wszystkie problemy z ładowaniem. Ale tam, gdzie brakuje mocy, miejsc i zgód administracyjnych, mobilny robot może być znacznie sensowniejszy niż kolejna obietnica „że kiedyś powstanie infrastruktura”.
Czy chcielibyście zobaczyć takie mobilne ładowarki na polskich osiedlach i parkingach przy hotelach?













Dołącz do dyskusji