Candela zdobyła 30 mln euro, czyli około 129 mln zł, i od razu wskazała, na co pójdą te pieniądze: między innymi na drugą fabrykę w Polsce. To ważna wiadomość nie dlatego, że chodzi o kolejną rundę finansowania, ale dlatego, że mówimy o firmie, która ma już działające elektryczne promy w regularnym ruchu i chce zwiększyć produkcję właśnie u nas.
Candela dostała kolejne miliony i stawia na Polskę
Szwedzka Candela, producent elektrycznych jednostek na hydroskrzydłach, ogłosiła nową rundę finansowania o wartości 30 mln euro. Łącznie firma zebrała już 129 mln euro, czyli około 554,7 mln zł.
Wśród inwestorów znów pojawili się dotychczasowi udziałowcy, tacy jak EQT Ventures i SEB Private Equity. Nowym, mocnym nazwiskiem jest IFC, czyli International Finance Corporation z Grupy Banku Światowego, która dołożyła 8 mln euro, około 34,4 mln zł.
Najciekawsza z polskiej perspektywy jest jednak informacja o przeznaczeniu tych środków. Candela chce zwiększać moce produkcyjne i uruchomić drugi zakład w Polsce, który ma pomóc w skalowaniu produkcji promu P-12.
To nie jest zwykły prom elektryczny
Candela P-12 nie porusza się po wodzie w klasyczny sposób. Po rozpędzeniu jednostka unosi kadłub nad powierzchnię dzięki komputerowo sterowanym hydroskrzydłom, co mocno ogranicza opór.
Efekt jest prosty do zrozumienia: mniej energii idzie na walkę z wodą, więc prom może płynąć szybciej i zużywać dużo mniej prądu. Candela podaje, że zużycie energii jest nawet o 80 proc. niższe niż w przypadku klasycznych promów z silnikiem Diesla.
Do tego dochodzi brak fali i spokojniejszy rejs. W praktyce to ważne dla miast i operatorów, bo fala od tradycyjnych jednostek bywa problemem przy nabrzeżach, marinach i w gęsto zabudowanych obszarach portowych.
| Parametr | Candela P-12 |
|---|---|
| Typ jednostki | elektryczny prom na hydroskrzydłach |
| Napęd | elektryczny |
| Technologia | komputerowo sterowane hydroskrzydła |
| Zużycie energii | do 80 proc. niższe niż w klasycznych promach Diesla |
| Efekt podczas rejsu | kadłub unosi się nad wodą |
| Fala | zerowa |
| Zastosowanie | transport publiczny i połączenia pasażerskie |
| Produkcja | rozwijana m.in. przez drugi zakład w Polsce |
To już działa w normalnym ruchu
W przypadku wielu nowych projektów transportowych problem jest jeden: dobrze wyglądają na wizualizacjach, ale nie wychodzą poza etap demonstratora. Tu sytuacja wygląda inaczej.
P-12 kursuje już w systemach transportu publicznego w takich miastach jak Sztokholm, Göteborg, Oslo i Trondheim. Według firmy jednostki pokazały tam dwie rzeczy, które dla operatorów liczą się najbardziej: krótszy czas podróży i niższe koszty eksploatacji niż w przypadku promów Diesla.
To właśnie dlatego Candela ma już ponad 65 zamówionych jednostek na świecie. Dla rynku morskiego i śródlądowego to nie jest mała liczba, zwłaszcza że mówimy o konstrukcji, która nie jest klasycznym, tanim promem budowanym według starego schematu.
Najmocniejszy argument to czas podróży
Najlepiej widać to na przykładzie planowanego wdrożenia w Mumbaju. Candela podaje, że połączenie między lotniskiem Navi Mumbai a centrum miasta ma skrócić czas rejsu z około 2 godzin do 35 minut.
Jeśli taki wynik utrzyma się w codziennej eksploatacji, to dla pasażera zmienia się wszystko. W transporcie publicznym ekologia sama z siebie rzadko wygrywa przetargi. Wygrywa wtedy, gdy nowa technologia daje oszczędność czasu i pieniędzy.
Właśnie dlatego ten projekt może mieć większe znaczenie niż kolejna premiera efektownej łodzi elektrycznej dla prywatnych klientów. Candela celuje w segment, w którym decyzje zakupowe zapadają na podstawie tabel kosztów, przepustowości i czasu przejazdu.





Polska może skorzystać na czymś więcej niż samym montażu
Informacja o drugiej fabryce w Polsce brzmi szczególnie ciekawie, bo Candela nie chce działać jak tradycyjna stocznia budująca małe serie niemal ręcznie. Firma zapowiada podejście bliższe motoryzacji: produkcję seryjną, wspólną platformę dla różnych rynków i wykorzystanie zaawansowanych konstrukcji z włókna węglowego.
To ma obniżać koszty jednostkowe, które od lat są jedną z największych barier w elektryfikacji transportu wodnego. Łodzie i promy często powstają w krótkich seriach, więc trudno tu o efekt skali znany z rynku samochodów.
Jeśli Candela rzeczywiście przeniesie część tego modelu do Polski, kraj może zyskać miejsce w dość wąskim, ale perspektywicznym segmencie produkcji elektrycznych jednostek pasażerskich. To ciekawy sygnał także dlatego, że mówimy o produkcie znacznie bardziej zaawansowanym niż zwykły kadłub z baterią i silnikiem.
Bank Światowy wszedł do gry z konkretnego powodu
Obecność IFC w tej rundzie nie wygląda przypadkowo. Ta instytucja finansuje projekty, które mają szansę działać także na rynkach rozwijających się, gdzie koszt eksploatacji i wydajność mają większe znaczenie niż marketing.
Candela zapowiada kolejne wdrożenia nie tylko w Europie, ale też na Malediwach, w projekcie NEOM w Arabii Saudyjskiej i w Tajlandii. Jeśli prom elektryczny ma wejść szerzej do transportu publicznego, musi oferować lepszą ekonomię użytkowania niż diesel. Sama zmiana paliwa nie wystarczy.
I właśnie tu hydroskrzydła robią różnicę. W transporcie wodnym największym problemem elektryfikacji nie był brak silników elektrycznych, tylko zużycie energii przy pchaniu kadłuba przez wodę. Candela próbuje obejść ten problem nie większą baterią, lecz zmianą sposobu poruszania się jednostki.
To może być ważniejszy ruch niż kolejna premiera auta elektrycznego
Rynek samochodów elektrycznych przyzwyczaił nas do tego, że skala produkcji obniża koszty. W branży promów ten etap dopiero się zaczyna. Candela chce przejść drogę, którą wcześniej przeszła część producentów EV: od ciekawej technologii, przez pierwsze wdrożenia, do większej produkcji.
Dla Polski najważniejsze jest to, że firma widzi tu miejsce do rozwijania mocy produkcyjnych. Dla rynku transportu wodnego ważniejsze może być coś innego: pojawił się producent, który nie sprzedaje już obietnicy, tylko gotową jednostkę z kursami w regularnym ruchu i kolejnymi zamówieniami.
Czy takie elektryczne promy na hydroskrzydłach miałyby sens także w polskich miastach z dostępem do rzek, zatok i kanałów?












Dołącz do dyskusji