0-100 km/h w 0,9 sekundy brzmi jak błąd w przecinku. A jednak właśnie taki wynik obiecuje Dreame, czyli marka kojarzona dotąd głównie z robotami sprzątającymi. Tym razem Chińczycy pokazali koncept elektrycznego supersamochodu z… dwoma rakietowymi boosterami.
Skąd w ogóle taki pomysł
Problem jest prosty: nawet najmocniejsze elektryczne supersamochody bardzo szybko dochodzą do ściany, którą stawiają opony. Można mieć absurdalną moc, ale przy starcie i tak liczy się przyczepność.
Dlatego Dreame poszło drogą, której w seryjnych autach jeszcze nie widzieliśmy. Nebula NEXT 01 Jet Edition ma dostać dwa własne boostery na paliwo stałe, które mają generować 100 kN ciągu i uruchamiać się w 150 ms. To właśnie one mają pomóc dobić do wyniku poniżej jednej sekundy do 100 km/h.
Brzmi dobrze na papierze. Fizycznie? Tu zaczynają się schody.
To auto już wcześniej było absurdalnie mocne
Rakiety nie trafiły do zwykłego EV. Jet Edition bazuje na pokazanym wcześniej modelu Dreame Nebula 1, czyli elektrycznym supersamochodzie o mocy 1876 KM. Firma mówi wprost, że celuje w tytuł „najszybszego auta świata” i chce ruszyć z produkcją w 2027 roku.
Do tego dochodzi jeszcze obietnica LiDAR-u wysokiej rozdzielczości do zadań związanych z jazdą autonomiczną. Zestaw jest więc osobliwy: prawie 1900 KM, rakiety i systemy autonomiczne w jednym aucie.
| Parametr | Dreame Nebula NEXT 01 Jet Edition |
|---|---|
| Przyspieszenie 0-100 km/h | 0,9 s |
| Rodzaj napędu wspomagającego | 2 boostery rakietowe na paliwo stałe |
| Deklarowany ciąg | 100 kN |
| Czas aktywacji boosterów | 150 ms |
| Baza projektu | Dreame Nebula 1 |
| Moc bazowego auta | 1876 KM |
| Planowany start produkcji | 2027 r. |
| Dodatkowe systemy | LiDAR wysokiej rozdzielczości |
Rekord? Tak, ale na razie tylko w zapowiedziach
Jeśli Dreame dowiezie te liczby, będzie szybciej niż obecny rekord przyspieszenia EV. Ten należy do ultralekkiego studenckiego auta wyścigowego, które zrobiło 0-100 km/h w 0,956 s. Tyle że mówimy o maszynie ważącej około 136 kg, bez dachu i bez drogowych kompromisów.
Tutaj Dreame chce zrobić coś podobnego w aucie wyglądającym jak pełnoprawny supersamochód. I właśnie dlatego trudno przejść obok tej deklaracji obojętnie.
Jest jeszcze jeden haczyk. A nawet kilka
Największy problem nie dotyczy samej mocy, tylko sensu całego rozwiązania. Booster na paliwo stałe trzeba przecież jakoś uzupełniać. W praktyce oznacza to logistykę znacznie bardziej skomplikowaną niż zwykłe ładowanie auta czy nawet tankowanie paliwa.
Druga sprawa to „zeroemisyjność”. Samochód jest elektryczny, ale użycie rakietowego wspomagania wywraca ten obrazek do góry nogami.
Trzecia kwestia to wiarygodność. Dreame podało mało technicznych szczegółów, a konkretnych odpowiedzi wokół projektu nadal jest niewiele. Z drugiej strony chińska branża EV już nieraz pokazała, że potrafi wejść z zaskoczenia i bardzo szybko dojść do etapu działającego produktu. Xiaomi jest tu dobrym przykładem.



Trochę jak Tesla Roadster, tylko bardziej dosłownie
Trudno nie skojarzyć tego projektu z nowym Tesla Roadsterem, który od lat ma obiecywany pakiet SpaceX z „zimnymi dyszami” i sprintem 0-60 mph w 1,1 s. Problem w tym, że Roadster nadal nie trafił na rynek, choć pokazano go już w 2017 roku.
Dreame przynajmniej zdążyło pokazać własną odpowiedź wcześniej niż Tesla dowiozła swój pomysł. Tyle że samo odsłonięcie konceptu to jeszcze nic. Prawdziwy test zacznie się wtedy, gdy auto wyjedzie na tor i ktoś zmierzy ten wynik bez marketingowej mgły.
Fabryka pod Berlinem i plany na więcej
Firma twierdzi, że we współpracy z BNP Paribas chce zbudować fabrykę pod Berlinem. Tam mają powstawać zarówno ten model, jak i kolejne auta Dreame. W planach jest już także SUV przypominający Rolls-Royce’a Cullinana.
Na razie brzmi to jak mieszanka odwagi, szaleństwa i bardzo mocnego działu PR. Ale właśnie takie projekty ogląda się z największą ciekawością, bo czasem kończą jako mem, a czasem jako realny samochód.
Gdyby Dreame faktycznie dowiozło seryjnego elektryka z rakietowym dopalaniem, chcielibyście zobaczyć takie rozwiązanie na torze, czy to już granica absurdu?












Dołącz do dyskusji