Komisja Transportu Parlamentu Europejskiego nie zagłosuje 5 października 2026 roku nad pakietem motoryzacyjnym Komisji Europejskiej. Termin przesunięto o około dwa tygodnie, a stawką jest złagodzenie celu emisji CO2 dla nowych samochodów od 2035 roku.
Według „Der Spiegel” partie tworzące centrową platformę potrzebują więcej czasu na uzgodnienie stanowiska. Głosowanie całego Parlamentu Europejskiego nadal planowane jest na listopad.
Zamiast zera ma być 11 g CO2/km
Pakiet przedstawiony pod koniec 2025 roku zmienia cel redukcji emisji flotowej z 100 do 90% względem 2021 roku. Dopuszczalna średnia wyniosłaby więc 11 g CO2/km, zamiast zera. Komisja nie wskazała nowego terminu dojścia do 100% i zakłada, że po 2035 roku samochody z silnikiem spalinowym mogą odpowiadać za 27-29% nowych rejestracji.
Nie chodzi przy tym o prosty zakaz sprzedaży każdego auta spalinowego. Przepisy określają średnią emisję wszystkich nowych samochodów danego producenta w UE, a za przekroczenie limitu przewidują kary finansowe.
Po zmianach na rynku mogłyby pozostać hybrydy plug-in, auta z range extenderem, miękkie hybrydy i modele czysto spalinowe. Ich emisje trzeba byłoby jednak kompensować. Paliwa neutralne klimatycznie, w tym biopaliwa i kontrowersyjne e-paliwa, mogłyby pokryć do 3% celu referencyjnego z 2021 roku, czyli 30% nadal dopuszczonej emisji. Zielona stal produkowana w UE odpowiadałaby za kolejne 7%, czyli pozostałe 70%.
Na papierze rachunek się zgadza. Nie wiadomo jednak, ile w 2035 roku będą kosztować zielona stal i e-paliwa ani czy będą dostępne w ilościach potrzebnych przemysłowi motoryzacyjnemu.
Niemcy oraz sześć innych państw z relatywnie niskim udziałem elektryków domagają się większego poluzowania przepisów. Hiszpania, Francja, Dania i Belgia chcą szybszej elektryfikacji. Do przyjęcia zmian wystarczy zwykła większość w Parlamencie Europejskim, ale Rada UE potrzebuje poparcia co najmniej 15 państw reprezentujących 65% ludności Unii.
Małe elektryki dostaną przelicznik 1,3
Kompromis obejmuje także zachęty dla producentów elektryków. Samochód o długości poniżej 4,20 m liczyłby się jako 1,3 auta podczas wyliczania emisji floty. Przykładowo jeden sprzedany Volkswagen ID. Polo obniżałby wynik producenta tak, jak 1,3 bezemisyjnego samochodu. Komisja twierdzi, że ma to przyspieszyć wprowadzanie małych i tańszych modeli.
Cel pośredni będzie rozliczany łącznie w latach 2030-2032, więc przekroczenie limitu w samym 2030 roku nie wywoła od razu kar. Producent będzie mógł nadrobić brakującą redukcję w kolejnych latach. Dla samochodów dostawczych cel na 2030 rok ma spaść z 50 do 40%.
Od 2030 roku państwa członkowskie mają również dostać indywidualne wymagania dotyczące elektryfikacji flot firmowych. Sposób ich wdrożenia pozostanie w gestii krajów, a za wzór wskazywany jest belgijski system podatkowy.
Pakiet przewiduje ponadto 1,5 mld euro na program Battery Booster wspierający unijną produkcję ogniw. Nabór uruchomiono w lipcu 2026 roku. Komisja szacuje też, że uproszczenie biurokracji pozwoli branży oszczędzać 706 mln euro rocznie. Producenci ciężarówek mieliby z kolei łatwiej gromadzić kredyty emisyjne przed 2030 rokiem, choć konkretnych wartości jeszcze nie przedstawiono.
Komisja nadal deklaruje, że „przyszłość jest elektryczna”. Najpierw musi jednak przeprowadzić pakiet przez podzielony Parlament i Radę UE. Pierwszy test tego kompromisu został właśnie odsunięty o dwa tygodnie.




Komentarze
Jedno zdanie wystarczy.