Tesla ma ponownie przesunąć publiczny pokaz nowego Roadstera, tym razem na sierpień 2026 roku lub później. Tak wynika z raportu The Information powołującego się na osoby znające program, a wspólny mianownik jest jeden: centrum całego wydarzenia ma być nie tyle sam samochód, co system zimnych dysz gazowych opracowywany z SpaceX.
Roadster to już właściwie osobna kategoria w historii Tesli. Auto pokazano jako prototyp w listopadzie 2017 roku, produkcję obiecywano na 2020 rok, a dziś mówimy o demonstracji technologii po niemal dziewięciu latach od premiery koncepcyjnej. I to nadal bez twardej daty wejścia do produkcji.
Sierpień zamiast wiosny. Kolejny termin, kolejna obsuwka
Według najnowszych informacji pokaz ma odbyć się w Teksasie, czyli tam, gdzie Tesla chce też produkować samochód. To już kolejna zmiana harmonogramu w krótkim czasie.
Jeszcze jesienią 2025 roku Elon Musk mówił o dacie 1 kwietnia 2026 roku. Potem termin przesunięto na przełom maja i czerwca. Teraz pojawia się sierpień albo później. Jeśli ktoś śledzi Roadstera od lat, to zna ten schemat: zapowiedź, przesunięcie, nowa zapowiedź, kolejne przesunięcie.
Problem nie polega już nawet na samym opóźnieniu. Problem polega na tym, że Tesla od dawna komunikuje Roadstera jak gotowy produkt za rogiem, podczas gdy wszystko wskazuje na to, że wciąż jest to projekt w fazie dopracowywania najbardziej widowiskowych elementów.
W centrum uwagi ma być pakiet SpaceX
Najważniejsza nowa informacja dotyczy celu samego wydarzenia. Pokaz ma skoncentrować się na systemie zimnych dysz gazowych, który Tesla rozwija wspólnie ze SpaceX. Wewnątrz firmy rozwiązanie ma funkcjonować pod oznaczeniem A71.
To właśnie ten pakiet od lat przewija się w wypowiedziach Muska jako element, który ma zamienić Roadstera z bardzo szybkiego auta elektrycznego w maszynę robiącą rzeczy z pogranicza inżynierii i internetowego spektaklu. Mowa o poprawie przyspieszenia, hamowania i zachowania w zakrętach, ale też o czymś, co Musk powtarzał wielokrotnie: krótkim oderwaniu auta od ziemi.
Brzmi efektownie. Brzmi też jak coś, co świetnie wygląda na scenie i w mediach społecznościowych, a znacznie gorzej w rozmowie o homologacji, trwałości, bezpieczeństwie i sensie użytkowym.



A71, czyli „zimny gaz” zamiast tylnej kanapy
Z dotychczasowych zapowiedzi wynika, że pakiet SpaceX miałby wykorzystywać około 10 dysz sprężonego gazu, prawdopodobnie kosztem tylnej części kabiny. Musk już wcześniej sugerował, że system zastąpi tylne siedzenia i będzie wspierał samochód podczas sprintu, hamowania i pokonywania zakrętów.
Według najnowszych doniesień inżynierowie Tesli i SpaceX mieli pokazać wstępną demonstrację systemu Muskowi pod koniec kwietnia 2026 roku. To akurat dobrze tłumaczy, dlaczego publiczny pokaz znów się przesunął. Jeśli jeszcze pod koniec kwietnia trwały wewnętrzne prezentacje technologii, trudno było liczyć, że kilka tygodni później zobaczymy dopracowane wydarzenie dla świata.
To jest zresztą najciekawszy element całej historii. Nie dlatego, że Roadster nagle staje się bliski produkcji, ale dlatego, że widać realną pracę inżynieryjną nad czymś bardzo nietypowym. Tyle że realna praca inżynieryjna i gotowy produkt to nie jest to samo.
Tesla ma szykować dwie wersje
W przeciekach pojawia się też ważny szczegół: Tesla ma planować limitowaną wersję SpaceX z pełnym pakietem dysz oraz bardziej klasyczną, „okrojoną” odmianę bazową.
To byłby ruch logiczny. Jeśli system A71 okaże się drogi, skomplikowany albo trudny do dopuszczenia do normalnej sprzedaży, Tesla może pokazać go jako ekstremalną wersję halo, a obok zaoferować zwyklejszy Roadster bez całego kosmicznego teatru.
Pytanie brzmi, czy „zwyklejszy” Roadster po tylu latach nadal będzie miał czym zaskoczyć rynek. Gdy auto debiutowało jako koncept, zapowiadane parametry robiły ogromne wrażenie. Dziś segment bardzo szybkich EV wygląda inaczej niż w 2017 roku.
| Parametr | Tesla Roadster 2. generacji |
|---|---|
| Typ | elektryczny supersamochód 2+2 |
| Produkcja | planowana w Gigafactory Texas |
| Przyspieszenie 0-60 mph | deklarowane nawet 1,1 s z pakietem SpaceX |
| Prędkość maksymalna | ponad 250 mph |
| Zasięg | do 650 mil według zapowiedzi Tesli |
| Wersja specjalna | limitowana odmiana z pakietem SpaceX |
| Zaliczka rezerwacyjna | 50 000 dolarów |
| Founders Series | 250 000 dolarów |
Parametry są kosmiczne. Problem w tym, że konkurencja już jeździ
Tesla od lat obiecuje liczby, które mają ustawić Roadstera ponad wszystkim, co jeździ na prądzie. Padały deklaracje o 0-60 mph w 1,1 sekundy, prędkości maksymalnej powyżej 250 mph i zasięgu do 650 mil.
To nadal brzmi mocno, ale trzeba oddzielić obietnice od rynku. W czasie, gdy Tesla przesuwała kolejne daty, inni dostarczyli realne samochody. Rimac, Lotus czy nawet Xiaomi pokazali, że da się zbudować bardzo szybkie EV i faktycznie wydać je klientom.
Dlatego dziś Roadster nie walczy już tylko o miano „najszybszego Tesli”. On walczy o odzyskanie sensu istnienia. Auto miało być technologiczną wizytówką marki, a przez lata stało się raczej symbolem tego, jak łatwo w Tesli zapowiedź odkleja się od kalendarza.
Rezerwacje wiszą od 2017 roku
To nie jest wyłącznie historia o fanach czekających na widowisko. Są też ludzie, którzy wpłacili realne pieniądze.
Pierwsi klienci mogli zarezerwować miejsce w kolejce już w 2017 roku, wpłacając 50 000 dolarów. W przypadku serii Founders mowa była o 250 000 dolarów. Po niemal dekadzie nadal nie dostali produkcyjnego samochodu.
Ta sprawa zaczęła już zresztą wychodzić poza bańkę entuzjastów Tesli. Głośno było choćby o próbie anulowania rezerwacji przez Sama Altmana, który miał problem nawet z kontaktem przez nieaktywny adres e-mail przypisany do programu. To detal, ale dobrze pokazuje, jak bardzo Roadster funkcjonuje dziś bardziej jako legenda niż normalny produkt w pipeline.
Co wiemy o produkcji
Mimo całego chaosu są sygnały, że projekt nie został porzucony. Tesla miała ostatnio składać nowe wnioski znakowe związane z Roadsterem. Z kolei Franz von Holzhausen i Lars Moravy potwierdzali wcześniej, że auto jest testowane i ma powstawać w Gigafactory Texas.
To nie jest dowód na rychły debiut rynkowy, ale przynajmniej wskazuje, że program żyje poza kontem Muska na X. Innymi słowy: coś się dzieje, tylko skala rozjazdu między komunikacją a dostawą pozostaje ogromna.
I tu dochodzimy do sedna. Jeżeli sierpniowe wydarzenie rzeczywiście się odbędzie, nie będzie ono jeszcze dowodem, że Tesla dowiozła Roadstera. Będzie dowodem, że Tesla potrafi zrobić pokaz Roadstera. Po doświadczeniach z ostatnich lat to wcale nie jest drobna różnica.
Największe ryzyko: spektakl zamiast produktu
Z biznesowego punktu widzenia Roadster miał być autem halo. Takim, które nie musi sprzedawać się masowo, ale ma budować aurę marki i pokazywać przewagę technologiczną. Tyle że aura działa najlepiej wtedy, gdy za nią stoi prawdziwy produkt.
Jeśli sierpniowy pokaz skończy się na efektownych animacjach, kilku sprintach i obietnicy, że „produkcja już zaraz”, rynek wzruszy ramionami. Jeśli Tesla pokaże działający samochód z systemem A71, to będzie to inżynieryjnie fascynujące, ale nadal nie odpowie na pytanie, kiedy auto trafi do klientów i w jakiej specyfikacji.
W praktyce więc sierpniowy termin jest ważny nie dlatego, że Roadster nagle wraca do gry. Jest ważny dlatego, że Tesla po latach będzie musiała pokazać coś więcej niż slajdy i deklaracje Muska.
Jeśli Roadster ma jeszcze sens jako projekt, to tylko jako realny samochód, a nie internetowy mit z dyszami od SpaceX. Czy Waszym zdaniem Tesla powinna dowieźć choćby „zwykłego” Roadstera bez kosmicznych dodatków, byle szybciej, czy bez pakietu SpaceX ten model traci cały sens?
Jeździsz Tesla Roadster?
Dołącz do wątku właścicieli — porównaj zasięg, koszty i doświadczenia.










Dołącz do dyskusji