Spis treści
Brytyjski producent samochodów znajduje się w punkcie zwrotnym swojej historii. Zamiast bezpiecznej ewolucji, Jaguar zdecydował się na radykalną rewolucję, która w ostatnich miesiącach wywołała w internecie prawdziwą burzę. Firma stawia wszystko na jedną kartę – luksusowe samochody elektryczne z cenami startującymi z poziomu, który dla wielu dotychczasowych klientów marki może być szokiem. Model Type 00, mimo fali krytyki i memów, ma być fundamentem nowej tożsamości firmy.
Ryzykowna gra o przetrwanie
Jaguar nie ukrywa, że drastyczne zmiany są konieczne, aby marka przetrwała na rynku zdominowanym przez gigantów technologicznych i chińską konkurencję. Plan jest prosty, choć niezwykle ryzykowny: ucieczka w górę cennika. Rawdon Glover, dyrektor zarządzający Jaguara, jasno określił nowy celownik firmy. Brytyjczycy widzą dla siebie miejsce w specyficznej luce rynkowej.
Chodzi o przedział cenowy między 140 000 a 300 000 euro (od około 600 000 do 1 300 000 zł). Według strategów Jaguara, jest to obszar „powyżej topowego premium”, czyli najdroższych modeli BMW czy Mercedesa, ale wciąż „poniżej ultra-luksusu” reprezentowanego przez Rolls-Royce’a czy Bentleya. Glover twierdzi, że w tym segmencie zieje wielka dziura, którą Jaguar zamierza wypełnić swoimi nowymi elektrykami. To odważna teza, biorąc pod uwagę, że w podobnych rejonach cenowych operują już najmocniejsze wersje Porsche Taycana czy Lucid Air, choć Jaguar celuje w bardziej unikalny, luksusowy charakter niż czyste osiągi.
Projekt, który podzielił świat
Kiedy pod koniec ubiegłego roku Jaguar pokazał światu koncepcyjny model GT, reakcje były mieszane, by nie powiedzieć brutalne. Internet zareagował lawiną kpin, a głos w dyskusji zabrali nawet Elon Musk i przedstawiciele Lucid Motors, wytykając Brytyjczykom desperackie poszukiwanie nowej twarzy.
Wydaje się, że kontrowersje zebrały swoje żniwo. Gerry McGovern, szef designu odpowiedzialny za dyskusyjny wygląd Type 00, pożegnał się ze stanowiskiem na początku tego miesiąca. Mimo tej personalnej zmiany, machina produkcyjna się nie zatrzymuje. Firma konsekwentnie dąży do premiery swojego flagowego elektryka nowej generacji w pierwszej połowie 2026 roku.
Dziennikarze zaproszeni niedawno do brytyjskiej siedziby firmy mieli okazję przyjrzeć się bliżej prototypowi, który ma trafić do produkcji. Choć samochód wciąż „wygląda dziwnie”, jak donosi serwis WIRED, zaszły w nim pewne zmiany względem konceptu. Najważniejszą z nich jest liczba drzwi. Produkcyjna wersja to czterodrzwiowy sedan, a nie dwudrzwiowe coupe. Mimo to, zachowano charakterystyczne proporcje z nienaturalnie długą maską, co w przypadku auta elektrycznego (które nie potrzebuje miejsca na wielki silnik V12) jest czystym zabiegiem stylistycznym.
Ponad 1000 koni i cyfrowy mózg
Jeśli odłożymy na bok dyskusyjną estetykę, parametry techniczne nowego Jaguara robią wrażenie i pozycjonują go w ścisłej czołówce rynku. Inżynierowie Jaguara potwierdzili, że flagowy model otrzyma układ napędowy oparty na trzech silnikach elektrycznych. Dwa z nich znajdą się na tylnej osi, jeden na przedniej. Łączna moc tego zestawu ma przekraczać 1000 koni mechanicznych.
Tak potężna moc wymaga zaawansowanego sterowania. Jaguar, podobnie jak BMW czy Mercedes, kładzie ogromny nacisk na moc obliczeniową. Matt Becker, dyrektor inżynierii pojazdów w JLR, porównuje nowy system do rozwiązania „Heart of Joy” znanego z BMW. Nowa architektura elektroniczna Jaguara ma zredukować opóźnienia sterowników ECU do zaledwie 1 milisekundy.
W praktyce przekłada się to na niesamowitą płynność oddawania mocy. Dziennikarze, którzy mieli okazję odbyć krótką jazdę testową, zwracali uwagę, że samochód przyspiesza z niesłabnącą siłą nawet znacznie powyżej prędkości 160 km/h. To właśnie oprogramowanie i precyzyjne sterowanie momentem obrotowym mają być wyróżnikiem Jaguara na tle konkurencji, która często oferuje surową moc bez odpowiedniej finezji w prowadzeniu.
Zasięg i wnętrze wciąż w budowie
Choć układ napędowy wydaje się gotowy, wiele elementów wciąż znajduje się w fazie rozwoju. Firma przebrnęła już przez około 150 prototypów, a obecna wersja sprzętowa została zaktualizowana pół roku temu. Wnętrze pokazywanego modelu wciąż straszyło wystającymi kablami i prowizorycznie zamontowanymi ekranami, co jest typowe dla mułów testowych.
Co ciekawe, mimo surowego stanu kabiny, testerzy zwrócili uwagę na jeden detal – kierownicę, którą określono mianem „jednej z najładniejszych od długiego czasu”. To mały, ale istotny sygnał, że Jaguar zamierza walczyć o klienta jakością wykonania detali.
W kwestii zasięgu Jaguar celuje w wartość około 640 kilometrów według procedury WLTP. Nie jest to wynik rekordowy na rynku, gdzie Lucid Air przekracza 800 km, ale w segmencie luksusowym może okazać się wystarczający, o ile krzywa ładowania będzie odpowiednio agresywna. Szczegóły dotyczące prędkości uzupełniania energii wciąż pozostają tajemnicą.
Czy historia zatoczy koło?
Strategia Jaguara budzi wiele pytań. Firma próbuje powrócić do segmentu, w którym odnosiła sukcesy dekady temu, ale robi to w zupełnie nowych realiach technologicznych. Podczas gdy inni producenci, tacy jak Ford, rewidują swoje plany elektryfikacji i łagodzą kurs, Jaguar idzie pod prąd. Glover zapytany o ewentualną zmianę strategii stwierdził dyplomatycznie, że „wszystko jest możliwe”, ale zaraz dodał, że taki scenariusz nie jest obecnie brany pod uwagę.
Flagowe GT ma być tylko początkiem ofensywy. Po nim na rynek trafić mają jeszcze co najmniej dwa luksusowe modele elektryczne – kolejny sedan oraz duży SUV. To jasny sygnał, że brytyjska marka nie zamierza być już producentem dla „masowego klienta premium”. Chce być dobrem rzadkim, drogim i pożądanym.
Pytanie brzmi, czy klienci z portfelami zasobnymi na 300 tysięcy euro będą chcieli wydać te pieniądze na auto z logiem Jaguara, zwłaszcza po kontrowersyjnym starcie kampanii wizerunkowej. Konkurencja w tym przedziale cenowym nie wybacza błędów, a „dziwny wygląd” może być barierą nie do przeskoczenia nawet dla najlepszej technologii.
Jestem bardzo ciekaw Waszej opinii – czy Jaguar z ceną na poziomie Bentleya, ale z kontrowersyjnym designem, ma szansę na sukces, czy to łabędzi śpiew brytyjskiej legendy?













Dołącz do dyskusji