Jeszcze kilka dni temu właściciele Tesli w Polsce wrzucali do sieci nagrania z działającym FSD (Supervised), choć usługa oficjalnie nie została u nas uruchomiona. Teraz sytuacja zmieniła się błyskawicznie: aktualizacja 2026.8.6 wyłącza metodę, która pozwalała obejść blokadę regionalną.
To ważna wiadomość dla dwóch grup kierowców. Pierwsza to ci, którzy zdążyli kupić urządzenie Michała Gapińskiego z projektu Tesla Android. Druga to osoby rozważające zakup używanej Tesli, bo temat może wrócić przy pytaniach o gwarancję i historię modyfikacji auta.
Diagnostic Tool już nie jest sprzedawany
Chodzi o urządzenie określane jako Diagnostic Tool, które miało aktywować FSD (Supervised) poza rynkami, gdzie Tesla dopuściła tę funkcję oficjalnie. Warunek był jeden: użytkownik musiał wcześniej kupić FSD albo mieć aktywną subskrypcję.
Sam pomysł nie polegał na „dopisaniu” funkcji do samochodu. Moduł wpinał się do magistrali CAN i w czasie rzeczywistym modyfikował część komunikacji tak, by auto uznało, że znajduje się w regionie, gdzie FSD jest już dostępne.
Efekt był prosty: samochód uruchamiał funkcje zablokowane geograficznie, także w Europie i w Polsce. W sieci szybko pojawiły się filmy z jazd po naszych drogach, a zainteresowanie było na tyle duże, że według komunikacji na Slacku zebrało się około 450 zamówień.
| Element | Informacja |
|---|---|
| Nazwa urządzenia | Diagnostic Tool |
| Twórca | Michał Gapiński / Tesla Android |
| Cena | 500 euro |
| Szacunkowa cena w złotych | ok. 2140 zł |
| Sposób działania | modyfikacja komunikacji na magistrali CAN |
| Cel | obejście geofencingu FSD (Supervised) |
| Wymóg | wcześniej kupione FSD lub aktywna subskrypcja |
| Status | sprzedaż zakończona, zamówienia anulowane |
| Aktualizacja blokująca | 2026.8.6 |
Tesla zareagowała szybciej, niż wielu się spodziewało
W piątek, 3 kwietnia, Gapiński poinformował o anulowaniu wszystkich zamówień i zwrotach pieniędzy. Powód był konkretny: poza Chinami pojawiła się możliwość zdalnej zmiany konfiguracji, przez co jego narzędzie przestało działać w autach z najnowszym firmware’em.
W praktyce oznacza to, że kierowca, który zainstalował 2026.8.6, traci dostęp do FSD (Supervised) uruchamianego tą metodą. Kto nie zaktualizował auta, nadal może eksperymentować, ale tylko do czasu.
To pokazuje coś jeszcze. Tesla najwyraźniej monitorowała temat i nie potraktowała go jako niszowej ciekawostki dla garstki hobbystów. Skala zainteresowania była już na tyle duża, że szybka reakcja producenta miała sens biznesowy i prawny.
To nie była nowa sztuczka, tylko tańsze wejście do starego pomysłu
Z informacji krążących w mediach społecznościowych wynika, że podobna półlegalna metoda miała funkcjonować od lat. Różnica polegała na cenie i dostępności.
Wcześniej za takie obejście chętni mieli płacić tysiące euro. Diagnostic Tool kosztował 500 euro, więc nagle temat stał się osiągalny dla dużo większej grupy właścicieli Tesli, którzy chcieli sprawdzić FSD w Europie albo po prostu nagrać materiał do sieci.
Jeśli te liczby zestawić z kolejką około 450 zamówień, robi się z tego prawie 962,5 tys. zł potencjalnej sprzedaży w samym lejku. To tłumaczy, dlaczego wokół projektu zrobiło się głośno praktycznie od razu.
Największy problem nie dotyczy dziś samego FSD
Najciekawsze w tej historii nie jest już samo obejście blokady, tylko ryzyko po stronie właściciela auta. Tesla Korea Południowa ostrzegła, że użycie takiej metody może prowadzić do utraty gwarancji, a nawet do działań prawnych.
To ostrzeżenie padło na innym rynku, ale dla polskiego użytkownika wniosek jest prosty: jeśli producent uzna taką aktywację za nieuprawnioną ingerencję, sprawa może wyjść daleko poza internetową ciekawostkę. Szczególnie przy odsprzedaży samochodu.
Za rok czy dwa na rynku wtórnym mogą pojawić się Tesle, których właściciele eksperymentowali z FSD poza oficjalnym kanałem. Dla kupującego to oznacza dodatkowe pytania:
- czy auto miało aktywowane FSD nieoficjalną metodą,
- czy zachowało pełną gwarancję,
- czy po aktualizacjach nie pojawiły się ograniczenia lub wpisy serwisowe.
Przy zakupie używanej Tesli to może być równie ważne jak stan baterii czy historia napraw blacharskich.
Dlaczego ta sprawa budzi tyle emocji
Powód jest prosty: mówimy o funkcji, za którą część użytkowników już zapłaciła Tesli, ale której nie mogła używać w swoim kraju. Diagnostic Tool nie dawał darmowego FSD. On miał otwierać dostęp do usługi kupionej wcześniej, lecz zablokowanej regionalnie.
Z punktu widzenia kierowcy taki argument brzmi logicznie. Z punktu widzenia producenta sytuacja wygląda inaczej, bo dochodzą lokalne przepisy, homologacja i odpowiedzialność za działanie systemu na danym rynku.
Właśnie dlatego ten temat tak szybko wyszedł poza krąg technicznych entuzjastów. Dla jednych to był sprytny sposób na uruchomienie opłaconej funkcji. Dla Tesli był to sposób na obchodzenie ograniczeń, które firma sama narzuca w konkretnych krajach.
Co dalej z FSD w Europie i w Polsce
Na dziś sytuacja jest jasna. Jeśli Tesla zainstalowała w aucie 2026.8.6, metoda Gapińskiego przestaje działać. Starsze auta bez tej aktualizacji mogą jeszcze korzystać z obejścia, ale trudno zakładać, że taki stan utrzyma się długo.
Dla właścicieli Tesli w Polsce to sygnał, że producent potrafi bardzo szybko zamknąć nawet rozwiązanie, które zdążyło już trafić do realnych użytkowników. Dla rynku wtórnego to z kolei ostrzeżenie, by dokładniej sprawdzać historię samochodu, jeśli ktoś kupuje auto od pasjonata mocno ingerującego w funkcje pojazdu.
Najbardziej praktyczne pytanie brzmi dziś inaczej niż tydzień temu: czy kupilibyście używaną Teslę, gdyby sprzedający przyznał, że wcześniej uruchamiał w niej FSD nieoficjalną metodą?












Dołącz do dyskusji