IONITY od 1 lipca 2026 roku zmieni stawki ładowania w dużej części swojej europejskiej sieci, w tym w Polsce. Z komunikacji wysłanej do klientów wynika, że średnia podwyżka w Europie ma wynieść około 4 procent, ale dla kierowcy najważniejsze jest co innego: w Polsce ładowanie bez abonamentu ma kosztować maksymalnie 3,53 zł/kWh, a z abonamentem od 1,86 zł/kWh.
Drożej prawie wszędzie, ale nie dla wszystkich tak samo
IONITY nie wprowadza jednej, równej podwyżki dla wszystkich taryf i wszystkich krajów. Zmiany obejmują wybrane stawki dla płatności ad hoc, użytkowników aplikacji bez subskrypcji oraz klientów z nowszymi abonamentami miesięcznymi.
To ważny szczegół, bo operator nie mówi: „wszędzie plus 4 procent”. Mówi raczej: średnio w całej sieci wyjdzie około 4 procent, ale konkretna zmiana zależy od kraju, taryfy i momentu zawarcia umowy. Część klientów zachowa dotychczasowe warunki.
W praktyce najmocniej odczują to osoby, które ładują się okazjonalnie i bez planu. Czyli dokładnie ci kierowcy, którzy podjeżdżają na HPC „bo akurat jest po drodze”, a nie dlatego, że wcześniej policzyli sobie koszty.
Polska: 3,53 zł/kWh bez abonamentu, od 1,86 zł/kWh z planem
W Polsce nowa maksymalna stawka za ładowanie bez aktywnego abonamentu ma wynieść 3,53 zł/kWh. To poziom, który już wchodzi w strefę „ładować tylko wtedy, gdy naprawdę trzeba”.
Dużo lepiej wygląda cena dla osób z abonamentem. Nowa stawka startowa ma wynosić 1,86 zł/kWh. Różnica między 1,86 zł a 3,53 zł za tę samą kilowatogodzinę jest na tyle duża, że przestaje być detalem. To już nie jest kwestia wygody, tylko realnego kosztu podróży.
Dla porównania, po wcześniejszych zmianach z lutego 2026 roku w Polsce obowiązywały stawki:
- 1,86 zł/kWh w najwyższym abonamencie Power,
- 2,33 zł/kWh w pakiecie Motion,
- 3,10 zł/kWh przy ładowaniu bez abonamentu przez aplikację.
Wcześniej było to odpowiednio 2,05 zł, 2,50 zł i 3,33 zł/kWh, a najdroższa płatność bezpośrednio przy ładowarce dochodziła do 3,50 zł/kWh. Innymi słowy: po lutowej obniżce IONITY teraz znowu dokręca śrubę, przynajmniej w części taryf.
Skąd ta podwyżka
Operator tłumaczy zmiany wzrostem kosztów zakupu energii na europejskich rynkach hurtowych. Według IONITY hurtowe ceny energii elektrycznej wzrosły ostatnio nawet o 25 procent.
Tu akurat logika jest prosta. Sieć HPC nie kupuje prądu „na dzisiaj po dzisiejszej cenie”, tylko kontraktuje energię z wyprzedzeniem i rozkłada zakupy w czasie. Dzięki temu krótkie skoki cen nie trafiają natychmiast do cennika. Ale jeśli wyższe ceny utrzymują się dłużej, operator w końcu zaczyna to przerzucać na klientów.
IONITY wskazuje też na szersze tło: wzrost cen gazu ziemnego w Europie i napięcia wokół dostaw LNG. Ponieważ w wielu krajach cena energii nadal bywa wyznaczana przez najdroższe źródło potrzebne do pokrycia zapotrzebowania, a często są nim elektrownie gazowe, droższy gaz oznacza droższy prąd. Nawet jeśli ktoś na końcu sprzedaje energię „bilansowaną OZE”.
„To przez energię” – tylko częściowo
I tu dochodzimy do elementu, który operatorzy zwykle chowają za ogólnikami. Koszt energii to tylko część rachunku. IONITY wprost wymienia też:
- przyłącza energetyczne,
- utrzymanie infrastruktury,
- serwis,
- koszty operacyjne,
- dzierżawę lokalizacji,
- rozbudowę sieci.
To akurat brzmi wiarygodnie, bo stacje HPC są drogie nie tylko w budowie, ale też w utrzymaniu. Zwłaszcza jeśli mają działać przewidywalnie, z dużą mocą i przy trasach, gdzie klient nie wybacza awarii. Problem polega na tym, że dla użytkownika końcowego efekt jest prosty: rachunek rośnie, niezależnie od tego, czy winny jest gaz, hurt, transformator czy czynsz za grunt.
IONITY chce zachować „europejską spójność” cen
Ciekawszy od samej podwyżki jest sposób, w jaki IONITY uzasadnia politykę cenową. Firma podkreśla, że działa jako sieć paneuropejska i nie chce tworzyć ogromnych różnic między krajami, nawet jeśli lokalne koszty rozwijają się bardzo różnie.
To oznacza, że operator woli robić mniejsze, punktowe korekty w wielu miejscach niż dopuścić do sytuacji, w której kierowca jadący przez kilka państw dostaje cenowy rollercoaster. Z perspektywy firmy ma to sens. Z perspektywy klienta też, ale tylko do momentu, gdy „spójność” nie zaczyna oznaczać wyrównywania w górę.
Bo jeśli energia i koszty operacyjne w jednym kraju rosną szybciej niż w drugim, to europejska średnia jest wygodna dla operatora, lecz niekoniecznie dla kierowcy z tańszego rynku.
Niemcy pokazują skalę zmian
Na rynku niemieckim, który IONITY opisuje dość konkretnie, ładowanie ad hoc ma kosztować do 0,76 euro/kWh. Obecnie było to od 0,69 euro/kWh, choć operator nie podał wcześniej górnej granicy dla najdroższych lokalizacji, więc dokładnej skali wzrostu nie da się policzyć dla całego kraju.
Ceny w abonamentach mają zaczynać się od 0,41 euro/kWh zamiast 0,39 euro/kWh. To sugeruje podwyżkę rzędu około 5 procent dla najtańszej stawki w planie Power.
Sama miesięczna opłata za abonament ma pozostać bez zmian. To istotne, bo IONITY najwyraźniej uznało, że łatwiej podnieść cenę energii niż ryzykować odpływ klientów po podwyżce opłaty stałej.
Niektórzy klienci unikną podwyżek
Są też wyjątki. Klienci, którzy wykupili miesięczny abonament IONITY przed 13 lutego 2026 roku, mają zachować dotychczasową cenę za kilowatogodzinę. Z kolei osoby z abonamentem rocznym zawartym przed 1 lipca 2026 roku utrzymają uzgodnione stawki do końca trwania umowy.
To oznacza, że IONITY nie rusza wszystkich kontraktów jednocześnie. Z jednej strony to uczciwe wobec obecnych klientów. Z drugiej strony pokazuje, że operator dobrze wie, jak bardzo cena za kWh wpływa na decyzję o pozostaniu w danym ekosystemie.
Polska na tle Europy nie wypada najgorzej, ale to marne pocieszenie
Według podanych stawek Polska nie ma być najdroższym rynkiem IONITY. Wyższe ceny bez abonamentu mają pojawić się między innymi we Włoszech, Irlandii, Belgii, Niderlandach czy Wielkiej Brytanii.
Przykład z Włoch jest prosty: do 0,91 euro/kWh, czyli około 3,96 zł/kWh. W Wielkiej Brytanii mowa o 0,89 funta/kWh, czyli około 4,45 zł/kWh. Tyle że dla polskiego kierowcy nie jest to wielka ulga. Fakt, że gdzie indziej jest jeszcze drożej, nie sprawia automatycznie, że 3,53 zł/kWh staje się dobrą ceną.
Znacznie ważniejsze jest to, że różnica między taryfą abonamentową a ładowaniem bez planu robi się bardzo duża. IONITY coraz mocniej mówi klientom: albo wiążesz się z nami abonamentem, albo płacisz premium za spontaniczność.
Co to oznacza dla kierowców
Wniosek jest dość brutalny. Publiczne ładowanie przy trasie coraz mniej przypomina prosty zakup energii, a coraz bardziej system taryf znany z telekomów albo linii lotniczych. Cena „z ulicy” istnieje, ale jest po to, żeby skłonić do wejścia w plan, aplikację albo roaming.
Dla użytkowników EV oznacza to konieczność pilnowania nie tylko mocy ładowarki i zajętości stacji, ale też modelu rozliczeń. Przy stawkach rzędu 3,53 zł/kWh i 1,86 zł/kWh wybór sposobu płatności potrafi zmienić koszt dłuższej podróży o kilkadziesiąt złotych, a przy większych przebiegach o znacznie więcej.
IONITY pozostaje jedną z najważniejszych sieci HPC w Europie, szczególnie dla ruchu międzynarodowego. Ale właśnie dlatego każda korekta cen tej skali ma znaczenie większe niż lokalna podwyżka na pojedynczej stacji.
Jeśli jeździcie w trasie i korzystacie z HPC, to prosta sprawa: czy przy cenie 3,53 zł/kWh bez abonamentu IONITY nadal ma sens jako wybór „awaryjny”, czy trzeba już planować ładowanie tak, żeby omijać takie stawki?











Dołącz do dyskusji