Parlament Europejski przyjął stanowisko, które ma przyspieszyć budowę infrastruktury energetycznej i ładowarek w UE. W pakiecie znalazł się pomysł, by stacje ładowania o łącznej mocy do 1 MW na „sztucznych strukturach” można było stawiać bez pozwoleń, ale to jeszcze nie jest gotowe prawo.
Co dokładnie przegłosowano
Komisja Przemysłu, Badań Naukowych i Energii w Parlamencie Europejskim poparła propozycje w ramach tzw. EU Grid Package stosunkiem głosów 57 za, 3 przeciw, 8 wstrzymujących się. Teraz zacznie się właściwa przepychanka z Radą UE, czyli państwami członkowskimi.
Dla elektromobilności najciekawsze są trzy elementy. Po pierwsze, próg obowiązkowego pozwolenia dla małych instalacji fotowoltaicznych, magazynów energii i ładowarek miałby wzrosnąć z 100 do 200 kW. Po drugie, stacje ładowania o mocy do 1 MW na „sztucznych strukturach” byłyby z tego obowiązku całkowicie wyłączone. Po trzecie, procedury przyłączeniowe i administracyjne miałyby dostać krótsze terminy.
Brzmi dobrze na papierze. Szczególnie dla operatorów HPC przy autostradach.
„Sztuczne struktury”, czyli niby gdzie?
Tu zaczyna się problem. Parlament wrzucił do propozycji pojęcie „artificial structures”, ale bez twardej, precyzyjnej definicji. Zieloni, którzy forsowali ten zapis, interpretują go szeroko i zaliczają do tej kategorii między innymi miejsca obsługi podróżnych przy autostradach.
Jeśli taka interpretacja się utrzyma, budowa hubów ładowania przy trasach mogłaby ruszać szybciej i z mniejszą papierologią. Jeśli nie, przepis zrobi się dużo mniej użyteczny. Jedno zdanie w prawie, a różnica ogromna.
Terminy też mają być krótsze
Parlament chce, by maksymalny czas zatwierdzania ładowarek do 1 MW wynosił 3 miesiące. Dla większych instalacji PV, magazynów energii i ładowarek na „sztucznych strukturach” limit miałby wynosić 6 miesięcy.
To jest podejście wyraźnie ostrzejsze niż propozycja Komisji Europejskiej. Z kolei Rada UE idzie w przeciwną stronę i chce terminy wydłużać. Czyli klasyka unijnej legislacji: jeden organ naciska na tempo, drugi wciska hamulec.
Parlament dorzuca jeszcze jeden mocny zapis: jeśli urząd nie wyda decyzji w terminie, wniosek miałby zostać uznany za zaakceptowany automatycznie. Rada UE nie chce takiej ogólnej zasady. I trudno się dziwić, bo dla administracji to byłaby mała rewolucja, choć akurat bez używania tego słowa da się żyć.
Jeden portal zamiast biegania po urzędach
W pakiecie jest też pomysł utworzenia jednego krajowego portalu cyfrowego do obsługi wszystkich etapów pozwoleń. Do tego Parlament chce wspólnych unijnych ram zatwierdzania infrastruktury sieci elektroenergetycznej.
To akurat ma sens. Dziś problemem często nie jest sama ładowarka, tylko przyłącze, uzgodnienia i czas. Sam sprzęt można postawić dość szybko, papierologia i sieć potrafią zatrzymać inwestycję na długie miesiące.
To jeszcze nie jest przesądzone
Parlament ustawił sobie ambitne stanowisko, ale końcowy tekst przepisów powstanie dopiero w negocjacjach z państwami członkowskimi. A tam zwykle odpadają najbardziej ofensywne pomysły.
Najciekawsze będą więc dwie rzeczy: czy zostanie utrzymany limit 1 MW bez pozwoleń i czy „sztuczne struktury” obejmą faktycznie MOP-y oraz podobne lokalizacje. Jeśli tak, rozbudowa ładowania przy trasach może dostać realnego kopa. Jeśli nie, zostanie kolejny ładny komunikat z Brukseli.
Czy automatyczna zgoda po przekroczeniu terminu przez urząd to dobry pomysł, czy jednak zbyt gruba pałka na administrację?











Dołącz do dyskusji