Denza uruchomiła w Chinach przedsprzedaż elektrycznego superauta Z, kilka dni po globalnym pokazie modelu na Goodwood Festival of Speed. Najtańsza wersja kosztuje tam 680 000 juanów, czyli około 100,3 tys. dolarów, podczas gdy w Wielkiej Brytanii za ten sam wariant trzeba zapłacić 142 900 funtów, równowartość około 184,8-191,4 tys. dolarów.
Spis treści Pokaż Ukryj
BYD ewidentnie próbuje zrobić z Denzy markę, która ma nie tylko sprzedawać SUV-y i vany, ale też budować wizerunek technologią oraz osiągami. I robi to po chińsku: najpierw pokaz w Europie, potem dużo niższa cena u siebie.
Trzy wersje i duża różnica cen między Chinami a eksportem
Denza Z trafiła do chińskiej przedsprzedaży w trzech odmianach. Bazowe coupe z twardym dachem startuje od 680 000 juanów, Spider z otwartym nadwoziem od 780 000 juanów, a torowa wersja Racing od 1 180 000 juanów. Oficjalna sprzedaż ma ruszyć w czwartym kwartale 2026 roku.
W Wielkiej Brytanii cennik wygląda już znacznie mniej przyjaźnie. Coupe wyceniono na 142 900 funtów, Spider na 159 900 funtów, a Racing na 172 900 funtów. Sam ten rozjazd pokazuje, że eksport chińskiego auta sportowego do Europy nadal kosztuje dużo, niezależnie od tego, czy producent opowiada o globalnej ekspansji i premium.
To nie jest drobna korekta wynikająca z podatków czy wyposażenia. W przypadku bazowego wariantu mówimy o aucie, które na rynku krajowym kosztuje mniej więcej połowę tego, co w Wielkiej Brytanii. Dla Denzy to może być sensowna strategia: w Chinach łatwiej zbudować wolumen i zainteresowanie, a w Europie model ma pracować głównie na prestiż marki.
To nie jest kolejny szybki sedan. Denza celuje w segment superaut
Denza Z jest pierwszym w pełni elektrycznym, dwudrzwiowym superautem marki. Sam fakt debiutu na Goodwood nie był przypadkowy – to impreza, na której można pokazać się obok marek z dużo dłuższą historią w autach sportowych.
Stylistykę modelu nadzorował Wolfgang Egger, projektant kojarzony między innymi z Alfa Romeo 8C Competizione. W nadwoziu widać klasyczny zestaw dla współczesnego elektrycznego superauta: niska sylwetka, szerokie proporcje, sporo pracy nad aerodynamiką, zamknięty przód i kanały powietrzne w masce. Do tego dochodzą elementy, których kilka lat temu w takim aucie byśmy się nie spodziewali, czyli LiDAR-y z przodu dla systemów wsparcia kierowcy.
Denza nie robi też klasycznego, ciasnego dwuosobowego pocisku. W materiałach mowa o układzie 4-miejscowym, więc to raczej próba połączenia superauta z czymś w rodzaju bardzo szybkiego grand tourera.
| Parametr | Denza Z Coupe | Denza Z Spider | Denza Z Racing |
|---|---|---|---|
| Napęd | AWD, 3 silniki | AWD, 3 silniki | AWD, 3 silniki |
| Moc systemowa | 1 180 kW | 1 180 kW | 1 180 kW |
| Moc w KM | 1 582 KM | 1 582 KM | 1 582 KM |
| Akumulator | 76 kWh LFP Blade | 76 kWh LFP Blade | 76 kWh LFP Blade |
| 0-100 km/h | 2,25 s | 2,3 s | 1,96 s |
| Prędkość maks. | 300 km/h | 300 km/h | 350 km/h |
| Ładowanie | 10-70% w 5 min, 10-97% w 9 min | j.w. | j.w. |
| Długość | 4 780 mm lub 4 870 mm* | 4 865 mm lub 4 780 mm* | 4 870 mm |
| Szerokość | 1 990 mm | 1 990 mm | 1 990 mm |
| Wysokość | 1 330-1 350 mm | 1 350 mm | ok. 1 350 mm |
| Rozstaw osi | 2 780 mm | 2 780 mm | 2 780 mm |
| Cena w Chinach | 680 000 juanów | 780 000 juanów | 1 180 000 juanów |
* Producent i media podają częściowo rozbieżne wymiary zależnie od wersji i specyfikacji pokazowej.
1 180 kW i trzy silniki. Papierowo wygląda to brutalnie
Układ napędowy Denzy Z składa się z jednego silnika z przodu i dwóch z tyłu. Łączna moc systemowa to 1 180 kW, czyli 1 582 KM. Same tylne jednostki mają rozwijać do 30 000 obr./min, a dodatkowo pracują niezależnie od siebie, co pozwala na aktywne torque vectoring.
Osiągi są z tej klasy, w której liczby przestają być intuicyjne. Wersja Racing ma przyspieszać od 0 do 100 km/h w 1,96 sekundy i rozpędzać się do 350 km/h. Coupe potrzebuje 2,25 sekundy i kończy przy 300 km/h, Spider – 2,3 sekundy i również 300 km/h.
Tyle deklaruje producent. W praktyce przy takich wartościach zawsze trzeba czekać na niezależne pomiary, bo różnica między „1,96 s” a „około 2,2 s w idealnych warunkach” bywa ukryta drobnym drukiem. Ale nawet po odjęciu marketingowego połysku to nadal poziom hiperaut, nie zwykłych szybkich EV.
Najciekawsze jest podwozie, nie sam sprint do setki
W Denzy Z bardziej interesujące od samej mocy są rozwiązania w obszarze sterowania autem. Model korzysta z platformy e3 i z układu steer-by-wire opracowanego we własnym zakresie przez BYD. To oznacza rezygnację z mechanicznego połączenia kierownicy z kołami.
Brzmi efektownie, ale też ryzykownie z punktu widzenia odbioru przez kierowców. W autach sportowych czucie układu kierowniczego jest świętością, a producenci elektroniki lubią obiecywać więcej, niż potem czuć na kierownicy. Jeśli jednak BYD faktycznie dobrze to zestroił, może dostać przewagę w szybkości reakcji i swobodzie kalibracji podwozia.
Do tego dochodzi niezależne sterowanie tylnymi silnikami oraz system DiSus-M z amortyzatorami magnetoreologicznymi, które mają reagować na zmiany w czasie liczonym w milisekundach. Na papierze wygląda to jak zestaw zbudowany bardziej pod tor i szybkie zmiany obciążenia niż pod efektowne starty spod świateł.
Mały akumulator, bardzo agresywne ładowanie
Denza Z dostała akumulator 76 kWh typu LFP Blade drugiej generacji. Jak na auto o mocy 1 180 kW to pojemność zaskakująco skromna, ale w superaucie nie chodzi o to, by robić 700 kilometrów między ładowaniami. Chodzi o masę, powtarzalność osiągów i możliwość szybkiego uzupełniania energii.
Producent deklaruje ładowanie w układzie dual-gun Flash charging. Według tych danych auto ma uzupełniać energię od 10 do 70 procent w 5 minut oraz od 10 do 97 procent w 9 minut. Jeśli te liczby potwierdzą się poza folderem reklamowym, będzie to jeden z najmocniejszych punktów modelu.
Jednocześnie takie wyniki zwykle wymagają bardzo konkretnych warunków: odpowiedniej infrastruktury, temperatury baterii i wysokiej mocy dostępnej przez znaczną część sesji. Bez wykresu ładowania i realnego testu lepiej traktować to jako obietnicę, nie fakt.
W środku mniej ekstrawagancji, więcej współczesnej elektroniki
Kabina Denzy Z nie idzie w stronę ascetycznego auta torowego. Jest cyfrowy zestaw wskaźników, centralny ekran i kilka fizycznych przycisków do najważniejszych funkcji, między innymi trybów jazdy oraz regulacji tylnego spoilera. To akurat dobra wiadomość, bo ekranowe menu w aucie o takich osiągach jest średnim pomysłem.
Producent dorzuca sportowe fotele kubełkowe, bezprzewodowe ładowanie telefonu, dwuwarstwowe szyby wygłuszające i interfejs torowy pokazujący dane o mocy silników, temperaturze baterii, przeciążeniach bocznych i momencie obrotowym. Czyli klasyczny miks: trochę luksusu, trochę telemetrii, dużo elektroniki.
W standardzie mają też być systemy wsparcia kierowcy God’s Eye 5.0. To ciekawy kontrast, bo jeszcze niedawno segment superaut sprzedawał analogowe emocje, a dziś nawet takie samochody dostają LiDAR i rozbudowane ADAS.
Denza buduje markę osiągami, bo ma już na czym ją oprzeć
Debiut Denzy Z nie bierze się znikąd. Marka ma już solidne zaplecze sprzedażowe w Chinach, oparte głównie na modelach bardziej praktycznych. W czerwcu najwięcej dostaw wygenerował van Denza D9 z wynikiem 6 952 egzemplarzy, co dało mu 37,3 proc. udziału w wolumenie marki.
Drugie miejsce zajął Denza Z9 GT z wynikiem 6 025 sztuk i udziałem 32,3 proc. Dalej znalazły się N8L z 4 002 autami i N9 z 1 652 egzemplarzami. To ważne, bo pokazuje, że Z nie musi utrzymywać marki finansowo. Ma robić szum, podnosić prestiż i pokazywać, co BYD potrafi w obszarze napędu, podwozia i software’u.
I właśnie tak trzeba ten model czytać. Nie jako samochód, który nagle zaleje ulice, tylko jako demonstrator możliwości producenta, który już dawno przestał być tylko dostawcą tanich elektryków.
Denza Z wygląda jak próba wejścia BYD-a do ligi, w której dotąd chińskie marki były traktowane z pobłażliwym uśmiechem. Cena w Chinach jest agresywna, technologia brzmi ambitnie, ale o wartości tego auta zdecyduje jedno: czy za deklaracjami pójdzie realne prowadzenie, chłodzenie i powtarzalność osiągów. Czy przy 680 tys. juanów taki elektryczny supercar brzmi jak okazja, czy nadal jak ciekawostka dla bardzo wąskiej grupy klientów?




Komentarze
juanów taki elektryczny supercar brzmi jak okazja, czy nadal jak ciekawostka dla bardzo wąskiej grupy klientów?