Xiaomi poinformowało 7 września 2026 roku, że łączne dostawy jego samochodów przekroczyły 800 tys. sztuk. Stało się to około 29 miesięcy po rozpoczęciu wydawania pierwszego modelu, sedana SU7, a dosłownie kilka godzin przed premierą rodziny Sky Nomad, czyli pierwszych SUV-ów Xiaomi z range extenderem.
Spis treści Pokaż Ukryj
Dla marki, która jeszcze niedawno była kojarzona głównie ze smartfonami, liczba robi wrażenie. Pytanie brzmi już nie tylko „czy potrafią sprzedawać”, ale czy potrafią dowieźć kolejny etap, czyli nową technologię napędu i wejście do Europy.
800 tys. aut w 29 miesięcy. Ostatnie 100 tys. poszło wyjątkowo szybko
Xiaomi zaczęło dostarczać pierwsze egzemplarze SU7 3 kwietnia 2024 roku. Granicę 800 tys. aut firma przekroczyła więc po około 29 miesiącach działalności produkcyjno-sprzedażowej. To tempo, którego nie da się już zbyć wzruszeniem ramion.
Na koniec lipca 2026 roku Xiaomi miało dostarczone 767 630 samochodów. Z tej puli 499 175 sztuk stanowił SU7, a 268 455 sztuk YU7. Skoro w sierpniu firma ponownie przebiła 30 tys. aut, i to piąty miesiąc z rzędu, dojście do 800 tys. na początku września po prostu się zepnęło.
Ciekawsza jest dynamika. Poziom 700 tys. dostaw został osiągnięty w maju 2026 roku. To oznacza, że kolejne 100 tys. aut Xiaomi dorzuciło w około 3,5 miesiąca. Szybko.
Tyle że wykres ma też drugi odczyt. Miesięczne wolumeny przestały już rosnąć tak agresywnie jak na etapie rozkręcania produkcji. W 2026 roku Xiaomi weszło raczej w zakres wysokiej, ale dość stabilnej sprzedaży. W styczniu dostarczyło 39 002 auta, w lutym 20 414, w marcu 21 440, a od kwietnia do sierpnia utrzymywało poziom powyżej 30 tys. miesięcznie.
To dobry wynik, ale nie taki, który sam z siebie zrobi kosmiczny finisz roku.
Cel na 2026 jest bardzo ambitny. Bez Sky Nomad może być ciężko
Xiaomi celuje w 550 tys. dostaw w całym 2026 roku. Po pierwszych ośmiu miesiącach, licząc sierpień ostrożnie jako minimum 30 tys. sztuk, firma miała około 246 322 aut wydanych klientom. To daje 44,8% rocznego planu.
Matematyka jest tu bezlitosna. Żeby domknąć cel, Xiaomi musiałoby od września do grudnia dostarczać średnio około 75 900 samochodów miesięcznie. To mniej więcej 2,4 raza więcej niż wynik z lipca, który wyniósł 31 267 sztuk.
Krótko mówiąc, sama para SU7 i YU7 może nie wystarczyć. Właśnie dlatego premiera Sky Nomad nie jest dodatkiem do portfolio, tylko próbą dorzucenia nowego silnika wzrostu.
Sky Nomad to zwrot w stronę EREV. Xiaomi stawia na trzy modele
Debiutująca rodzina Sky Nomad otwiera dla Xiaomi nowy rozdział, bo to pierwsze modele marki w segmencie EREV, czyli aut elektrycznych z range extenderem. Na start przewidziano trzy wersje: N70 Pro, N70 Max i N90 Max.
Przedsprzedażowo Xiaomi pokazało ceny dwóch z nich. N70 Max wyceniono na 259 900 juanów, a N90 Max na 299 900 juanów. Przy kursach podawanych w chińskich mediach to około 38,7-44,6 tys. dolarów. Ceny N70 Pro firma wcześniej nie ujawniła.
Lei Jun twierdzi, że projekt aut z range extenderem wystartował w marcu 2023 roku i przeszedł 3,5 roku rozwoju. Sam przekaz szefa Xiaomi jest dość rozsądny jak na standard branży. Nie opowiada, że EREV jest „lepszy od BEV”, tylko że liczy się doświadczenie użytkownika. I akurat z tym trudno się spierać. Klient zwykle kupuje wygodę, nie ideologię napędu.
Na papierze Xiaomi dorzuca tu kilka mocnych liczb:
- N70 Max ma oferować do 505 km zasięgu CLTC na baterii
- N90 Max ma zapewniać 1705 km łącznego zasięgu przy pełnym ładowaniu i pełnym baku
- N70 Pro ma zużywać 5,7 l/100 km po rozładowaniu baterii
Brzmi efektownie, ale trzeba postawić gwiazdkę. CLTC to nie WLTP, a już tym bardziej nie realna jazda po autostradzie. Dotyczy to zwłaszcza wartości 505 km na samym prądzie i 1705 km łącznie. Na chińskim papierze wygląda świetnie, w europejskiej codzienności byłoby to mniej.
Xiaomi wchodzi w segment, który nie rośnie już tak łatwo
Tu pojawia się najciekawszy zgrzyt. Sky Nomad ma pomóc Xiaomi przyspieszyć, ale trafia do segmentu, który w Chinach akurat zaczął hamować. Według danych CPCA sprzedaż detaliczna EREV-ów od stycznia do lipca 2026 roku spadła o 15,35% rok do roku, do 535 tys. sztuk.
To nie znaczy, że Xiaomi wchodzi za późno. Marka ma dziś tak silny rozgłos i tak duży ruch w salonach, że może urwać sporą część tortu nawet na trudniejszym rynku. Tyle że opowieść w stylu „wrzucamy trzy nowe modele i roczny target sam się zrobi” byłaby zwyczajnie zbyt optymistyczna.
Z perspektywy europejskiego czytelnika ważne jest też co innego. Sky Nomad to nie jest klasyczny BEV, tylko EREV. Jeśli te auta rzeczywiście trafią później do UE, Xiaomi nie będzie już dla Europejczyków tylko producentem elektrycznego sedana i elektrycznego SUV-a, ale marką z dużo szerszym podejściem. Coś jak Li Auto, tylko z własnym ekosystemem elektroniki i znacznie większą rozpoznawalnością konsumencką.
Europa od 2027 roku. Xiaomi zaczyna od Niemiec i testów w kilku krajach
Kilka dni przed ogłoszeniem progu 800 tys. dostaw Xiaomi potwierdziło, że wejdzie do Europy w 2027 roku. I nie skończyło się na deklaracji.
Podczas IFA Berlin 2026 firma podpisała memorandum z ośmioma niemieckimi grupami dealerskimi. To ma być początek lokalnej sieci sprzedaży i serwisu. Dobry ruch, bo bez normalnego aftersales chińska marka może być atrakcyjna tylko do pierwszej stłuczki albo pierwszej awarii. A wtedy kończy się Instagram, zaczyna motoryzacja.
Xiaomi uruchomiło też w sierpniu globalną stronę internetową oraz międzynarodowe konta w mediach społecznościowych. To już klasyczny etap przygotowań do ekspansji, ale ważniejsze są testy.
Modele planowane na rynki zagraniczne mają trafić na jazdy walidacyjne i testy funkcjonalne do Szwecji, Niemiec, Hiszpanii i Włoch. Firma wymienia siedem lokalizacji testowych, w tym zimowy ośrodek w Arjeplog i Nürburgring. Czyli pełny pakiet: mróz, szybka autostrada, upał i tor pod marketingowe obrazki.
To nie gwarantuje sukcesu, ale przynajmniej pokazuje, że Xiaomi nie chce wejść do Europy na zasadzie „spróbujemy i zobaczymy”. Jest plan, są partnerzy, są przygotowania pod homologację, testy i serwis.
Dla Polski najprostszy wniosek jest taki: jeśli debiut w UE w 2027 roku rzeczywiście ruszy przez Niemcy, to nasz rynek może znaleźć się w drugiej fali. Najpierw droższe modele i duże kraje, potem reszta. Tak zwykle to wygląda.
Jedno jest pewne. Xiaomi przestało być ciekawostką z Chin, a zaczęło zachowywać się jak producent, który chce grać długą piłkę. Pytanie tylko, czy Sky Nomad będzie nowym kołem zamachowym, czy pierwszym testem tego, ile marketingu mieści się jeszcze w liczbach. Jak oceniacie ruch Xiaomi w stronę EREV i Europy, dobry kierunek czy jednak rozmywanie marki?




Komentarze
Napisz, jeśli masz zdanie.