Xpeng P7+ zadebiutował w Polsce z ceną od 197 900 zł za wersję Standard Range. Auto ma 5,071 m długości, rozstaw osi 3,0 m i od pierwszego kontaktu sprawia wrażenie samochodu zbudowanego wokół jednego założenia: ma być duże, efektowne i widoczne.
Na papierze wygląda to jak elektryczny sedan klasy wyższej. W praktyce P7+ jest trochę jak VW Phaeton po chińsku – z jeszcze większym naciskiem na gabaryt, gadżety i tylne miejsca, ale z baterią, która nie do końca pasuje do rozmiaru auta.
Xpeng P7+ – ceny i parametry
| Wersja | Napęd | Akumulator | Zasięg WLTP | Długość | Rozstaw osi | Cena |
|---|---|---|---|---|---|---|
| Standard Range Pro | RWD | 61,7 kWh brutto (59 kWh netto) | 455 km | 5,071 m | 3,0 m | od 197 900 zł |
| Long Range Pro | RWD | 74,9 kWh brutto (~70 kWh netto) | 530 km | 5,071 m | 3,0 m | od 218 900 zł |
| AWD Performance Pro | AWD | brak danych w materiale | 500 km | 5,071 m | 3,0 m | od 239 900 zł |
Najciekawiej wygląda środkowa wersja. Dopłata 21 000 zł względem bazowej odmiany daje większy akumulator i wzrost zasięgu z 455 do 530 km WLTP. Topowa odmiana AWD kosztuje kolejne 21 000 zł, ale zasięg spada do 500 km WLTP.
To nie są złe liczby same w sobie. Problem w tym, że mówimy o aucie naprawdę dużym. I właśnie tu zaczynają się pytania o sens całej konfiguracji.
Duży samochód, nie zawsze duże wrażenie
P7+ ma robić klimat auta premium. W środku pomaga w tym choćby zestaw 20 głośników i rozbudowane funkcje komfortu, w tym masaże w drugim rzędzie. Do wyboru są programy pokroju „długodystansowe rozluźnienie”, „regeneracja fizyczna” czy „masaż lędźwi”. Brzmi dobrze. I akurat to rzeczywiście robi wrażenie.
Ale obok takich elementów pojawiają się oszczędności, które trochę psują obraz całości. Przednia maska jest podtrzymywana zwykłym metalowym prętem, nie siłownikami. W porcie ładowania trudno było dopatrzyć się podświetlenia gniazda. Z tyłu nie ma klejonych szyb, choć producent mocno akcentuje wyciszenie kabiny.
To są drobiazgi, jasne. Tyle że w aucie aspirującym do wyższej półki właśnie na drobiazgach najłatwiej się wykłada marketing.
Tylna kanapa dla prezesa, ale nie każdego
Przy 3-metrowym rozstawie osi można oczekiwać salonki z tyłu. Miejsca na kolana faktycznie nie brakuje. Problem pojawia się niżej – przy ustawieniu przednich foteli pod osoby około 1,9 m wzrostu wsunięcie stóp pod przednie siedzenie było mocno ograniczone.
Da się ułożyć nogi inaczej, bo podłoga jest płaska. Nie ma więc dramatu. Jest za to kolejny kontrast: auto wygląda jak wóz dla kogoś, kto chce być wożony, ale ergonomia tylnej kanapy nie zawsze idzie za tym obrazkiem.
Najmocniejszy punkt? Ładowanie, ale z gwiazdką
Xpeng deklaruje ładowanie od 10 do 80 procent w 12 minut. To byłby świetny wynik. Tyle że do uzyskania takiego czasu potrzebna jest stacja zdolna podać 650 A.
I tu wracamy na ziemię. W Polsce takich ładowarek jeszcze nie ma. Czyli świetny parametr istnieje, ale głównie w folderze i na slajdzie. Sam samochód może być gotowy na więcej, tylko otoczenie jeszcze nie jest.
Dla kogo jest ten samochód
Xpeng P7+ jest dziwną mieszanką segmentów. Rozmiarowo ociera się o klasę E, bateriami bardziej przypomina część modeli z segmentu D, a niektóre detale wyposażenia wyglądają tak, jakby ktoś szukał oszczędności w miejscach, w których klient premium patrzy najpierw.
To auto dla kogoś, kto chce się pokazać. Długie nadwozie, bogate wnętrze, masaże, audio i ten cały efekt „patrzcie, przyjechałem czymś dużym”. Jeśli jednak ktoś patrzy chłodniej, może dojść do wniosku, że proporcja między gabarytem, zasięgiem i dopracowaniem nie zawsze się tu spina.
Czy 197 900 zł za takiego sedana to uczciwa oferta, czy jednak za dużo jak na samochód z tak nierównym charakterem?












Dołącz do dyskusji