Li Auto oficjalnie odsłoniło własny układ do systemów jazdy wspomaganej i autonomii. Mach M100 zadebiutuje już 15 maja w nowym flagowym SUV-ie Li L9 Livis, który dostanie od razu dwa takie chipy.
Chińczycy od miesięcy zapowiadali, że pracują nad własnym krzemem, ale teraz wreszcie padły konkrety. Mach M100 ma być produkowany w 5-nanometrowym procesie automotive-grade i oferować do 1 280 TOPS z jednego układu. Li Auto mówi wprost, że to „najwyższa wartość na świecie”. Brzmi dobrze na papierze, choć przy takich deklaracjach zawsze trzeba patrzeć nie tylko na TOPS-y, ale też na realne działanie całego stacku.
Dwa chipy w jednym aucie
Pierwszym modelem z M100 będzie Li L9 Livis, czyli nowa odsłona flagowego SUV-a marki. Auto ma dwa układy, więc łączna moc obliczeniowa wyniesie 2 560 TOPS. Przedsprzedaż ruszyła 24 kwietnia, a cena startowa została ustalona na 559 800 juanów, czyli około 82 384 dolarów przy kursie podanym przez producenta.
Li Auto dorzuca do tego jeszcze jedną rzecz: nowy model ma dostać podwozie drive-by-wire. To już nie jest zwykły lifting z nowym komputerem, tylko próba zbudowania auta mocniej spiętego z własnym software’em i elektroniką.
Li Auto chce iść drogą Apple
Szef firmy Li Xiang tłumaczy, że własny chip nie powstał po to, żeby „odhaczyć trend”, tylko żeby rozwiązać ograniczenia obecnych dostawców. Według niego era AI wymusza zmianę architektury układów, a M100 korzysta z dynamicznej architektury przepływu danych, która ma omijać klasyczne wąskie gardła wydajności.
Padło też porównanie do Apple i jego podejścia full-stack. Li Auto rozwija równolegle chipy, system operacyjny, duże modele AI i hardware. W teorii ma to sens: jeśli jedna firma projektuje wszystko razem, łatwiej wycisnąć więcej z całości niż z gotowych klocków od różnych dostawców. W praktyce zobaczymy to dopiero wtedy, gdy auta wyjadą na drogi.
VLA 2.1 ma skrócić opóźnienia o 40 procent
Równolegle z M100 firma rozwija model VLA 2.1. Li Auto twierdzi, że nowe połączenie software’u i hardware’u skraca opóźnienia przetwarzania end-to-end o 40 procent i działa dwa razy szybciej niż ludzka reakcja. To już typowy obszar, w którym marketing lubi się rozpędzać, więc na razie lepiej traktować to jako obietnicę niż twardy wynik z niezależnych testów.
Nie ma co jednak ukrywać: własny chip to dla producenta aut coś więcej niż broszurka z AI. Jeśli działa, daje większą kontrolę nad kosztami, rozwojem funkcji i tempem wdrażania OTA.
Li Auto dołącza do Nio i XPenga
Li Auto nie jest tu pionierem. Nio już wdrożyło swój chip Shenji NX9031 do modeli głównej marki i zaczyna przenosić go także do aut submarki Onvo. Xpeng z kolei rozwija układ Turing i próbuje na nim budować przewagę, także przez różnicowanie wersji sprzętowych i programowych.
To pokazuje, że chińscy producenci coraz mocniej idą w stronę własnych półprzewodników. Nie dlatego, że dobrze to wygląda na slajdzie, tylko dlatego, że software-defined vehicle bez własnej elektroniki coraz częściej kończy się zależnością od dostawców.
Premiera 15 maja pokaże, czy Li Auto ma faktycznie mocny produkt, czy tylko bardzo mocną prezentację. Jak myślicie: własne chipy w autach to realna przewaga, czy kolejny wyścig na liczby w stylu „więcej TOPS niż konkurencja”?









Dołącz do dyskusji