CATL podał termin pierwszych dostaw sodowo-jonowych magazynów energii: klienci mają je dostać we wrześniu 2026 roku. Równolegle firma celuje w wysyłki sodowych baterii na poziomie GWh jeszcze w 2026 roku, więc mówimy już nie o laboratorium, tylko o realnym wdrożeniu.
Sód przestaje być ciekawostką
Termin padł z ust Lina Jiubiao, CTO krajowego działu magazynowania energii CATL, podczas branżowego wydarzenia poświęconego bateriom sodowo-jonowym. To jedna z najbardziej konkretnych deklaracji komercjalizacji tej chemii, jakie do tej pory usłyszeliśmy od dużego producenta.
Samo CATL weszło w sód w 2021 roku, pokazując pierwszą generację ogniw. W kwietniu 2025 roku firma odsłoniła drugą generację pod nazwą Naxtra. Potem dorzuciła plan użycia tej technologii w autach osobowych, dostawczych, systemach battery swap i magazynach stacjonarnych.
Teraz doszedł konkret: wrzesień dla storage’u i skala GWh w 2026 roku. To już brzmi jak początek normalnego biznesu.
Najpierw magazyny, potem reszta
To akurat ma sens. Sód od lat przegrywał z litem tam, gdzie liczy się gęstość energii, masa i osiągi. W magazynach energii łatwiej to zaakceptować, bo tam ważniejsze są koszt, bezpieczeństwo, dostępność surowców i praca w niskich temperaturach.
Dlatego pierwsze duże wdrożenia nie dzieją się w hatchbacku segmentu C, tylko w kontenerze stojącym przy farmie PV albo przy sieci. I szczerze: dokładnie takiej ścieżki należało się spodziewać.
Twarde liczby zaczynają się zgadzać
Najciekawsze są koszty materiałów. Hard carbon, czyli jeden z najważniejszych składników anod w bateriach sodowo-jonowych, schodzi z poziomu 60 000-70 000 juanów za tonę w 2024 roku do 35 000-40 000 juanów za tonę w 2026 roku. To spadek rzędu mniej więcej 40-45 procent.
Długoterminowy cel branży to zejście nawet poniżej 25 000 juanów za tonę. Jeśli to się uda, sód zacznie wyglądać naprawdę sensownie tam, gdzie cena za kWh jest ważniejsza niż rekordy zasięgu.
Katody też idą podobną drogą jak kiedyś LFP: rosną wolumeny, spada koszt produkcji. Brzmi znajomo, bo dokładnie tak wygląda początek każdej chemii, która chce wyjść z niszy.
Jest już duży klient
Za deklaracjami idą kontrakty. HyperStrong, integrator systemów magazynowania energii, chce przyspieszyć wdrożenia sodowych magazynów i budować demonstracyjne elektrownie hybrydowe litowo-sodowe. Pierwsze projekty mają ruszyć jeszcze w 2026 roku.
Z CATL firma podpisała trzyletnią umowę na 60 GWh sodowych magazynów energii. Jak na technologię, która jeszcze chwilę temu była traktowana jako „może kiedyś”, to liczba robiąca wrażenie.
A co z autami?
CATL wcześniej komunikował, że samochody osobowe z nową chemią mają oferować do 600 km zasięgu. Brzmi dobrze na papierze, ale tu nadal trzeba poczekać na seryjne auta, masę pakietu, krzywe ładowania i zachowanie zimą. Na razie dużo pewniej wygląda segment storage’u.
I chyba słusznie. Jeśli sód ma wygrać, to nie dlatego, że będzie lepszym litem, tylko dlatego, że w części zastosowań okaże się po prostu tańszy i wystarczająco dobry.
Osobno CATL pochwalił się też certyfikacją śladu węglowego dla produktów EnerD+. To pierwszy taki krajowy certyfikat w Chinach dla produktów litowo-bateryjnych. Z 69 pilotażowo ocenianych produktów certyfikat dostało tylko 7 od 6 firm.
Na koniec jeszcze skala samego CATL. W chińskich elektrykach firma zainstalowała 88,58 GWh baterii w okresie styczeń-kwiecień 2026. Sam kwiecień przyniósł 29,06 GWh i 46,6 proc. udziału w rynku. Jeśli ktoś ma przepchnąć nową chemię do dużej skali, to właśnie taki gracz.
Jeśli wrześniowe dostawy ruszą bez poślizgu, sód przestanie być branżową ciekawostką. Pytanie brzmi już nie „czy”, tylko gdzie ta chemia najszybciej wygryzie lit – w magazynach sieciowych, przy OZE, a może w tańszych autach miejskich?












Dołącz do dyskusji