Na targach IAA Transportation 2026 w Hanowerze Zerova po raz pierwszy pokazuje w Europie swój dyspenser MCS do elektrycznych ciężarówek i autobusów. System ma oferować do 1 440 kW mocy i 1 500 A po złączu MCS, a producent celuje zarówno w bazy flotowe, jak i parki ładowania przy trasach dalekobieżnych. Jeśli ktoś czeka na prawdziwe megawatowe ładowanie HDV w UE, to jest sprzęt z tej ligi. Na papierze.
1,44 MW przez MCS, ale CCS bez liczby
Nowy dyspenser Zerovy nie jest samodzielną szafą mocy. To satelita oparty o istniejące szafy energetyczne producenta, czyli DO360 i DZ480. Elektronika mocy jest więc oddzielona od samego punktu ładowania, co w zastosowaniach flotowych ma sens, bo łatwiej skalować stanowiska i rozstawić je tam, gdzie naprawdę podjeżdżają ciężarówki.
Zakres napięcia wyjściowego wynosi 150-950 V DC dla DO360 oraz 200-950 V DC dla DZ480. Sam dyspenser może dostać chłodzony cieczą kabel o długości 5 albo 7 metrów i być wyposażony w złącze MCS albo CCS.
Kluczowa liczba dotyczy jednak tylko MCS. Producent deklaruje 1 440 kW i 1 500 A dla tej sekcji. Mocy dla CCS w komunikacie nie podano. I to jest ta gwiazdka, której w materiałach marketingowych zwykle nie widać od razu.
Obsługa odbywa się przez ekran 10,4 cala. Do autoryzacji przewidziano RFID, kod QR i Plug & Charge, opcjonalnie także terminal kartowy. Po stronie komunikacji backendowej są OCPP 1.6J i OCPP 2.0.1.
Zerova celuje w Europę, ale standard MCS dopiero się rozpędza
Zerova podkreśla zgodność z wymaganiami CE oraz normami IEC 61851-1 i IEC 61851-23, więc urządzenie ma być gotowe do pracy w całej UE i EOG. To akurat ważniejsza informacja niż same slogany o megawatach, bo bez papierów i zgodności taki sprzęt kończy jako stoiskowa ciekawostka.
Judy Hung, dyrektor operacyjna producenta, mówi wprost, że europejscy operatorzy flot potrzebują infrastruktury nadążającej za elektryfikacją ciężarówek i autobusów, a nowy dyspenser ma rosnąć razem ze standardem MCS w Europie. Brian Huang z Zerova UK dodaje, że rynek pyta już o ładowanie w klasie megawatowej, które można wdrożyć dziś i rozbudować jutro.
Tu akurat warto zachować chłodną głowę. Samo pokazanie urządzenia na IAA nie znaczy jeszcze, że na europejskich trasach nagle zaroi się od stanowisk 1,44 MW. MCS nadal dojrzewa, a największą barierą bywa nie sam dyspenser, tylko dostępna moc przyłączeniowa i koszt całej instalacji.
Mimo to ruch Zerovy jest sensowny. Segment ciężkiego transportu elektrycznego faktycznie pcha ładowanie najmocniej, a firmy chcą rozwiązań satelitarnych do depotów i hubów logistycznych, nie tylko pojedynczych słupków „na pokaz”. W Polsce taki sprzęt prędzej zobaczymy przy bazach flot lub głównych korytarzach TEN-T niż na zwykłej ogólnodostępnej stacji.
Megawatowe ładowanie przestaje być slajdem z prezentacji, ale teraz rynek musi jeszcze dowieźć wdrożenia. Jak myślicie, co przyjdzie szybciej: realne huby MCS przy trasach czy najpierw zamknięte depoty dla dużych flot?




Komentarze
Napisz, jeśli masz zdanie.