W Teksasie właściciel Tesli Cybertruck celowo wjechał do jeziora Grapevine Lake, żeby sprawdzić tryb Wade Mode. Auto stanęło w wodzie, nabrało jej do środka, a kierowca został zatrzymany przez policję.
Do zdarzenia doszło w poniedziałek około godziny 20 w okolicy Katie’s Woods Park Boat Ramp. Na miejsce pojechali policjanci z Grapevine i straż pożarna, bo Cybertruck utknął w jeziorze, a pasażerowie opuścili pojazd. Samochód trzeba było wyciągać z wody z pomocą zespołu ratownictwa wodnego.
Wade Mode to nie tryb „łódka”
Według relacji policji kierowca wjechał do jeziora specjalnie po to, by użyć Wade Mode. To funkcja, która w Cybertrucku podnosi prześwit i zwiększa ciśnienie w pakiecie akumulatora, żeby auto mogło przejechać przez płytką wodę. Brzmi dobrze na papierze, ale mówimy o brodzeniu, nie o pływaniu.
Tesla przewiduje maksymalną głębokość wody na poziomie około 32 cali, czyli mniej więcej 81 centymetrów, licząc od dołu opony. To wystarczy na strumień albo zalany odcinek drogi. Jezioro to już inna dyscyplina sportu.
I tu dochodzimy do problemu, który wraca przy Cybertrucku regularnie: Elon Musk przez lata opowiadał, że auto będzie „wystarczająco wodoodporne”, by służyć jak łódź i przepływać rzeki, jeziora, a nawet morze. Padał nawet konkretny przykład odcinka około 360 metrów między Starbase a South Padre Island. Tyle że z tych deklaracji nic realnie nie wyszło.
Efekt? Mandaty, zarzuty i noc w celi
Kierowca nie został zatrzymany za samo zatopienie auta. Policja postawiła mu zarzuty za poruszanie się pojazdem w zamkniętej części parku i jeziora, brak ważnej rejestracji łodzi oraz naruszenia przepisów dotyczących wyposażenia bezpieczeństwa na wodzie. Tak, to brzmi absurdalnie, ale skoro ktoś potraktował pickup jak jednostkę pływającą, to system najwyraźniej odpowiedział po swojemu.
Na moment publikacji informacji mężczyzna nadal przebywał w areszcie. To już nie jest więc tylko kompromitujący filmik do internetu i kosztowna laweta.
To nie pierwszy Cybertruck, który „dał nura”
Problem nie jest nowy. W 2025 roku w Truckee w Kalifornii inny właściciel Cybertrucka aktywował Wade Mode i też utknął w wodzie. Kalifornijska drogówka skwitowała to wtedy idealnie: Wade Mode is not Submarine Mode.
Wcześniej Cybertruck zatonął też w porcie Ventura podczas wodowania skutera wodnego. Tam do akcji musiały wejść straż pożarna, patrol portowy i straż przybrzeżna. Był też przypadek na Słowacji, gdzie importowany do Europy egzemplarz ugrzązł w jeziorze po podobnym teście.
Schemat jest prosty. Musk rzuca hasło o pływaniu, część użytkowników bierze to dosłownie, a potem kończy się to holowaniem, rachunkiem albo wizytą na komisariacie.
Gdy marketing zderza się z gwarancją
Tu akurat sprawa jest dość jasna: jeśli wypowiedzi CEO rozmijają się z warunkami gwarancji, lepiej czytać gwarancję. Tesla nie obejmuje nią uszkodzeń od jazdy terenowej ani szkód wodnych. Czyli nawet jeśli ktoś uwierzy w opowieść o elektrycznym amfibijnym pickupie, rachunek i tak najpewniej zostanie po jego stronie.
Nie ma co ukrywać, część winy leży po stronie kierowcy, bo wjeżdżanie autem do jeziora to zły pomysł nawet bez twitterowych obietnic. Ale trudno też udawać, że wielokrotnie powtarzane deklaracje Muska nie budowały fałszywej pewności siebie u klientów.
Cybertruck potrafi wiele, tylko nie to. I chyba właśnie to jest najciekawsze w tej historii: nie awaria, lecz zderzenie internetowego mitu z fizyką i regulaminem parku. Jeśli producent albo szef firmy opowiada o „prawie łodzi”, sprawdzacie instrukcję i gwarancję, czy jednak zakładacie, że „jakoś to będzie”?












Dołącz do dyskusji