Li Auto przyspiesza ekspansję zagraniczną. Prezes Ma Donghui zapowiedział podczas prezentacji wyników za pierwszy kwartał 2026 roku, że elektryczny SUV Li i6 trafi do Europy w drugiej połowie roku, a Li MEGA w wersji z kierownicą po prawej pojawi się do końca roku w Hongkongu i Singapurze.
To nie jest przypadek. Li Auto właśnie pokazało słabe liczby i najwyraźniej uznało, że samym chińskim rynkiem już tego nie przykryje.
Li Auto ma problem w Chinach, więc szuka oddechu za granicą
W pierwszym kwartale 2026 roku firma zanotowała stratę netto na poziomie 2,3 mld juanów, czyli około 330 mln dolarów. Rok wcześniej, w tym samym okresie, miała jeszcze 647 mln juanów zysku. Przychody spadły rok do roku o 11,4 procent, do 23,0 mld juanów.
Jeszcze mocniej wygląda marża brutto. Ta zjechała z 20,5 do 7,9 procent. To już nie jest drobne potknięcie, tylko sygnał, że wojna cenowa w Chinach zjada producentom zyski szybciej, niż marketing zdąży wymyślić nowe hasła o „premium”.
Europa ma być następnym etapem wzrostu
Li Auto wskazało Europę jako główny kierunek kolejnego etapu rozwoju. Pierwszym modelem na nasz kontynent będzie Li i6, czyli elektryczny SUV. Debiut zaplanowano na drugą połowę 2026 roku.
Firma ma już centrum badawczo-rozwojowe w Monachium. Tam pracuje nad dostosowaniem aut do europejskich przepisów i oczekiwań klientów. To ważne, bo wielu chińskich producentów długo traktowało Europę jak kolejny rynek z inną wtyczką. A tutaj trzeba ogarnąć homologację, bezpieczeństwo, software i serwis. Sam ekran ładny nie wystarczy.
Li Auto zapowiedziało też, że wszystkie kolejne nowe modele będą już na etapie R&D przygotowywane pod zagraniczne regulacje. Brzmi rozsądnie. Tak właśnie robi się ekspansję na serio, a nie „wyślijmy kontener i zobaczymy”.
Paryż zamiast samego internetu
Marka potwierdziła obecność na Paris Motor Show 2026. To będzie jej pierwszy oficjalny występ na dużym europejskim salonie samochodowym.
To też jest czytelny sygnał: Li Auto chce budować rozpoznawalność normalnie, offline, a nie tylko przez social media i przecieki. W Europie to nadal ma znaczenie, szczególnie dla marki, której większość kierowców jeszcze zwyczajnie nie kojarzy.
MEGA pojedzie tam, gdzie jeździ się po lewej stronie
Do końca 2026 roku Li Auto wprowadzi Li MEGA w wersji right-hand drive do Hongkongu i Singapuru. To mają być główne rynki Azji i Pacyfiku dla tego modelu.
Z kolei na Bliskim Wschodzie i w Azji Centralnej firma chce opierać sprzedaż na modelach z serii L z range extenderem. W trzecim kwartale 2026 roku ma tam trafić odświeżony Li L9. Auto dostało zmiany sprzętowe i programowe pod gorący klimat, głównie w obszarze ładowania i zarządzania temperaturą klimatyzacji.
Ma to sens. Wysoka temperatura potrafi rozłożyć na łopatki nawet dobrze zaprojektowane EV, a w autach rodzinnych komfort kabiny jest równie ważny jak cyferki przy ładowaniu.
Elastyczny plan, czyli własne spółki tam, gdzie warto
Li Auto nie zamierza wszędzie działać według jednego schematu. Na części rynków postawi na własne spółki, na innych na wyłącznych dystrybutorów. Wybór ma zależeć od wielkości rynku i lokalnej konkurencji.
Firma chce też oprzeć się na lokalnych partnerach, żeby szybciej postawić cały łańcuch: sprzedaż, wydania aut i serwis. I dobrze, bo bez aftersales nawet najlepszy produkt szybko zamienia się w internetową ciekawostkę.
Na razie widać już pierwsze ruchy. W kwietniu Li Auto podpisało umowy dealerskie w ZEA i Arabii Saudyjskiej, a przy okazji ogłosiło wejście do Kambodży, Laosu, Makau i Mjanmy.
Li Auto wygląda dziś jak marka, która trochę za późno zrozumiała, że Chiny nie będą wiecznie drukować marż. Europa może jej pomóc, ale dopiero wtedy, gdy za i6 pójdzie realna sieć sprzedaży i serwisu, a nie sama obecność na salonie w Paryżu. Jak myślicie: Li Auto ma szansę zbudować pozycję w Europie, czy skończy jak kolejna chińska marka znana głównie z prezentacji?













Dołącz do dyskusji