Tesla zwiększy inwestycję w produkcję ogniw w Grünheide pod Berlinem o prawie 250 mln dolarów, podnosząc planowaną moc zakładu z 8 do 18 GWh rocznie. Firma chce uruchomić produkcję w pierwszej połowie 2027 roku i zatrudnić do tego ponad 1 500 osób.
To brzmi poważniej niż wcześniejsze zapowiedzi Tesli dotyczące Berlina, bo tym razem padają konkretne liczby: łączny budżet na część ogniwową zbliża się do 1 mld euro. Tyle że obok przemysłowej ambicji jest tu jeszcze drugi wątek – dużo mniej wygodny.
Z 8 do 18 GWh, czyli Berlin ma być czymś więcej niż montownią
Jeszcze w grudniu 2025 roku Tesla mówiła o 8 GWh rocznie. Teraz plan jest ponad dwa razy większy. Jeśli firma dowiezie ten poziom, Grünheide mogłoby produkować ogniwa dla około 250-350 tys. samochodów rocznie, zależnie od pojemności pakietów.
Cel jest jasny: jak najwięcej robić na miejscu. Tesla od lat próbuje zbudować w Europie zakład, w którym pod jednym adresem powstają i auta, i ogniwa. Na papierze wygląda to bardzo dobrze, bo zmniejsza zależność od azjatyckich dostawców i skraca logistykę. W praktyce – zobaczymy, bo z harmonogramami ogniw Tesla miewała już różne przygody.
Rekrutacje już ruszyły, start produkcji ma nastąpić w 2027 roku
Firma zaczęła już szukać ludzi do części ogniwowej. Zapotrzebowanie ma przekroczyć 1 500 pracowników. To sporo, zwłaszcza że jeszcze niedawno zakład działał wyraźnie poniżej możliwości.
Na początku roku fabryka miała pracować przy około 40 procentach mocy, po tym jak sprzedaż Tesli w Europie w 2025 roku spadła o 28 procent, a w samych Niemczech rejestracje tąpnęły o 48 procent. W czasie dołka z zakładu zniknęło około 1 700 miejsc pracy. Potem sytuacja zaczęła się odbijać, głównie dzięki odświeżonemu Modelowi Y. Tesla zapowiedziała wtedy 1 000 nowych etatów, wzrost produkcji o 20 procent i przejście około 500 pracowników tymczasowych na stałe umowy.
Jest jeszcze temat związków zawodowych. I on nie pachnie dobrze
Nie ma co ukrywać: timing tej inwestycji wygląda bardzo politycznie. Pod koniec lutego Elon Musk wysłał do około 11 tys. pracowników nagrane wideo przed wyborami do rady zakładowej. Przekaz był prosty: jeśli silniejszą pozycję zdobędzie IG Metall, rozbudowy raczej nie będzie.
W marcowych wyborach poparcie dla IG Metall spadło z 39,4 do 31,1 procent, a lista wspierana przez kierownictwo, Giga United, zdobyła 24 z 37 mandatów. Związek złożył już zaskarżenie wyborów, twierdząc, że doszło do bezprawnej ingerencji.
I teraz, dwa miesiące później, Tesla dorzuca pieniądze dokładnie do tego typu projektu, którym wcześniej machała pracownikom przed nosem. Każdy może to ocenić po swojemu, ale sekwencja zdarzeń jest dość czytelna. Jeśli ktoś szuka podręcznikowego przykładu nacisku w stylu „głosujcie rozsądnie, to będzie inwestycja”, to właśnie go dostał.
Tym razem liczby są konkretne, ale ostrożność nadal ma sens
Tesla mówi o produkcji ogniw w Grünheide od lat. Wnioski o pozwolenia składała już w 2021 roku. W 2022 roku część sprzętu przeniosła do Teksasu. Potem plany wracały w różnych wersjach. Dlatego sceptycyzm jest tu zdrowy.
Różnica polega na tym, że teraz mamy bardziej twarde punkty odniesienia: 18 GWh, prawie 1 mld euro łącznej inwestycji i 1 500 miejsc pracy. Jeśli w latach 2027-2028 Tesla rzeczywiście uruchomi taką skalę produkcji, Berlin stanie się jednym z najciekawszych zakładów EV w Europie. Jeśli nie, zostanie kolejna ładna prezentacja z ambitnym deadline’em.
Na razie najbardziej realny wniosek jest prosty: Tesla znów stawia na pionową integrację w Europie, ale robi to w atmosferze, która może się za nią ciągnąć jeszcze długo. Czy waszym zdaniem 18 GWh w Grünheide do 2027-2028 roku to realny plan, czy raczej kolejna teslowa obietnica z bardzo optymistycznym kalendarzem?











Dołącz do dyskusji