Volkswagen domaga się od Unii Europejskiej wyższych ceł na chińskie hybrydy plug-in. Sprawa pojawiła się po tym, jak Volkswagen Tiguan PHEV spadł z pierwszego miejsca sprzedaży w Europie na czwartą pozycję, a podium zajęły trzy modele z Chin.
Oliver Blume, szef Grupy Volkswagen, powiedział podczas prezentacji wyników za pierwsze półrocze, że „nie ma czasu do stracenia”. I trudno nie zauważyć, skąd ten pośpiech. Gdy niemiecki koncern traci pozycję w segmencie, który miał pomagać spełniać normy emisji, nagle okazuje się, że rynek jednak nie jest „wyrównany”.
Chińskie PHEV-y weszły na podium. Tiguan już poza nim
Po pierwszej połowie roku najlepiej sprzedającym się PHEV-em w Europie został BYD Seal U. Za nim znalazły się BYD Atto 2 i Jaecoo 7. Dopiero na czwartym miejscu wylądował Volkswagen Tiguan PHEV, który rok wcześniej był liderem zestawienia.
To nie jest drobna korekta tabelki. To sygnał, że chińskie marki przestały być egzotycznym dodatkiem i zaczęły wypychać europejskich producentów z segmentu, który jeszcze chwilę temu wydawał się ich własnym podwórkiem.
28,3 procent rynku PHEV dla chińskich marek
Po sześciu miesiącach chińskie marki miały już 28,3 proc. europejskiego rynku PHEV. To bardzo dużo, zwłaszcza że mówimy o kategorii, na której europejscy producenci chcą teraz mocno polegać.
Powód jest prosty: zaostrzające się normy emisji. Dla wielu koncernów PHEV-y to dziś wygodny pomost między spaliną a pełnym BEV-em. Problem Volkswagena polega na tym, że w tym właśnie segmencie Chińczycy zaczęli oferować auta tańsze i najwyraźniej wystarczająco dobre, skoro klienci kupują je masowo.
Volkswagen: przy BEV-ach „regulacje działają”, przy PHEV-ach już nie
Blume twierdzi, że obecne zasady działają w przypadku aut elektrycznych na baterie. Tam Volkswagen uważa się za konkurencyjnego cenowo. Kłopot zaczyna się przy hybrydach plug-in.
Brzmi to dość wygodnie. Gdy cła na chińskie BEV-y sięgają dziś nawet 35 proc. ponad standardowe 10 proc. cła importowego, europejscy producenci mówią o uczciwszej grze. Gdy podobna presja pojawia się w PHEV-ach, nagle trzeba „działać szybko”.
UE już myśli o kolejnych cłach
Według „Handelsblatt” Bruksela rozważa dodatkowe taryfy na chińskie PHEV-y. Nie wiadomo jeszcze, kiedy miałyby wejść w życie ani jak wysokie by były. Sam kierunek jest jednak czytelny: skoro elektryki już dostały dodatkowe obciążenia, plug-iny mogą być następne.
Tło też jest mało komfortowe dla Volkswagena. Koncern przechodzi trudny okres i rozważa cięcia zatrudnienia na ogromną skalę. Mówi się nawet o 100 000 miejsc pracy, podczas gdy wcześniej zatwierdzono już 50 000 redukcji. W takiej sytuacji walka o każdy segment rynku przestaje być PR-em, a zaczyna być obroną własnego biznesu.
Chińskie marki rosną szybciej, niż Europa by chciała
W skali całego rynku chińskie marki w Europie niemal podwoiły sprzedaż rok do roku, dochodząc do prawie 686 000 aut. To dało im 9,5 proc. całego rynku samochodowego w regionie.
I właśnie dlatego ta historia jest ciekawsza niż sam Tiguan. Nie chodzi o jeden model, tylko o to, że chińscy producenci weszli do Europy nie tylko z BEV-ami, ale też z PHEV-ami, które dla wielu klientów są po prostu łatwiejsze do przyjęcia. Mniejszy stres, brak range anxiety, a cena często lepsza niż u lokalnej konkurencji.
Jeśli UE faktycznie dołoży cła także do PHEV-ów, zobaczymy, czy europejskie marki odzyskają oddech, czy tylko kupią sobie trochę czasu. Jak myślicie: cła na chińskie plug-iny to obrona rynku, czy raczej próba osłonięcia europejskich producentów przed własnymi błędami?











Dołącz do dyskusji