Juke przez lata był jednym z tych modeli, które rozpoznawało się z daleka. Teraz Nissan robi z nim coś znacznie większego niż zwykły lifting. Trzecia generacja całkowicie porzuca silniki spalinowe i wchodzi w świat aut elektrycznych, a to oznacza zmianę pozycji modelu, technologii i grupy klientów.
Juke po raz pierwszy będzie wyłącznie elektryczny
Nissan potwierdził, że trzecia generacja Juke’a zadebiutuje wiosną 2027 roku i od początku będzie oferowana jako samochód w pełni elektryczny. To pierwszy taki przypadek w historii tego modelu.
To ważna zmiana, bo dotychczas Juke był kojarzony z miejskim crossoverem o wyrazistej stylistyce i dość klasycznej formule. Pierwsza generacja z 2010 roku pomogła rozkręcić modę na małe crossovery w Europie. Druga, pokazana w 2019 roku, zachowała charakter auta, ale poszła w bardziej zachowawczą stronę i korzystała z napędów benzynowych oraz hybrydowych.
Nowy Juke zrywa z tym podejściem. Nissan nie dokłada po prostu wersji na prąd do istniejącej gamy. Cały model przechodzi na napęd bateryjny.
Stylistyka nadal ma być najmocniejszą kartą
Ze zdjęć produkcyjnej wersji wynika, że Nissan nie zamierza robić z Juke’a grzecznego elektryka. Auto zachowało mocno przerysowane proporcje i odważne linie nadwozia, które od początku były znakiem rozpoznawczym tego modelu.
To może mieć duże znaczenie. W segmencie kompaktowych i miejskich crossoverów wiele aut elektrycznych zaczyna wyglądać dość podobnie. Juke ma szansę znów wyróżnić się samym designem, tak jak robił to jego poprzednik w czasach debiutu.
W materiałach widać też dużą klapkę ładowania po prawej stronie nadwozia. To jeden z czytelnych sygnałów, że od początku projektowano go jako auto elektryczne, a nie przeróbkę modelu spalinowego.
Platforma z większych modeli daje spore możliwości
Nowy Juke EV powstanie na platformie CMF-EV, czyli architekturze przeznaczonej dla samochodów elektrycznych aliansu Renault-Nissan-Mitsubishi. To ta sama baza, z której korzystają już Nissan Ariya, nowy Nissan Leaf oraz Renault Mégane E-Tech Electric.
Dla Juke’a to spory skok technologiczny. Zamiast prostszej, tańszej konstrukcji dla małego crossovera dostaje rozwiązanie znane z większych modeli.
| Parametr | Nissan Juke EV |
|---|---|
| Debiut rynkowy | Wiosna 2027 roku |
| Napęd | W pełni elektryczny |
| Platforma | CMF-EV |
| Produkcja | Sunderland, Wielka Brytania |
| Funkcje energetyczne | V2G / V2L |
| Segment | miejski crossover, pogranicze B-SUV i C-SUV |
CMF-EV oznacza też, że można oczekiwać architektury 400 V i techniki bardziej zaawansowanej niż w starszym Leafie. W grze pozostaje napęd na jedną oś, a technicznie platforma dopuszcza też układ z dwiema osiami napędzanymi, choć w przypadku Juke’a bardziej prawdopodobne wydają się słabsze i tańsze konfiguracje.
Jakiej baterii można się spodziewać
Nissan nie podał jeszcze pojemności akumulatora ani mocy ładowania. Da się jednak dość trafnie oszacować kierunek, patrząc na platformę i miejsce Juke’a w gamie.
W pierwszym wariancie można spodziewać się baterii z okolic 40-kilku do około 50-kilku kWh. Drugi scenariusz zakłada większy akumulator rzędu około 60-70 kWh, choć w Juke’u bardziej prawdopodobne wydaje się wykorzystanie dolnych zakresów znanych z większych modeli marki.
W jednym z wcześniejszych opisów pojawiała się sugestia, że Juke może korzystać z rozwiązań zbliżonych do niższych wersji Ariyi, gdzie punkt odniesienia stanowi bateria około 63 kWh. Z kolei powiązanie z nowym Leafem podsuwa myśl, że Nissan może rozdzielić ofertę tak, by Juke był bardziej miejski, a Leaf bardziej rodzinny i długodystansowy.
Na tym etapie najważniejsze jest jedno: Juke EV nie zapowiada się na budżetowego elektryka z małą baterią tylko do miasta. Platforma sugeruje samochód bardziej dojrzały technicznie.
Będzie oddawał energię
Nissan zapowiedział dla nowego Juke’a funkcję oddawania energii. W obiegu pojawiają się dwa określenia: V2G oraz V2L.
V2G oznacza możliwość współpracy z siecią energetyczną, czyli zwrotu energii z akumulatora auta do systemu elektroenergetycznego. Nissan rozwija takie rozwiązania od lat i wcześniej mocno wiązał je z Leafem.
V2L to z kolei zasilanie zewnętrznych urządzeń bezpośrednio z samochodu. Dla użytkownika bywa to po prostu bardziej praktyczne: można podłączyć sprzęt elektryczny, elektronikę albo urządzenia używane poza domem.
To ciekawy detal, bo pokazuje, że Nissan chce, by Juke był czymś więcej niż tylko modnym crossoverem na prąd. Marka próbuje przenieść do bardziej masowego modelu funkcje, które wcześniej były niszowe albo kojarzone z droższymi autami.
Produkcja zostaje w Sunderland
Nowy Juke EV będzie produkowany w Sunderland w Wielkiej Brytanii. To jedna z najważniejszych fabryk Nissana w Europie i zakład, który już został przygotowany pod produkcję aut elektrycznych.
Dla marki to ruch praktyczny. Produkcja blisko europejskiego rynku upraszcza logistykę i pozwala lepiej wpisać model w lokalny łańcuch dostaw. Dla samego Juke’a oznacza to też kontynuację europejskiego charakteru, bo właśnie Europa od początku była dla niego naturalnym środowiskiem.
W Sunderland ma powstawać również kolejna generacja Leafa, więc Nissan buduje tam cały lokalny filar swojej elektrycznej oferty.
Juke ma pomóc Nissanowi odzyskać tempo
Nissan był jednym z pionierów elektromobilności dzięki Leafowi, który zadebiutował już w 2010 roku. Przez długi czas dawało to marce mocną pozycję. Problem w tym, że później firma wyraźnie zwolniła.
Oferta elektryków była skromna, a Leaf zaczął technologicznie odstawać od nowszych rywali. Ariya miała być powrotem do gry w wyższym segmencie, ale nie stała się sprzedażowym hitem. Teraz Nissan przebudowuje europejską gamę szerzej.
W planie są:
- nowy Leaf w formie crossovera
- nowa Micra dostępna wyłącznie jako EV
- Townstar EV
- elektryczny Juke jako kolejny filar oferty
W tym układzie Juke może okazać się dla Nissana bardzo ważny sprzedażowo. To model o znanej nazwie, mocnym wizerunku i znacznie bardziej masowym potencjale niż Ariya.



Gdzie Juke będzie stał w gamie
Najciekawsze pytanie dotyczy pozycjonowania. Dotychczas Juke był jednym z bardziej przystępnych crossoverów Nissana. W wersji elektrycznej ta rola siłą rzeczy się zmieni.
Platforma CMF-EV nie należy do tanich, a nowoczesna technika bateryjna podniesie koszt auta. Dlatego nowy Juke prawdopodobnie stanie się czymś w rodzaju pomostu między małymi elektrykami a większymi crossoverami marki.
To może oznaczać, że Nissan spróbuje ustawić gamę w taki sposób:
- Micra EV jako model bardziej miejski
- Juke EV jako stylowy crossover dla szerszej grupy klientów
- Leaf jako większe auto rodzinne
- Ariya jako propozycja z wyższej półki
Z tego powodu cena będzie miała ogromne znaczenie. Jeśli Juke zbliży się za mocno do większych modeli, klienci mogą zacząć patrzeć w stronę Leafa albo konkurencji. Jeśli Nissan dobrze wyceni auto, może wreszcie dostać elektryka o dużym potencjale wolumenowym.
Na razie wiemy mniej, niż chcieliby klienci
Na dziś Nissan potwierdził najważniejsze elementy układanki: elektryczny napęd, platformę CMF-EV, produkcję w Sunderland i premierę wiosną 2027 roku. Brakuje jeszcze danych, które dla wielu kupujących będą decydujące: pojemności baterii, zasięgu, mocy, czasu ładowania i ceny.
To właśnie te liczby zdecydują, czy Juke EV będzie tylko efektowną ciekawostką, czy jednym z mocniejszych graczy w swoim segmencie. Sama nazwa i odważna karoseria mogą przyciągnąć uwagę, ale rynek aut elektrycznych jest dziś dużo mniej wyrozumiały niż w czasach pierwszego Leafa.
Juke wraca więc w zupełnie nowej roli. I tym razem sam wygląd może nie wystarczyć.
Jak oceniacie ten kierunek: Juke powinien stać się pełnym elektrykiem, czy Nissan powinien był zostawić w gamie także wersję spalinową albo hybrydową?














Dołącz do dyskusji