Tesla oficjalnie potwierdziła, że układ PCS w Cybertruckach sprzed rocznika 2026 nie spełnia jej norm trwałości. Firma wydłuża gwarancję na ten element do 8 lat lub 150 tysięcy mil, czyli około 241 tysięcy kilometrów, a klientom, którzy już zapłacili za naprawę z własnej kieszeni, ma oddać pieniądze.
To ważny zwrot, bo jeszcze chwilę temu właściciele potrafili płacić za wymianę od 5 000 do 7 200 dolarów. Tesla najwyraźniej próbowała przeczekać temat w ramach zwykłej, krótszej gwarancji, a teraz mówi wprost: tak, ten element był problematyczny.
O co chodzi z PCS w Cybertrucku
PCS, czyli power conversion system, łączy w sobie pokładową ładowarkę AC i przetwornicę DC-DC. Gdy ten moduł siada, auto najpierw ogranicza ładowanie domowe z 48 A do 24 A, a potem potrafi przestać ładować się w ogóle.
To nie jest drobiazg z kategorii „coś czasem mignie na ekranie”. Jeśli PCS padnie, pickup za grube pieniądze potrafi zostać z mocno ograniczoną użytecznością. I tu robi się nieprzyjemnie.
Tesla podała, że problem dotyczy Cybertrucków sprzed roku modelowego 2026, czyli aut z 2024 i 2025 roku – zarówno Foundation Series, jak i zwykłych wersji. W nowszych egzemplarzach zastosowano już przeprojektowany PCS.
Gwarancja rośnie, ale niesmak zostaje
Najważniejsza zmiana jest prosta: PCS trafia de facto pod ochronę zbliżoną do gwarancji układu napędowego. Zamiast standardowych 4 lat lub 50 tysięcy mil, właściciele dostają teraz 8 lat lub 150 tysięcy mil ochrony na ten konkretny element.
| Parametr | Cybertruck 2024-2025 | Cybertruck 2026 |
|---|---|---|
| Element objęty zmianą | PCS | PCS po przeprojektowaniu |
| Gwarancja na PCS | 8 lat / 150 000 mil | 7 lat / 70 000 mil |
| Status konstrukcji | wadliwa wersja | nowa wersja |
| Zwrot kosztów wcześniejszych napraw | tak | nie dotyczy |
Ciekawy detal: Cybertruck 2026, który ma już nowy PCS, dostaje na ten element krótszą ochronę – 7 lat lub 70 tysięcy mil. To sugeruje, że Tesla uważa nową konstrukcję za poprawioną, ale jednocześnie nie chce dawać jej tak szerokiego parasola jak starszym, kłopotliwym egzemplarzom.
Skala problemu nie wygląda na marginalną
W lipcu pojawiła się ankieta wśród właścicieli, z której wynikało, że 91 z 223 aut, czyli niemal 41 procent, miało wymieniany PCS. To nie jest twarda statystyka dla całej floty, bo ankiety internetowe mają swoje ograniczenia. Ale jeśli nawet przyjmiemy poprawkę na dobór próby, liczba i tak wygląda źle.
I właśnie dlatego ten ruch Tesli nie wygląda jak miły gest wobec klientów. To raczej spóźnione uznanie wady produkcyjnej, która zaczęła być zbyt widoczna, żeby udawać, że nic się nie dzieje.
Wcześniej firma miała podobno schodzić z ceny naprawy do około 1 000 dolarów w ramach „goodwill”. Tłumacząc z korporacyjnego na polski: „wiemy, że coś jest nie tak, ale jeszcze nie powiemy tego głośno”.
Jest też poprawka software’owa
Tesla dorzuca jeszcze jedną rzecz, i akurat to brzmi sensownie. Aktualizacja oprogramowania ma pozwolić na ładowanie w sieci Supercharger nawet wtedy, gdy PCS uległ awarii. Innymi słowy, uszkodzony moduł nie powinien już całkowicie unieruchamiać auta pod kątem ładowania.
Do czasu rozładowania kolejki części Tesla ma też pokrywać koszty Superchargingu dla dotkniętych problemem właścicieli. Mała rzecz, a cieszy – szczególnie jeśli ktoś został z pickupem, który w domu już praktycznie nie ładuje.
Tesla zrobiła to, co powinna. Tyle że późno
Sam finał sprawy jest rozsądny: dłuższa gwarancja, zwroty pieniędzy, poprawka software’owa i nowa wersja części. Tak to właśnie powinno wyglądać przy wadzie produkcyjnej.
Tyle że nie ma co ukrywać: Tesla zareagowała dopiero wtedy, gdy temat zrobił się głośny. A to jest ten fragment historii, który warto zapamiętać bardziej niż sam komunikat o wydłużonej gwarancji.
Jeśli wada dotyka tak dużej części aut, klient nie powinien najpierw słyszeć rachunku na 7 200 dolarów, a dopiero później przeprosin. Pytanie brzmi więc nie tylko, czy Tesla odda pieniądze, ale też czy przy kolejnej podobnej awarii znowu spróbuje przeczekać sprawę do momentu, aż zrobi się za głośno.
Czy przy aucie za takie pieniądze zaakceptowalibyście taką reakcję producenta, jeśli finałem i tak byłaby dopiero wydłużona gwarancja i zwrot kosztów?












Dołącz do dyskusji