Elon Musk został wprost zapytany podczas telekonferencji wynikowej Tesli za drugi kwartał 2026 roku, czy firma nadal zamierza modernizować auta z Hardware 3 tak, by uruchomiły nowsze wersje FSD. Odpowiedź była mętna i sprowadzała się do jednego: konkretnego planu nadal nie ma.
Tesla obiecała za dużo, a dziś nie wie, jak z tego wyjść
Problem ciągnie się od lat. Tesla sprzedawała samochody z komunikatem, że mają „cały sprzęt potrzebny” do pełnej autonomii. Na tej podstawie oferowała pakiet FSD, który kosztował nawet 15 000 dolarów.
Dziś już wiadomo, że Hardware 3 tego nie dowiezie. Sam Musk przyznał wcześniej, że HW3 „po prostu nie ma możliwości”, by obsłużyć nienadzorowane FSD. Powód jest prosty: ten komputer ma 1/8 przepustowości pamięci względem Hardware 4. To nie jest mała różnica. To przepaść.
Na pytanie padła odpowiedź, która niczego nie rozwiązuje
Analityk Will Stein zapytał Muska wprost, czy Tesla nadal planuje wymieniać hardware w autach z HW3, żeby mogły obsłużyć FSD v15 i kolejne wersje. Zamiast „tak, zrobimy to” albo „nie, nie zrobimy”, dostaliśmy listę luźnych pomysłów.
Musk stwierdził, że sensowne byłoby zmodernizowanie wszystkich aut starszych niż Hardware 4. Dodał też, że kiedyś może to mieć sens finansowy. Tyle że nie podał terminu, skali, sposobu realizacji ani kosztu dla Tesli.
I tu zaczyna się robić ciekawie, choć raczej nie dla właścicieli tych aut.
Nie Hardware 4, tylko może coś nowszego. Kiedyś
Musk nie mówi już nawet jasno o przesiadce z HW3 na HW4. Zasugerował, że lepiej byłoby wymieniać te komputery od razu na kolejną generację. Padały dwie opcje: umiarkowanie ulepszona wersja AI4, która miałaby wejść do produkcji około połowy 2027 roku, albo AI5, które miałoby trafić do produkcji masowej później w tym samym roku.
Brzmi dobrze na papierze, ale jest jeden haczyk. A nawet dwa.
Po pierwsze, chip, który miałby uratować sytuację, jeszcze nie istnieje w produkcji masowej. Po drugie, AI5 ma najpierw trafić do Optimusa, czyli robota Tesli. W praktyce właściciele aut z HW3 słyszą więc: poczekajcie, może kiedyś coś wymyślimy, ale najpierw mamy inne priorytety.
Miliony aut, ogromny rachunek
Skala problemu jest potężna. Mówi się o około 4 milionach samochodów, które mogą wymagać wymiany komputera albo jakiejś formy rekompensaty.
Tesla już próbuje to obchodzić. Do aut z HW3 trafia okrojona wersja systemu, określana jako FSD v14 Lite. Sama nazwa mówi sporo. To nie jest rozwiązanie problemu, tylko plaster na ranę. I dość cienki.
Serwisy tego nie przerobią, „mikrofabryki” brzmią jak science fiction
Największy kłopot nie leży tylko w samym chipie. Chodzi o logistykę. Wymiana komputerów w milionach aut przez zwykłą sieć serwisową Tesli byłaby koszmarem. Ta sieć już dziś bywa przeciążona.
Musk wcześniej rzucił pomysł budowy osobnych „mikrofabryk”, które zajmowałyby się samymi retrofitami HW3. Na ostatniej rozmowie z inwestorami nie podał jednak żadnych nowych szczegółów. Szczerze? Brzmi to jeszcze mniej wiarygodnie niż masowe wymiany przez serwisy. Budować osobne zakłady tylko po to, żeby naprawić własną obietnicę sprzedażową? To byłby bardzo drogi rachunek za zbyt agresywny marketing.
Najgorsze dla klientów jest co innego
Największy problem nie polega już na tym, że HW3 nie daje rady. To wiemy. Problem w tym, że Tesla nadal nie potrafi powiedzieć klientom, co konkretnie dostaną i kiedy.
A przecież mówimy o ludziach, którzy kupili auto i często dopłacili grube pieniądze za funkcję sprzedawaną jako przyszłościowa, ale opartą na „gotowym” sprzęcie. Dziś okazuje się, że sprzęt gotowy nie był. I tyle.
Jeśli ktoś liczył, że po tej telekonferencji Tesla wreszcie pokaże plan dla HW3, to nie ma co ukrywać: nic takiego się nie wydarzyło. Jest tylko dalsze przesuwanie tematu w przyszłość. Czy właściciele HW3 powinni dostać nowy komputer, zwrot części pieniędzy, czy jedno i drugie?











Dołącz do dyskusji