Xiaomi EV wrzuciło na LinkedIn cztery nowe oferty pracy dla Europy, wszystkie związane z obsługą posprzedażową aut. Firma buduje lokalne zaplecze przed wejściem na nasz rynek w 2027 roku, co wcześniej potwierdził Lei Jun, szef Xiaomi.
Nowe rekrutacje nie dotyczą marketingu ani PR-u, tylko rzeczy, bez których sprzedaż aut w Europie po prostu nie działa. Chodzi o gwarancje, szkolenia techniczne, obsługę skarg klientów oraz łańcuch dostaw części i zarządzanie magazynem. Innymi słowy: Xiaomi przestało udawać, że „najpierw się zobaczy”, i zaczyna układać normalną strukturę pod sprzedaż samochodów.
Xiaomi buduje zaplecze, nie tylko robi szum
To kolejny etap. Wcześniej Xiaomi szukało w Europie ludzi od R&D, kalibracji podwozia, intelligent driving, homologacji, logistyki, dostaw, rozwoju sieci sprzedaży i zgodności regulacyjnej. W kwietniu firma ściągnęła też Dietera Lorenza, wcześniej z Tesli, gdzie odpowiadał za operacje dostaw w Europie Środkowej. Teraz ma pomagać Xiaomi w lokalnej logistyce i dostawach.
To wygląda jak klasyczny schemat wejścia na rynek: najpierw homologacja i inżynieria, potem logistyka, a na końcu serwis i części. Czyli to, czego zwykle nie widać na renderach i konferencjach, ale co decyduje, czy klient odbierze auto i czy będzie miał gdzie je naprawić.
Niemcy pierwsze, premium zamiast wojny cenowej
Lei Jun napisał w lipcu na X, że Xiaomi EV zacznie sprzedaż w Europie w 2027 roku, a pierwszym krajem będą Niemcy. Na start mają pojawić się modele z serii SU7 oraz YU7 w mocniejszym, bardziej prestiżowym wydaniu. Firma nie chce iść w pozycjonowanie „taniego Chińczyka”, tylko celuje w segment premium.
Brzmi ambitnie. Zwłaszcza że premium w Europie to nie tylko ekran i moc, ale też serwis, części, czas naprawy i ogarnięta sieć wsparcia. Właśnie dlatego te oferty pracy są ciekawsze niż kolejny film z Nürburgringu.
Europa to nie jedyny kierunek
Równolegle Xiaomi szuka w Malezji Automotive Government Affairs Managera. Taka osoba ma odpowiadać za relacje z administracją, komunikację z regulatorami i zgodność z lokalnymi przepisami. To sugeruje, że poza Europą firma szykuje też wejście do Azji Południowo-Wschodniej.
Tu też nie ma przypadku. Jeśli marka zatrudnia ludzi od kontaktów z władzami i compliance, to znaczy, że przestaje mówić o ekspansji, a zaczyna ją układać w Excelu.
Testy trwają, a na Nürburgringu pojawiło się coś jeszcze mocniejszego
Xiaomi dostosowuje auta do europejskich wymogów i jednocześnie testuje je w Niemczech, także na Nürburgringu. To akurat nie dziwi, bo jeśli marka chce grać w premium, musi pokazać, że auto nie tylko dobrze wygląda w aplikacji, ale też daje radę przy dużych prędkościach i pod obciążeniem.
Przy okazji na torze sfotografowano mocno zmodyfikowany prototyp Xiaomi SU7 Ultra. Auto miało większe tylne skrzydło i rozbudowany dyfuzor. Wszystko wskazuje na jeszcze bardziej radykalną wersję, roboczo nazywaną SU7 Ultra Extreme, z mocą przekraczającą 2 000 KM. Brzmi dobrze na papierze, choć w Europie ważniejsze od samej liczby koni będzie to, czy Xiaomi dowiezie gotowy produkt i sensowną obsługę.
Xiaomi ma już w Europie własną bazę pod elektronikę – ponad 300 sklepów Xiaomi Store w Niemczech, Francji, Włoszech i Hiszpanii. To nie zrobi z dnia na dzień sieci dealerskiej, ale daje punkt zaczepienia i gotową rozpoznawalność marki. A to w motoryzacji ma znaczenie większe, niż czasem się wydaje.
Jeśli Xiaomi naprawdę chce wejść do Europy jako marka premium, to serwis i części są ważniejsze niż kolejne rekordy okrążenia. Pytanie brzmi: czy kupilibyście elektryczne Xiaomi w Europie już w 2027 roku, czy jednak najpierw poczekali na to, jak firma ogarnie naprawy i obsługę?














Dołącz do dyskusji