Spis treści
Mitsubishi szykuje nowy samochód elektryczny na rynek USA i Kanady. I wygląda na to, że będzie to auto, które wielu kierowców na pierwszy rzut oka weźmie za Nissana. Powód jest prosty: to model oparty na najnowszym Nissanie LEAF trzeciej generacji, tyle że z innym znaczkiem na masce. Pierwsze egzemplarze wpadły już w obiektywy „łowców” zdjęć szpiegowskich, a debiut ma się odbyć latem 2026 roku.
LEAF zmienił się w crossovera i stał się bazą dla kolejnego auta
Nissan mocno przebudował LEAF-a na potrzeby trzeciej generacji. Zniknęła charakterystyczna sylwetka kompaktowego hatchbacka. W jej miejsce pojawiło się nadwozie wyższe, bliższe crossoverowi/SUV-owi. Do tego Nissan dołożył większy zasięg i rozwiązanie, które w USA ma dziś ogromne znaczenie: fabryczne złącze NACS, czyli standard pozwalający korzystać z sieci Tesla Supercharger (tam, gdzie dostęp jest otwarty dla danej marki).
W amerykańskich realiach LEAF ma też grać ceną. Producent celuje w start poniżej 30 tys. dolarów, co ustawia go w gronie najtańszych nowych EV na rynku. W podobnym segmencie ma się kręcić także odświeżony Chevrolet Bolt EV (wspomniany jako „stary rywal” LEAF-a), który również przechodzi duże zmiany na kolejny rocznik.
W tym wszystkim najciekawsze jest jednak to, że LEAF ma dostać „bliźniaka” Mitsubishi. To część szerszej układanki, bo Mitsubishi chce wyraźniej zaistnieć w Ameryce Północnej, a współpraca z Nissanem ma w tym pomóc.
Zdjęcia szpiegowskie: to praktycznie LEAF, ale z innym logo
Auto Mitsubishi zostało przyłapane podczas testów po raz pierwszy. Na zdjęciach widać mocne maskowanie, ale proporcje i linia nadwozia są na tyle czytelne, że trudno mówić o przypadku. Według opisu sprawy, to będzie LEAF z emblematami Mitsubishi, czyli klasyczny „badge engineering” w wydaniu znanym z innych sojuszy w branży.
Nie oznacza to jednak kopii 1:1. Źródło sugeruje, że Mitsubishi ma przygotować własne elementy stylistyczne. Chodzi o detale, które zwykle najszybciej budują „tożsamość” auta: inne światła, zderzaki, nadkola czy drobne przetłoczenia. Podobnie robią Toyota i Subaru w swoich wspólnych konstrukcjach. Technicznie auta są blisko spokrewnione, ale wizualnie mają wyglądać na osobne modele.
Na dziś nie znamy nazwy tego Mitsubishi. Wiadomo natomiast, że firma już wcześniej potwierdziła plan: nowy elektryk na bazie LEAF-a ma trafić do USA i Kanady latem 2026 roku.
Co wiemy o napędzie i baterii: liczby z LEAF-a mogą przejść wprost do Mitsubishi
Mitsubishi nie podało jeszcze parametrów swojego EV. Najrozsądniejszy trop to po prostu dane nowego LEAF-a, bo to on jest punktem wyjścia dla projektu. W źródłowych informacjach pojawiają się konkretne wartości dla Nissana, które mogą zostać przeniesione do wersji Mitsubishi w całości albo z drobnymi zmianami.
Poniżej najważniejsze liczby dla 2026 Nissan LEAF (czyli prawdopodobnej bazy technicznej):
| Parametr | 2026 Nissan LEAF (dane z treści źródłowej) |
|---|---|
| Pojemność baterii | 75 kWh |
| Moc silnika | 174 hp (silnik z przodu) |
| Napęd | FWD (na przód) |
| Zasięg (EPA) | do 303 mil |
| Port ładowania | NACS (Tesla Supercharger) |
| Wariant z mniejszą baterią | planowany 52 kWh, skasowany |
Jeśli Mitsubishi weźmie ten układ bez większych zmian, dostaniemy auto z zasięgiem w okolicach 488 km (303 mile) według EPA. To ważne zastrzeżenie, bo EPA zwykle wypada bardziej „realnie” niż WLTP, a klienci w USA często kierują się właśnie tym wskaźnikiem.
Ciekawostką jest wątek tańszej wersji LEAF-a. Nissan miał podobno plan na wariant z mniejszą baterią 52 kWh jako model wejściowy, ale zrezygnował z niego na rok modelowy 2026. Powód podany w źródle: „popyt klientów i potrzeby segmentu”. W praktyce można to czytać tak: klienci nie chcą już EV z krótkim zasięgiem, nawet jeśli są tańsze, a producent woli skupić się na konfiguracji, która łatwiej się sprzedaje.
To może mieć konsekwencje dla Mitsubishi. Jeśli Nissan nie widzi sensu w tańszej wersji, Mitsubishi też może nie dostać „budżetowego” wariantu, przynajmniej na starcie.
Po co Mitsubishi taki model i co to może zmienić na rynku?
Dla Mitsubishi to ruch, który ma kilka zalet. Po pierwsze, skraca czas wejścia na rynek. Zamiast projektować platformę EV od zera, marka bierze gotową bazę i może skupić się na dopasowaniu auta do własnej oferty, sieci dealerskiej i oczekiwań klientów.
Po drugie, to sposób na wypełnienie luki w gamie. Mitsubishi w Ameryce Północnej potrzebuje elektryka, który da się sprzedawać „tu i teraz”, a nie w odległej perspektywie. Skoro w komunikacji pada wprost „start latem 2026”, to wygląda na to, że firma chce szybko mieć produkt na placach.
Po trzecie, liczy się infrastruktura ładowania. Jeśli „bliźniak” rzeczywiście odziedziczy NACS, Mitsubishi od razu wchodzi w ekosystem, który dla wielu kierowców jest argumentem zakupowym. W USA sieć Superchargerów to nadal jeden z najsilniejszych magnesów, nawet jeśli konkurencja rośnie.
Jak może wyglądać dalszy ciąg: czego spodziewać się przed latem 2026
Skoro prototypy już jeżdżą, to w najbliższych miesiącach prawdopodobny scenariusz jest dość przewidywalny. Najpierw zobaczymy kolejne zdjęcia testowe, potem stopniowe „odsłanianie” detali stylistycznych. Mitsubishi będzie musiało też odpowiedzieć na pytania o konfiguracje: czy będzie jedna bateria, czy kilka wersji wyposażenia, i czy pojawi się opcja mocniejsza niż 174 hp.
Najwięcej zależy od strategii cenowej. LEAF ma startować poniżej 30 tys. dolarów. Mitsubishi, jeśli chce realnie powalczyć o klientów, nie może odjechać ceną zbyt wysoko. Z drugiej strony, jeśli doda bogatsze wyposażenie w standardzie, może spróbować ustawić się jako „bardziej kompletna” propozycja, nawet kosztem kilku tysięcy dolarów różnicy.
Warto też obserwować, czy Mitsubishi zdecyduje się na wyraźniejsze odróżnienie auta od Nissana. Wspomniane zmiany w lampach i zderzakach to jedno, ale rynek lubi proste historie. Jeśli klienci uznają, że to „ten sam samochód, tylko droższy”, sprzedaż może być trudna. Jeśli natomiast Mitsubishi dorzuci coś, co ma sens w codziennym użytkowaniu (np. inne zestrojenie zawieszenia, lepsze wyciszenie, inną politykę gwarancyjną), wtedy taki „bliźniak” ma szansę obronić się sam.
Pytanie do Was: kupilibyście „LEAF-a w przebraniu” Mitsubishi?
Ten ruch Mitsubishi może się okazać rozsądny, ale też ryzykowny wizerunkowo. Jedni powiedzą: wreszcie elektryk, który ma sens i znaną bazę. Inni: kolejny klon bez własnego charakteru.
Jestem ciekaw Waszej opinii. Czy w ogóle przeszkadza Wam, że auto jest technicznie LEAF-em, jeśli cena i parametry będą dobre? A może liczy się dla Was bardziej marka, serwis i gwarancja niż to, kto zaprojektował platformę?
Napiszcie w komentarzach, jak oceniacie taki „bliźniaczy” model i czy Mitsubishi powinno iść w tę stronę także w Europie.












Dołącz do dyskusji