CATL szykuje w Ningde w prowincji Fujian nową linię produkcyjną baterii sodowo-jonowych o mocy 40 GWh. Z dokumentów środowiskowych opublikowanych 7 maja wynika, że spółka zależna Fuding Times wyda na projekt 5 mld juanów, czyli około 735 mln dolarów.
Budowa ma potrwać 24 miesiące. To wygląda jak przygotowanie pod większą komercjalizację technologii, a nie kolejny pokaz slajdów dla inwestorów. W planie są zakłady produkcji ogniw, elektrod i modułów oraz osobny park maszynowy pod baterie sodowe.
Fuding Times to jedna z ważniejszych baz produkcyjnych CATL-a. Dziś zakład ma już pięć etapów o łącznej mocy 109 GWh, głównie dla klasycznych baterii litowo-jonowych. Po dołożeniu szóstego etapu całość urośnie do 149 GWh.
Ruch nie bierze się znikąd. Pod koniec kwietnia CATL podpisał z HyperStrong trzyletnią umowę na dostawy 60 GWh sodowych baterii do magazynów energii. To jak dotąd największe zamówienie na świecie dla tej chemii, więc fabryka zaczyna mieć bardzo praktyczny sens.
CATL do końca 2025 roku wpompował w rozwój baterii sodowo-jonowych prawie 10 mld juanów. W 2026 roku firma przyspieszyła z wdrożeniami i pokazała kilka produktów sodowych dla aut osobowych, pojazdów użytkowych i sektora storage.
W motoryzacji CATL promuje markę Naxtra. Producent deklaruje gęstość energii na poziomie 175 Wh/kg, zasięg ponad 200 km w hybrydach oraz ponad 500 km w samochodach bateryjnych. Brzmi dobrze na papierze, ale najciekawsze będzie to, czy te ogniwa faktycznie dowiozą koszt i skalę, bo właśnie z tym ta technologia miała do tej pory największy problem.
CATL twierdzi też, że w kwietniu rozwiązał główne wąskie gardła produkcyjne i ma już gotową ścieżkę obniżania kosztów. Masowa produkcja ma ruszyć do końca 2026 roku.
Jeśli to się uda, baterie sodowe przestaną być ciekawostką do magazynów energii i zaczną realnie wchodzić do większej gry. Pytanie brzmi, czy szybciej zobaczymy je w storage, czy jednak w tańszych autach elektrycznych.












Dołącz do dyskusji