Exlantix ET to kolejny chiński samochód elektryczny, którym miałem możliwość jeździć (dzięki EV Klub Polska). Jest to auto, które bardzo wyróżnia się na drodze. Wygląda jak rasowy SUV połączony z limuzyną i trudno znaleźć podobny samochód, który równie mocno przyciąga uwagę. Kiedy mijam coś takiego na drodze, czasem zastanawiam się, czy to nie jest właśnie Exlantix ET. Może trochę podobny jest większy Jaecoo (ale tylko frontem). Samochód należy do grupy Chery i jest propozycją skierowaną do osób szukających dużego, komfortowego oraz dobrze wyposażonego elektryka.
Spis treści Pokaż Ukryj
Już po wejściu do środka widać, że producent chciał stworzyć samochód dla wymagających odbiorców. Jasna tapicerka, eleganckie wykończenie i wygodne fotele mocno kojarzą mi się z samochodem dla prezesa. Wsiadam, ustawiam fotel, mogę się wygodnie rozłożyć i ruszyć w trasę. Tyle że po tygodniu testów okazało się, że Exlantix ET jest samochodem pełnym sprzeczności. Z jednej strony oferuje bardzo dużo komfortu i technologii, z drugiej ma kilka braków, których trudno się spodziewać po samochodzie kosztującym około 350 tys. zł.
Exlantix ET. Specyfikacja
- Wymiary: 4980 x 1975 x 1698 mm
- Masa własna: 2450 kg
- Pojemność baterii: 100 kWh
- Napęd: AWD, na cztery koła
- Moc: 353 kW
- Architektura elektryczna: 800 V
- Maksymalna moc ładowania DC: około 290 kW
- Cena: około 350 000 zł
Duży SUV, który naprawdę wyróżnia się na drodze
Exlantix ET ma prawie pięć metrów długości, niespełna dwa metry szerokości i waży 2450 kg. To naprawdę duży samochód, który na drodze wygląda bardzo solidnie. Stylistycznie przypomina połączenie SUV-a z luksusową limuzyną. Nie jest to kolejny elektryk, który próbuje wyglądać jak Tesla. Ma własny charakter i zdecydowanie wyróżnia się na tle innych samochodów.
Z przodu mamy bardzo ładnie zabudowaną maskę, pod którą właściwie nie widać żadnych elementów technicznych. Producent zadbał o eleganckie wykończenie, a całość sprawia wrażenie dopracowanej konstrukcji. Pod maską znalazł się również frunk, który pozwala schować kable, płyn do spryskiwaczy i inne niezbędne akcesoria. Nie jest to może miejsce na największe walizki, ale spokojnie wystarczy na rzeczy, które warto mieć zawsze pod ręką.
Bardzo dobrze rozwiązano także dostęp do płynu do spryskiwaczy. Nie trzeba szukać go gdzieś pod skomplikowaną plastikową osłoną, jak w niektórych testowanych przeze mnie samochodach. Tutaj wszystko jest łatwo dostępne.
Bagażnik, który pomieści rodzinę na dłuższy wyjazd
Z tyłu samochodu mamy naprawdę duży bagażnik. Spokojnie można spakować całą rodzinę na dłuższą wycieczkę i nie powinno być problemu z zabraniem wszystkich potrzebnych rzeczy. Pod główną przestrzenią bagażową znajduje się jeszcze niewielka wnęka, do której można wrzucić dodatkowy kabel, awaryjne ściereczki czy inne drobiazgi. Nie jest to jednak drugi pełnoprawny bagażnik, jaki spotykamy w niektórych elektrykach.
Ciekawie rozwiązano otwieranie klapy. Nie mamy tutaj klasycznego przycisku, którego trzeba szukać gdzieś pod klapą. Wystarczy nacisnąć literkę „I” w napisie Exlantix umieszczonym na tylnej części samochodu. Przyznam, że sam nie odkryłem tego od razu i musiałem posiłkować się instrukcją obsługi.
Jeśli chcemy przewieźć coś większego, możemy skorzystać z elektrycznie składanych i rozkładanych foteli w drugim rzędzie. Przyciski do ich obsługi znajdują się w bagażniku, więc nie trzeba przechodzić do kabiny, żeby przygotować samochód do przewiezienia większego ładunku.
Wnętrze jak w samochodzie dla prezesa
W środku Exlantix ET robi bardzo dobre pierwsze wrażenie. Jasna tapicerka, eleganckie materiały i wygodne fotele tworzą atmosferę luksusowego samochodu. W mojej wersji testowej wnętrze było jasne, co jeszcze bardziej podkreślało jego elegancki charakter.
Nie mamy tutaj jednak rozbudowanej konsoli z dziesiątkami fizycznych przycisków. Większość funkcji obsługujemy przez centralny ekran. Przed kierowcą znajduje się wyświetlacz z najważniejszymi informacjami o jeździe, natomiast duży ekran centralny jest właściwie centrum sterowania całym samochodem. Klimatyzacja, ustawienia pojazdu, multimedia i pozostałe funkcje są dostępne właśnie tam.
Na kierownicy znajdziemy dwa dotykowe przyciski i dwie rolki. Nie jest to rozwiązanie, które od razu przypadło mi do gustu, ale po chwili można się do niego przyzwyczaić.
Jednym z ciekawszych rozwiązań są trzy wystające elementy umieszczone pod ekranem. To pojemniki na zapachy, które możemy samodzielnie napełnić. Po wybraniu odpowiedniego trybu samochód zaczyna emitować wybrany zapach. Dzięki temu nie trzeba inwestować w dodatkowe odświeżacze powietrza. Jest to nietypowy gadżet, który dobrze pasuje do charakteru tego samochodu.
Technologia, której nie spotkałem wcześniej
Exlantix ET ma kilka rozwiązań, które naprawdę mnie zaskoczyły. Jednym z nich jest możliwość wyświetlania informacji o krzywej ładowania bezpośrednio w samochodzie podczas ładowania. Jest to pierwszy samochód, w którym spotkałem się z takim rozwiązaniem. Możemy obserwować, jak zmienia się moc ładowania, bez konieczności korzystania z zewnętrznych aplikacji czy dodatkowych urządzeń.
System infotainment oferuje również bezprzewodowe Apple CarPlay i Android Auto. Większość funkcji działa poprawnie, choć sam interfejs wymaga jeszcze dopracowania. Niektóre elementy są kiepsko przetłumaczone, a znalezienie części ustawień zajmuje trochę czasu. Nie wszystko jest tak intuicyjne, jak mogłoby być w samochodzie tej klasy.
Na pokładzie mamy również rozbudowane oświetlenie ambientowe, które można personalizować. Fajnie wygląda też głośnik umieszczony za centralnym ekranem, na podszybiu. Znajduje się na nim symbol śnieżynki, którego znaczenia nie udało mi się ustalić, ale sam element wygląda ciekawie. Co ważne, podświetlenie tego głośnika bardzo spodobało się moim dzieciom.
Pneumatyczne zawieszenie i komfort, którego można oczekiwać
Jeżeli chodzi o komfort jazdy, Exlantix ET nie rozczarowuje. Samochód ma pneumatyczne zawieszenie, które możemy w pewnym stopniu regulować, zmieniając tryb jazdy lub korzystając z własnych ustawień. Dzięki temu możemy dopasować charakter samochodu do aktualnych warunków.
Jazda jest bardzo komfortowa. Nie może być zresztą inaczej w samochodzie tej wielkości i klasy. Fotele kierowcy i pasażera są elektrycznie regulowane, mają masaż oraz wysuwane podnóżki. Można się naprawdę wygodnie rozsiąść i przygotować do dłuższej podróży.
Co ciekawe, również tylne fotele są elektrycznie regulowane. Pasażerowie mają własny ekran do sterowania klimatyzacją, podgrzewaniem i wentylacją foteli, a także muzyką czy radiem. Można więc trochę poirytować kierowcę, zmieniając mu muzykę podczas jazdy. Podgrzewanie i wentylacja są dostępne dla dwóch skrajnych miejsc.
Tutaj jednak pojawia się pewien problem. Mimo że Exlantix ET wygląda jak samochód luksusowy dla bardzo wymagających odbiorców, tylna część kabiny nie oferuje aż tak wielu elementów premium, jak można by oczekiwać. Mamy zwykły cupholder w podłokietniku i właściwie niewiele więcej. Producent mógłby tutaj poszaleć, dodając chociażby niewielką lodówkę czy bardziej rozbudowane wyposażenie dla pasażera podróżującego z tyłu, szczególnie jeśli mówimy o samochodzie za około 350 tys. zł.
Masaż foteli mógłby być lepszy
Masaż w fotelach jest obecny, ale muszę przyznać, że zdecydowanie bardziej podobało mi się rozwiązanie zastosowane w Kii EV9. Tam masaż obejmował nie tylko plecy, ale również pośladki. Podczas dłuższej podróży było to zdecydowanie wygodniejsze i pozwalało trochę rozluźnić ciało po dwóch czy trzech godzinach jazdy.
W Exlantix ET mamy osiem predefiniowanych trybów masażu, ale nie udało mi się znaleźć takiego, który obejmowałby wszystkie części pleców w sposób, jakiego oczekiwałem. Brakowało mi masażu docierającego do całej powierzchni pleców. Przy samochodzie tej klasy i ceny liczyłbym na coś bardziej rozbudowanego.
Schowki, ładowanie telefonów i praktyczne rozwiązania
Pod podłokietnikiem znajduje się dość głęboki schowek, a przed nim dwa miejsca na telefony. Jedno z nich wyposażono w ładowarkę indukcyjną z chłodzeniem. Jest to bardzo dobry pomysł, szczególnie w samochodzie, w którym telefon może być intensywnie wykorzystywany do nawigacji.
Pod konsolą środkową mamy jeszcze dodatkową przestrzeń na torebkę lub inne rzeczy. Samochód oferuje również dwa cupholdery, które pozwalają wygodnie przewozić napoje.
Ciekawie rozwiązano także mocowania ISOFIX na tylnej kanapie. Są ukryte pod materiałowym elementem mocowanym na rzep. Jeśli nie korzystamy z fotelików dziecięcych, nie widzimy żadnych wystających elementów ani otworów. Wystarczy odczepić rzep, żeby uzyskać dostęp do mocowania.
Pod fotelami pasażerów znajduje się gniazdko 220 V o maksymalnej mocy 2400 W. Oprócz tego samochód obsługuje Vehicle-to-Load, więc może służyć jako źródło energii dla zewnętrznych urządzeń. Jest to kolejna funkcja, która przydaje się podczas wyjazdów czy korzystania z samochodu poza miastem.
800 V i szybkie ładowanie. Tutaj Exlantix naprawdę robi wrażenie
Exlantix ET korzysta z architektury 800 V i baterii o pojemności 100 kWh. Maksymalna moc ładowania wynosi około 290 kW, choć podczas mojego testu udało mi się osiągnąć nieco więcej, około 292-293 kW.
Taki wynik jest bardzo dobry, szczególnie w samochodzie tej wielkości. Przy takiej baterii szybkie ładowanie ma ogromne znaczenie podczas dłuższych podróży. Możemy uzupełnić energię w czasie przerwy, którą i tak warto zrobić po kilku godzinach jazdy.
Bardzo spodobała mi się też wspomniana wcześniej możliwość obserwowania krzywej ładowania w samochodzie. Chciałbym, żeby więcej producentów wprowadzało podobne funkcje.
Zużycie energii. Jak na takiego kolosa nie jest źle
Exlantix ET jest ogromnym samochodem, więc trudno oczekiwać, że będzie zużywał tyle energii, co mały elektryk miejski. Mimo to wyniki okazały się całkiem przyzwoite.
Podczas jazdy po drogach szybkiego ruchu zużycie wynosiło u mnie około 23 kWh/100 km. Jak na samochód o takich gabarytach, masie i z napędem na cztery koła jest to naprawdę niezły rezultat.
Podczas jazdy po mieście i w okolicach zużycie wynosiło około 18-21 kWh/100 km. Nie jest to może wynik, który zachęca do bicia rekordów ekonomicznej jazdy, ale przy tych gabarytach nie ma też tragedii.
Przy baterii o pojemności 100 kWh możemy liczyć na około 300-400 km w trasie, zależnie od warunków. Zimą trzeba raczej nastawiać się na niższą wartość. W mieście i podczas jazdy wokół komina spokojnie można osiągnąć około 500 km zasięgu.
Samochód pełen sprzeczności. Nie wszystko dopracowano
Exlantix ET to samochód, który bardzo mocno pokazuje, jak chińscy producenci potrafią zaskoczyć wyposażeniem, ale jednocześnie pozostawić kilka elementów wymagających poprawy.
Z jednej strony mamy pneumatyczne zawieszenie, elektrycznie regulowane fotele, masaże, wysuwane podnóżki, gniazdko 220 V, V2L, szybkie ładowanie i rozbudowane oświetlenie ambientowe. Z drugiej strony brakuje kilku rozwiązań, których spodziewałbym się w samochodzie za około 350 tys. zł.
Przykładowo fotochromatyczne jest wyłącznie lusterko wewnętrzne. Boczne lusterka nie mają tej funkcji. Niby drobiazg, ale w samochodzie aspirującym do segmentu premium trochę zaskakuje. Nie rozumiem również, dlaczego producent nie zdecydował się na automatyczny dociąg drzwi. Mamy pneumatyczne zawieszenie i mnóstwo komfortowych dodatków, ale drzwi trzeba zamykać samodzielnie, bez tego charakterystycznego domknięcia znanego z wielu luksusowych samochodów.
Szkoda też, że nie ma możliwości zasłaniania panoramicznego dachu. Przy dużej powierzchni szkła taka funkcja byłaby naprawdę przydatna, szczególnie podczas jazdy w mocnym słońcu.
Infotainment potrafi zaskoczyć, niestety nie zawsze pozytywnie
System multimedialny wymaga jeszcze dopracowania. Podczas tygodnia testów zdarzyło mi się, że ustawienia samochodu, które wcześniej skonfigurowałem, po prostu się zmieniły. Przykładowo miałem włączony HUD, a po pewnym czasie okazało się, że wyświetlacz został wyłączony. Podobnie było z ustawieniami fotela. Wsiadałem do samochodu, a fotel był już ustawiony inaczej niż wcześniej.
Właśnie takie drobiazgi potrafią irytować podczas codziennego użytkowania. Nie oczekuję, że każdy chiński producent od razu będzie miał idealnie przetłumaczony system. Rozumiem, że marki dopiero wchodzące na polski rynek potrzebują czasu, żeby dopracować lokalizację. Ale stabilność ustawień i poprawne działanie podstawowych funkcji powinny być dopracowane od samego początku.
Przyznam również, że nawigacja potrafiła czasami nie nadążać za samochodem. Jechałem normalnie drogą, a mapa jakby próbowała mnie dogonić, przeskakując po kolejnych pozycjach. Nie jest to może problem, który uniemożliwia korzystanie z samochodu, ale w aucie tej klasy oczekiwałbym zdecydowanie lepszego działania.
Exlantix ET. Czy to samochód premium?
Po tygodniu testów mam mieszane odczucia. Z jednej strony Exlantix ET to bardzo komfortowy, duży i dobrze wyposażony samochód elektryczny. Ma szybkie ładowanie, spory zasięg, pneumatyczne zawieszenie, wygodne fotele i mnóstwo ciekawych rozwiązań. Podczas jazdy sprawia wrażenie auta, które zostało stworzone do pokonywania długich tras i przewożenia całej rodziny w komfortowych warunkach.
Z drugiej strony nie wszystko jest tutaj dopracowane. System infotainment potrafi się zachowywać dziwnie, ustawienia samochodu czasami się zmieniają, brakuje automatycznego dociągu drzwi, fotochromatycznych lusterek bocznych czy możliwości zasłonięcia panoramicznego dachu. Również tylna część kabiny mogłaby oferować więcej luksusowych dodatków.
Exlantix ET to samochód, który ma potencjał, ale jeszcze nie we wszystkich elementach jest tak dopracowany, jak sugeruje jego cena. Jeśli ktoś szuka dużego, wygodnego elektrycznego SUV-a z szybkim ładowaniem i bogatym wyposażeniem, zdecydowanie warto się nim zainteresować. Jeżeli jednak oczekujemy pełnego dopracowania typowego dla najbardziej doświadczonych producentów samochodów premium, niektóre rozwiązania mogą nas rozczarować.
Exlantix ET jest kolejnym przykładem chińskiego samochodu, który pokazuje, jak szybko rozwija się tamtejsza motoryzacja. I jednocześnie przypomina, że samo bogate wyposażenie nie zawsze oznacza jeszcze produkt kompletny.




Komentarze
Czy to samochód premium?