Volkswagen rozmawia z Gotion o wejściu Chińczyków do fabryki ogniw PowerCo w Sagunto pod Walencją. Informacje podała hiszpańska La Tribuna de Automoción, a sam PowerCo w rozmowie z „Automobilwoche” przyznał, że analizuje różne opcje współpracy, choć zaprzecza planom oddania kontroli nad zakładem.
Jeśli temat się potwierdzi, zrobi się ciekawie. Bo mówimy o fabryce, która jeszcze nie ruszyła, a już może zmienić właścicielską układankę.
Gotion miałby przejąć stery, ale niekoniecznie większość
Scenariusz opisywany w Hiszpanii zakłada joint venture. W jednej wersji to Gotion miałby przejąć kontrolę nad zakładem w Sagunto, a PowerCo zostałby mniejszościowym udziałowcem. To byłby ruch dość odważny, bo fabryka ma dostarczać zunifikowane ogniwa Volkswagena do hiszpańskich i portugalskich zakładów koncernu.
PowerCo tonuje jednak nastroje. Firma mówi wprost, że „nie planuje oddania kontroli nad Gigafactory Valencia” i że pozostaje w pełni zaangażowana w projekt. To nie zamyka drzwi przed Gotionem, ale sugeruje raczej układ, w którym Volkswagen zachowa większość.
To nie jest przypadkowy partner
Gotion nie pojawił się tu znikąd. Volkswagen ma około 25 procent udziałów w chińskiej spółce, a sam Gotion należy do światowej czołówki producentów ogniw – mówi się o top 5 globalnie. Firmy już wcześniej współpracowały przy rozwoju zunifikowanego ogniwa VW i przy budowie zakładu PowerCo w Salzgitter. Tam miały pracować setki chińskich specjalistów.
Do tego Gotion już dziś dostarcza ogniwa z Hefei w Chinach do modeli produkowanych w Hiszpanii, takich jak ID. Polo i Cupra Raval. Seryjna produkcja zunifikowanego ogniwa w Hefei ruszyła w listopadzie 2025 roku.
Mówiąc prościej: to nie jest egzotyczny inwestor z łapanki. To partner, którego Volkswagen zna bardzo dobrze i z którym już robi biznes.
Sagunto ma opóźnienia i to pewnie nie pomaga
Fabryka w Sagunto łapie poślizg. Rozruch przedseryjny przesunięto na grudzień 2026 roku, a seryjna produkcja ma ruszyć nie wcześniej niż latem 2027 roku. To już samo w sobie pokazuje, że projekt nie idzie tak gładko, jak lubią opowiadać koncerny na wizualizacjach.
Do tego dochodzi rekrutacja. Na potrzeby produkcji przedseryjnej potrzeba 500 osób, a zatrudniono na razie tylko 50. To jest poziom, przy którym trudno udawać, że wszystko idzie zgodnie z planem.
I właśnie tu wejście Gotionu zaczyna mieć sens. Chińczycy mają technologię, skalę i gotowe doświadczenie produkcyjne. Dla VW mogłoby to być skrócenie drogi do uruchomienia zakładu, nawet jeśli oznaczałoby wpuszczenie partnera głębiej do europejskiego łańcucha dostaw.
Chodzi nie tylko o Volkswagena
Jeśli Gotion wejdzie do projektu, fabryka pod Walencją może zacząć grać szerzej niż tylko pod potrzeby grupy VW. Na stole pojawia się możliwość dostaw dla innych producentów działających w Hiszpanii. Wśród potencjalnych odbiorców przewija się zakład Forda w Almussafes.
Pojawia się też wątek Geely, które planuje wejście kapitałowe do tej fabryki. Gdyby to się spięło, mielibyśmy ciekawą mieszankę: europejska fabryka, niemiecki koncern, chiński producent ogniw i być może kolejny chiński gracz w tle. Europejska autonomia bateryjna, tylko z bardzo chińskim akcentem.
Gotion rozwija Hiszpanię także obok tego projektu
Niezależnie od Sagunto, Gotion pcha do przodu własny projekt w Valladolid. Najpierw ma tam powstać zakład produkujący katody oraz instalacja do recyklingu baterii.
To pokazuje, że Hiszpania stała się dla chińskich firm bateryjnych czymś więcej niż tylko punktem na mapie. A dla Volkswagena to też sygnał, że bez chińskich partnerów europejskie ambicje bateryjne nadal potrafią się mocno ślizgać.
Jeśli Gotion faktycznie wejdzie do Sagunto, będzie to kolejny przykład, że Europa chce budować własny przemysł ogniw, ale nadal często robi to na chińskich kompetencjach. Pytanie brzmi: czy to jeszcze pragmatyzm, czy już zależność?












Dołącz do dyskusji