Przejdź do treści
News

Chiński rywal Rolls-Royce’a chce wejść do Europy tylnymi drzwiami. I znalazł sobie sprytny skrót

Hongqi E Hs9

Hongqi nie zamierza czekać latami na własną fabrykę w Europie. Marka ma rozmawiać ze Stellantisem o produkcji aut elektrycznych w Hiszpanii, co może mocno przyspieszyć jej wejście na unijny rynek i jednocześnie ograniczyć problem ceł na auta z Chin.

To ruch, który robi się w Europie coraz popularniejszy. Zamiast wozić gotowe samochody z Chin i płacić więcej, chińskie marki próbują montować albo produkować auta na miejscu.

Hongqi chce ruszyć z Europą szybciej

Plan jest prosty: wykorzystać istniejącą sieć Stellantisa i powiązania z Leapmotor. Rozmowy mają dotyczyć jednej z hiszpańskich fabryk koncernu, a najczęściej przewija się zakład w Saragossie.

To właśnie tam Stellantis ma produkować elektrycznego SUV-a opracowanego wspólnie z Leapmotor. Ta marka już korzysta z europejskich zakładów Stellantisa przy montażu modelu T03. Cel jest jasny: ominąć unijne taryfy na auta importowane z Chin i szybciej zwiększyć skalę sprzedaży.

Hongqi może pójść dokładnie tą samą drogą. Tym bardziej że ma już zawartą umowę z Leapmotor na dostawy platformy do aut przeznaczonych na rynek europejski.

MarkaPlan w EuropiePartnerMożliwa lokalizacja produkcjiHoryzont czasowy
Hongqilokalna produkcja aut sprzedawanych w EuropieStellantis, LeapmotorSaragossa, Hiszpaniastart jak najszybciej
Hongqi15 modeli elektrycznych i hybrydowychwłasna gama + możliwe platformy LeapmotorEuropado 2028 r.
Hongqiponad 1 mln aut rocznie globalnieFAWglobalniedo 2030 r.
Hongqiminimum 10% sprzedaży poza ChinamiFAWrynki eksportowedo 2030 r.

To nie jest kolejna anonimowa marka z Chin

Hongqi ma zupełnie inne tło niż BYD, Nio czy Leapmotor. Marka powstała w 1958 roku i przez dekady była kojarzona z państwowymi limuzynami dla chińskich władz. Sama nazwa oznacza „czerwoną flagę”.

I tu zaczyna się najciekawsza część całej historii. W Europie taki rodowód może działać dwojako. Z jednej strony daje rozpoznawalną historię i aurę marki premium. Z drugiej, dla części klientów polityczne skojarzenia mogą być po prostu problemem.

Nie ma co ukrywać: przy aucie klasy premium znaczek i historia marki mają duże znaczenie. Zwłaszcza jeśli Hongqi naprawdę chce być traktowane jak rywal marek z najwyższej półki, a nie tylko kolejny producent EV z Chin.

Stellantis daje coś, czego nie da się kupić od ręki

Największą wartością dla Hongqi nie jest sama hala produkcyjna. Chodzi o gotowy europejski ekosystem: fabrykę, logistykę, homologację, ludzi i możliwość startu bez budowania wszystkiego od zera.

Dla chińskiej marki to skrót, który może oszczędzić kilka lat. A w obecnej sytuacji rynkowej czas ma znaczenie większe niż kiedykolwiek. Europejskie cła zmieniły zasady gry i marki z Chin szukają dziś sposobu, by zostać tutaj na dłużej, a nie tylko dosyłać kolejne statki z autami.

Hongqi najwyraźniej uznało, że lepiej wejść do Europy bocznym wejściem niż stać pod drzwiami i czekać.

Czy ten plan ma sens?

Na papierze tak. Lokalna produkcja zmniejsza presję ceł i daje marce bardziej „europejskie” zaplecze. Problemem może być co innego: czy europejski klient premium kupi auto marki, która w Chinach była symbolem państwowej władzy.

Jeśli Hongqi pokaże dobre produkty i sensownie rozegra wizerunek, może namieszać. Jeśli nie, sama fabryka w Hiszpanii niczego nie załatwi.

A wy? Kupilibyście elektryczne auto marki Hongqi, jeśli byłoby składane w Europie?

Komentarze

Zobacz także