Plotka o tym, że chińscy regulatorzy wezwali osiem firm NEV w sprawie OTA ograniczających możliwości aut, obiegła chiński internet i social media. Problem w tym, że kolejne marki publicznie temu zaprzeczają, a żadnych oficjalnych dokumentów regulatora na razie nie ma.
O co chodzi z „battery locking”
W obiegu pojawiła się wersja, według której skargi użytkowników miały uruchomić działania urzędów wobec producentów aut elektrycznych i hybryd plug-in. Mowa była o praktykach określanych jako „battery locking” przez OTA, czyli zdalne ograniczanie mocy ładowania, mocy oddawanej przez układ napędowy, osiągów albo nawet użytecznej pojemności akumulatora.
Według tej samej narracji sprawa miała dotyczyć ośmiu producentów. Trzy firmy rzekomo trafiły pod formalne dochodzenie, a dwie miały wycofać sporne paczki OTA i obiecać przywrócenie osiągów aut.
Lista marek, które zaczęły krążyć w sieci, była długa: BYD, Tesla, XPeng, Li Auto, Nio, Aito, Zeekr i GAC Aion. Brzmi grubo. Tyle że na tym etapie nadal bardziej jak internetowa kula śniegowa niż potwierdzona akcja regulatora.
Kolejne firmy mówią wprost: to nieprawda
BYD wydał oficjalny komunikat i stwierdził, że doniesienia o wezwaniu lub dochodzeniu są „całkowicie fałszywe”.
Tesla odpowiedziała podobnie. Firma twierdzi, że nie została wezwana przez regulatorów w związku z żadnym „blokowaniem baterii”, a aktualizacje oprogramowania przechodzą rygorystyczne testy i procedury zgłoszeniowe.
XPeng też zaprzeczył. Dział prawny marki przekazał, że firma nie dostała żadnego takiego wezwania i nie została objęta formalnym postępowaniem.
Nio poszło tym samym tropem. Marka stwierdziła, że nie uczestniczyła w żadnych rozmowach z regulatorami dotyczących OTA i „battery lockingu”, a krążące treści to po prostu plotki.
GAC Aion opublikował wpis na Weibo z tym samym przekazem: nie było żadnego wezwania i nie ma żadnego śledztwa. Zeekr dorzucił jeszcze jeden ciekawy wątek – firma twierdzi, że część kont w social media wykorzystywała treści generowane przez AI do fabrykowania informacji o rzekomym wezwaniu przez urząd. Marka zabezpieczyła dowody i zapowiada kroki prawne.
Seres wspierający markę Aito również zabrał głos. Firma przekonuje, że wszystkie aktualizacje OTA przeszły oficjalne procedury zgłoszeniowe i uzyskały wymagane zgody. Aito też osobno zaprzeczyło plotkom.




Problem jest realny, ale tej konkretnej sprawy nikt nie potwierdził
Tu jest najciekawsza część. Sam temat nie jest wyssany z palca, bo przez ostatnie dwa lata przybywało skarg użytkowników na zbyt słabe informowanie o zmianach po aktualizacjach albo na pogorszenie doświadczenia po OTA. W autach software-defined to już nie jest detal, tylko centrum dowodzenia całym samochodem.
Dlatego sam pomysł, że urząd mógłby przyjrzeć się takim praktykom, wcale nie brzmi absurdalnie. Tyle że między „to możliwe” a „to się właśnie dzieje” jest spora różnica. Na teraz nie ma publicznie dostępnych dokumentów ani komunikatów regulatora, które potwierdzałyby akcję wobec tych marek.
Krótko mówiąc: temat „battery lockingu” jest poważny, ale ta konkretna historia wygląda dziś bardziej na mieszankę plotek, social mediów i treści generowanych przez AI niż na realne postępowanie urzędowe. Jeśli kiedyś pojawi się oficjalny papier, sprawa zrobi się znacznie ciekawsza. Pytanie do Was: czy producenci powinni mieć prawo zdalnie ograniczać parametry auta po zakupie, nawet jeśli tłumaczą to bezpieczeństwem lub trwałością baterii?












Dołącz do dyskusji