Ładowanie elektrycznych ciężarówek w bazach logistycznych coraz częściej rozbija się nie o ładowarki, tylko o moc przyłączeniową. W rozmowie z electrive niemiecki operator sieci Netze BW przyznaje wprost: bez rozbudowy sieci się nie obejdzie, ale inteligentne sterowanie ładowaniem może kupić branży trochę czasu.
Problem nie jest nowy, tylko teraz robi się naprawdę duży
Jeśli w nocy na plac wraca kilka albo kilkanaście e-ciężarówek, każda chce prądu. I to nie symbolicznie. Dla operatora sieci to nie jest już „jeszcze jedna ładowarka”, tylko duży, skupiony pobór mocy w jednym miejscu.
Netze BW testuje właśnie taki scenariusz w projekcie FlexCharge BW. W pilotażu biorą udział cztery lokalizacje dwóch firm logistycznych z południowo-zachodnich Niemiec. Test nie dzieje się w laboratorium, tylko w normalnej pracy przewoźników, więc wreszcie będzie widać, ile z teorii daje radę w praktyce.
Chodzi o prostą rzecz: ładować wtedy, gdy sieć ma oddech
Pomysł brzmi sensownie. Nie każda ciężarówka musi dostać pełną moc od razu po powrocie do bazy. Jeśli auto wyjeżdża dopiero rano, można je naładować później albo mniejszą mocą – wtedy, gdy lokalna sieć jest mniej obciążona albo gdy w systemie jest więcej energii z OZE.
Brzmi dobrze na papierze, ale diabeł siedzi w logistyce. Przewoźnik musi mieć pewność, że auto rano wyjedzie zgodnie z planem. Operator sieci chce z kolei ograniczyć szczyty poboru. Te dwa światy nie zawsze mówią tym samym językiem.
Pierwsze wnioski są ostrożnie optymistyczne
Netze BW widzi już, że między przyjazdem pojazdu, ładowaniem i kolejnym wyjazdem pojawiają się okna czasowe. To daje pole do przesuwania ładowania na noc albo do zwiększania mocy wtedy, gdy sieć jest luźniejsza. Na razie bez wielkich deklaracji, bo właściwy test działania w terenie ma ruszyć we wrześniu.
Ciekawa jest też inna obserwacja: część firm logistycznych może potrzebować mniejszej mocy przyłączeniowej, niż zakładała na początku. To ważne, bo przy projektach depot charging często wszyscy startują od wersji „dajcie nam jak najwięcej mocy”, a potem okazuje się, że przy sensownym charging management da się zejść niżej.
Jedna baza to co innego niż kilka baz
Przy pojedynczym depocie sprawa jest prostsza. Mniej punktów ładowania, mniej tras, mniej zmiennych. Firma działająca na kilku lokalizacjach ma za to większe pole manewru, bo może rozkładać ładowanie między różne miejsca.
Jest jednak haczyk: rośnie poziom komplikacji. Trzeba spiąć pojazdy, rozkłady, ładowarki i lokalne warunki sieciowe. Do tego dochodzi poziom cyfryzacji przewoźnika. Jeśli firma nadal działa głównie na telefonach i Excelu, to „sieciowo przyjazne” ładowanie może się szybko skończyć chaosem.
Potrzebne będą dane i automatyka, nie tylko nowe transformatory
Operator sieci mówi wprost, czego potrzebuje od firm logistycznych: prognozy zapotrzebowania na moc. Kiedy i ile energii będzie potrzebne w danej bazie. W zamian przewoźnik mógłby dostać harmonogram dostępnej mocy na punkcie przyłączenia, dopasowany do sytuacji w sieci.
To ma sens tylko wtedy, gdy wymiana danych będzie cyfrowa i w dużej mierze automatyczna. Ręczne uzgadnianie tego mailami nie ma żadnego sensu, szczególnie gdy mówimy o większej skali.
To nie zastąpi rozbudowy sieci
I tu dochodzimy do najważniejszej rzeczy. Inteligentne ładowanie nie jest magiczną sztuczką, która rozwiąże problem braku mocy. Netze BW mówi to uczciwie: rozbudowa sieci nadal jest konieczna. Sterowanie ładowaniem może za to lepiej wykorzystać to, co już istnieje, i pozwolić części firm wejść w elektromobilność szybciej.
To chyba najrozsądniejszy wniosek z całej rozmowy. Nie ma co udawać, że software załatwi wszystko. Ale nie ma też sensu czekać z elektryfikacją flot do dnia, w którym wszędzie pojawi się idealna infrastruktura i nieograniczona moc przyłączeniowa. Między „nie da się dziś” a „sieć już rozbudowana” jest jeszcze sporo miejsca na sensowne zarządzanie energią.
Dla branży TSL to może być ważniejsza wiadomość niż kolejne zapowiedzi ciężarówek z MCS. Bo nawet najlepszy e-truck niewiele zdziała, jeśli wieczorem wróci do bazy, a tam sieć powie: tyle prądu to ja wam dzisiaj nie dam.
Czy firmy transportowe powinny już dziś planować bazy pod elastyczne ładowanie, nawet jeśli na razie mają tylko kilka elektrycznych ciężarówek?












Dołącz do dyskusji