Na początku lipca 2026 roku w Polsce działało 116 hubów HPC, czyli lokalizacji z co najmniej czterema punktami DC o mocy minimum 150 kW. Z danych F5A wynika, że to już 808 punktów ładowania i 181,28 MW mocy zainstalowanej, a rynek urósł od 1 stycznia o 22 procent.
Spis treści Pokaż Ukryj
To ważne rozróżnienie, bo trzy szybkie ładowarki obok siebie nie robią jeszcze huba. W praktyce chodzi o przepustowość: jeśli jedziemy w trasie, chcemy podjechać, wpiąć auto i ładować, a nie liczyć, że akurat ktoś odjedzie albo że stacja nie dzieli mocy na dwa stanowiska.
Hubów przybywa, ale jeszcze ważniejsza jest ich skala
Od początku roku liczba hubów wzrosła o 22 procent, liczba stacji o 31 procent, liczba punktów o 27 procent, a moc o 26 procent. To pokazuje jedną rzecz: operatorzy nie dokładają już pojedynczych słupków, tylko budują większe obiekty, które mają realnie obsłużyć ruch.
Średnio na jeden polski hub przypada dziś prawie 7 punktów ładowania i około 1,56 MW mocy. Na jeden punkt wychodzi ponad 224 kW. Brzmi dobrze na papierze i w dużej części rynku faktycznie zaczyna działać też w praktyce.
Wielkopolska prowadzi, Śląsk wypada blado
Najwięcej hubów ma Wielkopolska – 19. Dalej są Mazowsze z 15 lokalizacjami, Pomorze Zachodnie z 12 i Pomorskie z 10. Dolny Śląsk ma 8, a łódzkie, lubuskie i kujawsko-pomorskie po 7. Małopolska i Opolskie po 4 huby, Podkarpackie 3, a Lubelskie 2.
Najbardziej zaskakuje Śląsk, gdzie w takim ujęciu wychodzi tylko 1 hub. Nie znaczy to, że szybkich ładowarek tam nie ma. Po prostu sporo lokalizacji nie spełnia ostrego kryterium: minimum cztery punkty DC po co najmniej 150 kW każdy.
Huby rosną głównie przy A1, A2, A4, A6 oraz drogach S5 i S7. Ale nie tylko. W miastach też zaczyna się robić gęściej, bo takie lokalizacje obsługują nie tylko tranzyt, lecz także taksówki, floty i kierowców bez własnego wallboxa.
GreenWay ma najwięcej hubów, Tesla najwięcej stanowisk na lokalizację
Liderem pod względem liczby hubów jest GreenWay: 38 lokalizacji, 275 punktów i 53,4 MW mocy. To sieć najbardziej rozproszona, obecna zarówno przy trasach, jak i w miastach. Największe obiekty GreenWaya w Młodoszowicach i Kątach Wrocławskich mają po 14 punktów i 2,8 MW.
Tesla ma mniej hubów – 14 – ale za to aż 181 punktów i 45,25 MW mocy. Średnio daje to niemal 13 stanowisk na lokalizację, więc amerykańska marka gra trochę inaczej niż reszta. Największy hub w zestawieniu stoi w Odolionie koło Ciechocinka: 24 punkty, 250 kW na punkt i 6 MW łącznej mocy.
Ionity ma 17 hubów, 82 punkty i 28,7 MW. Tu model jest prostszy: mniej stanowisk, za to przewidywalny standard i lokalizacje przy głównych korytarzach transportowych. Jeśli ktoś jeździ po Europie, to dobrze zna ten układ.
Za czołówką szybko rosną ORLEN Charge, Polenergia i MOYA. ORLEN ma już 11 hubów, 92 punkty i 20,8 MW, zwykle w układzie po osiem stanowisk do 400 kW. Polenergia ma 12 hubów i 54 punkty, a MOYA 7 hubów z 34 punktami.
400 kW staje się nowym standardem
Najwięcej polskich hubów, dokładnie 53, oferuje ładowarki o mocy maksymalnej 400 kW. Kolejne 23 lokalizacje mają urządzenia do 350 kW, a 14 hubów Tesli pracuje z mocą do 250 kW.
W sumie 76 z 116 hubów, czyli 65,5 procent, oferuje punkty o mocy 350 lub 400 kW. To nie oznacza, że każde auto zobaczy takie liczby na ekranie. Ograniczeniem bywa samochód, temperatura baterii, SOC i sposób dzielenia mocy. Mimo to kierunek jest jasny: operatorzy szykują sieć pod auta 800 V i większy ruch.
Cztery punkty wciąż dominują, ale duże obiekty już wchodzą do gry
Huby z maksymalnie czterema punktami to nadal 33,6 procent rynku. Obiekty z pięcioma lub sześcioma punktami mają 25 procent, a z siedmioma lub ośmioma 24,1 procent udziału.
Jednocześnie 17 hubów, czyli 14,7 procent rynku, ma więcej niż dziesięć punktów. I właśnie tu widać, gdzie branża idzie dalej. Najpierw trzeba było zasypać białe plamy. Teraz zaczyna się wyścig o to, kto postawi większy, wygodniejszy i bardziej odporny na kolejki hub.
Słabiej wygląda tylko segment dla elektrycznych ciężarówek. W Polsce działają na razie zaledwie 6 hubów przystosowanych do eHDV, a bez takich lokalizacji trudno mówić o poważnej elektryfikacji transportu ciężkiego.
Za rok sama liczba hubów może już nie robić największego wrażenia. Ciekawsze będzie to, kto zaoferuje 12-24 stanowiska, sensowny dojazd i moc, która nie siada przy większym obłożeniu. Jak myślicie, dla kierowcy ważniejsze jest dziś 400 kW na obudowie czy po prostu pewność, że po dojechaniu naprawdę będzie gdzie się podpiąć?




Komentarze