Pożary samochodów elektrycznych nie rozwijają się szybciej, nie osiągają większej mocy i nie trwają dłużej niż pożary porównywalnych aut spalinowych. Takie wnioski płyną z opublikowanego 4 sierpnia 2026 roku raportu Fire Safety Research Institute (UL Research Institutes), będącego efektem trzyletnich badań obejmujących 18 pełnowymiarowych testów pożarowych.
To jedna z największych analiz tego typu. Co ciekawe, część jej wniosków stoi w sprzeczności z obrazem pożarów aut elektrycznych, który przez ostatnie lata utrwalił się w mediach społecznościowych i wielu publikacjach.
Nie bateria jest głównym paliwem pożaru
Autorzy raportu spalili 15 samochodów elektrycznych i 3 spalinowe w kontrolowanych warunkach laboratoryjnych. Badania trwały trzy lata i miały odpowiedzieć na dwa pytania: czy pożary EV rzeczywiście różnią się od pożarów aut spalinowych oraz jakie metody gaszenia są najskuteczniejsze.
Najbardziej zaskakujący wniosek brzmi prosto: większość energii pożaru pochodzi z materiałów znajdujących się we wnętrzu samochodu, a nie z akumulatora trakcyjnego.
To właśnie dlatego przebieg typowego pożaru EV jest bardzo podobny do tego, co obserwuje się w samochodach spalinowych. Według badaczy tempo rozwoju ognia, maksymalna moc pożaru oraz całkowity czas spalania są zbliżone niezależnie od rodzaju napędu. W testach wszystkie pojazdy wypaliły się w czasie krótszym niż 90 minut, jeśli straż pożarna nie podejmowała działań gaśniczych.
To ważna informacja, bo często można spotkać się z twierdzeniem, że samochody elektryczne „palą się godzinami”. Raport pokazuje znacznie bardziej złożony obraz.
Nie zawsze warto lać tysiące litrów wody
Drugim zaskoczeniem są zalecenia dotyczące gaszenia baterii.
Przez ostatnie lata głośno było o akcjach, podczas których strażacy zużywali dziesiątki, a nawet setki tysięcy litrów wody, próbując schłodzić akumulator. Sam raport przypomina takie przypadki, wskazując, że wynikały one często z dotychczasowych procedur i braku wystarczających danych eksperymentalnych.
Badania UL pokazują jednak, że bezpośrednie chłodzenie ogniw akumulatora jest bardzo trudne, ponieważ konstrukcja baterii skutecznie ogranicza dostęp wody do miejsc, gdzie zachodzi thermal runaway.
Autorzy proponują inne podejście. Jeśli bateria już weszła w stan niekontrolowanej reakcji i pierwsza próba ugaszenia nie przyniosła efektu, bardziej efektywne może być:
- ugaszenie pożaru kabiny,
- ochrona otoczenia przed rozprzestrzenieniem ognia,
- niedopuszczenie do ponownego zapalenia wnętrza,
- pozwolenie baterii na kontrolowane wypalenie się.
Według raportu takie postępowanie pozwala zakończyć akcję w czasie krótszym niż 30 minut, zużywając około 2 900 litrów wody. Autorzy stwierdzają również, że intensywne polewanie samego pakietu baterii często okazuje się nieskuteczne i niepotrzebne. Dodatek środka gaśniczego F-500 również nie poprawił rezultatów.
Koce gaśnicze pod znakiem zapytania
W ostatnich latach wiele jednostek straży pożarnej zaczęło wyposażać się w specjalne koce przeznaczone do gaszenia samochodów elektrycznych. Raport UL podchodzi do tego rozwiązania znacznie bardziej sceptycznie.
Badacze potwierdzają, że koc może ograniczyć promieniowanie cieplne i ilość dymu wydostającego się z kabiny. Problem pojawia się wtedy, gdy pali się już bateria.
Pod przykryciem mogą gromadzić się łatwopalne gazy uwalniane przez akumulator. W testach doprowadzało to do gwałtownych zapłonów i deflagracji. Dodatkowo koc utrudnia ocenę rzeczywistego stanu pojazdu, ponieważ ukrywa przebieg pożaru.
Autorzy wprost wskazują, że nieprawidłowe użycie koca gaśniczego może zwiększyć ryzyko dla ratowników, a podstawową metodą gaszenia nadal powinno pozostać wykorzystanie wody.
Chemia pozostaje problemem
Raport nie bagatelizuje zagrożeń związanych z pożarami samochodów elektrycznych.
Podczas spalania baterii wykryto podwyższone stężenia metali oraz związków fluoru w dymie i wodzie użytej do gaszenia. Zanieczyszczenia trafiały również na odzież strażaków.
Jednocześnie autorzy przypominają, że zarówno pożary EV, jak i samochodów spalinowych wytwarzają substancje szkodliwe dla zdrowia, dlatego procedury ochrony strażaków nie powinny się zmieniać. Nadal zalecane jest korzystanie z aparatów oddechowych, prowadzenie działań z kierunku zawietrznego oraz dokładna dekontaminacja sprzętu po zakończeniu akcji.
Co z tego wynika?
Raport UL nie twierdzi, że pożary samochodów elektrycznych są łatwe. Wręcz przeciwnie – bateria pozostaje trudnym przeciwnikiem dla strażaków, a ryzyko ponownego zapłonu nadal wymaga odpowiednich procedur.
Jednocześnie badania podważają kilka popularnych mitów. Samochody elektryczne nie okazały się bardziej „ogniste” od spalinowych, a część metod promowanych jako rozwiązania dla EV nie przynosi oczekiwanych efektów. To może oznaczać zmianę podejścia do szkolenia strażaków i wyposażenia jednostek w najbliższych latach.
Czy takie wyniki zmienią społeczne postrzeganie pożarów samochodów elektrycznych, czy sensacyjne nagrania z pojedynczych zdarzeń nadal będą silniejsze niż wyniki trzyletnich badań?












Dołącz do dyskusji