Hyundai Inster to samochód, który od początku trzeba oceniać trochę inaczej niż większość współczesnych elektryków. To naprawdę małe auto. Nie „małe jak na SUV-a”, nie „kompaktowe”, tylko po prostu miejski samochód z prawdziwego zdarzenia. Pierwszy raz podczas testów miałem do czynienia z autem, które faktycznie jest niewielkie zarówno pod względem długości i szerokości, jak i przestrzeni we wnętrzu. I choć oczywiście ma to swoje konsekwencje, to po kilku dniach jazdy szybko okazało się, że taki rozmiar ma ogromny sens. Tym bardziej że Inster potrafi zaskoczyć tym, jak dobrze wykorzystano jego niewielkie nadwozie.
Spis treści Pokaż Ukryj
Hyundai Inster. Specyfikacja
- Wymiary: 3825 x 1575 x 1610 mm
- Masa własna: 1306 kg
- Bateria: 49 kWh
- Moc silnika: 115 KM
- Maksymalna moc ładowania DC: 73 kW
- Maksymalna prędkość: 150 km/h
- Liczba miejsc: 4
- Napęd: na przednią oś
- Cena wersji testowej: około 145 000 zł
Mały, ale naprawdę dobrze zaprojektowany
Z zewnątrz Inster od razu pokazuje, że nie próbuje udawać większego samochodu, niż jest w rzeczywistości. I bardzo dobrze. Ma charakterystyczny, trochę zabawkowy wygląd, który mnie osobiście bardzo się podoba. Front kojarzył mi się trochę z Fiatem Seicento, a całość momentami przypomina mi nawet Malucha, oczywiście w bardzo nowoczesnym wydaniu. Taki efekt chyba zresztą był zamierzony. To ma być samochód miejski, ma być niewielki i ma się wyróżniać. Maska jest ciekawie zarysowana, światła mają charakterystyczne okrągłe elementy LED, a podobny motyw pojawia się również z tyłu. Do tego mamy ręcznie otwieraną klapę bagażnika i całość wygląda po prostu sympatycznie. To nie jest samochód, który próbuje być agresywny czy sportowy. Inster wygląda jak mały samochód do miasta i moim zdaniem bardzo dobrze mu to wychodzi.
Jeszcze ciekawiej robi się po wejściu do środka, bo tutaj Hyundai bardzo mocno postawił na wykorzystanie dostępnej przestrzeni i jednocześnie na charakterystyczny wygląd. Wnętrze jest bardzo ładnie wystylizowane. Mamy między innymi tapicerkę z obszyciami, które trochę kojarzyły mi się z haftem babci, ale mówię to zdecydowanie w pozytywnym znaczeniu. Do tego dochodzą ciekawe dekory na drzwiach, które dobrze pasują do charakteru tego samochodu. Nie jest to wnętrze, które próbuje udawać samochód premium. Ma być małe, sympatyczne i trochę inne niż wszystkie. I to się tutaj udało.
Zaskakująca liczba fizycznych przycisków
Jedną z rzeczy, które bardzo mnie zaskoczyły, jest liczba fizycznych przycisków. W czasach, kiedy kolejni producenci próbują przenieść praktycznie wszystko na ekrany dotykowe, Inster ma normalne przyciski do sterowania radiem, temperaturą, klimatyzacją i pozostałymi funkcjami. Nie są to haptyczne powierzchnie udające przyciski, tylko zwykłe fizyczne przyciski, które faktycznie wciskamy. I bardzo dobrze, bo w takim samochodzie to po prostu działa.
Mamy oczywiście również ekran dotykowy systemu infotainment. Działa on wystarczająco płynnie, choć zdecydowanie nie jest to poziom Tesli czy większych modeli Ioniq. Do normalnego użytkowania wystarcza jednak bez problemu. Jest nawigacja, telefon i pozostałe funkcje, których można oczekiwać od współczesnego samochodu. Zabrakło mi natomiast bezprzewodowego Apple CarPlay. Jest CarPlay przewodowy i tutaj pojawia się kolejny ciekawy powrót do przeszłości, bo do jego użycia potrzebujemy kabla z USB-A. W przypadku nowszego iPhone’a będzie to oczywiście kabel USB-A do USB-C. Jeśli ktoś ma starszego iPhone’a, może być potrzebny USB-A do Lightning. Przyznam, że musiałem się trochę naszukać odpowiedniego kabla w domu.
Za to bardzo spodobała mi się półka znajdująca się przed pasażerem. Można tam położyć telefon i nie trzeba szukać dla niego miejsca w drzwiach czy między nogami. W konsoli środkowej mamy dodatkowo ładowarkę, a pod nią jeszcze niewielką przestrzeń na inne drobiazgi. To drobnostka, ale właśnie takie rozwiązania później okazują się przydatne w codziennym użytkowaniu.
W środku naprawdę jest ciasno, ale taki był plan
Inster jest samochodem czteroosobowym. Z tyłu mamy dwa osobne miejsca i dwa mocowania ISOFIX. Nie ma tutaj żadnego udawania, że można wygodnie przewieźć pięć osób. Tylna kanapa jest po prostu dwuosobowa i tyle. Jeśli ktoś ma około 1,80 m wzrostu i usiądzie za równie wysokim kierowcą, komfort nie będzie szczególnie duży. Można się oczywiście wybrać tym samochodem gdzieś dalej, jeśli ktoś naprawdę chce, ale nie po to został stworzony.
I to jest chyba najważniejsze w przypadku Instera. Nie możemy wymagać od niego tego, czego nie miał oferować. To samochód miejski. Ma być mały, łatwy do zaparkowania i możliwie praktyczny w codziennym użytkowaniu. I w tym sprawdza się naprawdę dobrze.
Bagażnik również jest podporządkowany temu założeniu. Nie jest duży, ale spokojnie wystarcza na miejskie zakupy. Pod podłogą mamy jeszcze dodatkową przestrzeń, więc można tam schować kolejne rzeczy. Jeśli złożymy tylną kanapę, możliwości przewożenia większych przedmiotów mocno się zwiększają. Nie jest to oczywiście samochód na przeprowadzkę, ale jak na swoje rozmiary jest naprawdę dobrze przemyślany.
Nawet przy 1,85 m można nim normalnie jeździć
Jedną z największych niespodzianek podczas testu było dla mnie to, jak dobrze czułem się w tym samochodzie. Mam 1,85 m wzrostu, a mimo to pozycja za kierownicą była dla mnie wygodna. Oczywiście nie jest to samochód, w którym chciałbym spędzić kilkanaście godzin podczas podróży nad morze, ale do jazdy miejskiej jest naprawdę bardzo dobrze.
Co więcej, przednie fotele są rozwiązane w dość nietypowy sposób. Nie mamy tutaj klasycznego szerokiego tunelu środkowego. Fotel kierowcy i fotel pasażera znajdują się bardzo blisko siebie i razem tworzą coś w rodzaju przedniej kanapy, oczywiście przy zachowaniu niezależnej regulacji. Fotel kierowcy ma również zamontowany podłokietnik. W efekcie wnętrze jest trochę inne niż w większości współczesnych samochodów, ale właśnie dzięki temu dobrze pasuje do charakteru Instera.
Miejski elektryk z bardzo małym zużyciem
Tutaj małe gabaryty zaczynają naprawdę pracować na korzyść Instera. Podczas jazdy po mieście zużycie energii wynosiło u mnie zwykle 10-12 kWh/100 km, przy czym częściej było bliżej 10 kWh. To naprawdę niewiele. Samochód jest lekki, niewielki i po prostu nie potrzebuje dużej ilości energii do przemieszczania się po mieście.
Na drogach szybkiego ruchu sytuacja oczywiście wygląda inaczej. Tutaj zużycie rosło do około 17-19 kWh/100 km. Przy baterii o pojemności 49 kWh oznacza to, że Inster jest samochodem, którym spokojnie można poruszać się po mieście przez długi czas bez zaglądania do ładowarki. Podczas mojego tygodnia testowego właściwie nie miałem potrzeby częstego ładowania. Samochód naładowałem do pełna po przyjeździe do Wrocławia z Warszawy, a następnie ponownie dopiero przed powrotem do Warszawy.
Na szybkiej ładowarce maksymalna moc wynosi około 73 kW. To nie jest wynik, który robi dzisiaj ogromne wrażenie, ale przy tak małej baterii nie jest też szczególnie problematyczny. Samochód ma zresztą złącze ładowania z przodu, więc podjeżdżamy przodem do ładowarki i po prostu się podłączamy, niezależnie od tego, czy korzystamy z szybkiego ładowania DC, czy wolniejszego AC.
Jazda nim to po prostu przyjemność
Inster prowadzi się bardzo przyjemnie. Jest mały, więc w mieście można nim zaparkować praktycznie wszędzie. W ciasnych uliczkach czy na niewielkich miejscach parkingowych jego rozmiary są ogromną zaletą. Przy okazji nie jest to samochód, w którym podczas jazdy cały czas czujemy, że jedziemy jakimś tanim miejskim pudełkiem. Komfort jest naprawdę przyzwoity.
Do tego dochodzą różne technologiczne dodatki. W testowanej przeze mnie wersji znalazła się nawet kamera 360 stopni. Zabrakło natomiast kamer wspomagających zmianę pasa ruchu. Hyundai oferuje więc również bardziej doposażone konfiguracje, jeśli ktoś chce mieć w takim małym samochodzie więcej technologicznych gadżetów. Oczywiście wtedy cena również odpowiednio rośnie.
Największym problemem jest cena
I tutaj dochodzimy do największego problemu Instera. Cena. Samochód kosztuje od 110 500 zł, jeśli nie trafimy na żadną promocję. Testowana wersja bez upustów to koszt na poziomie 145 000 zł. Oczywiście można znaleźć promocje i kupić go taniej, ale przy cenie katalogowej robi się trudno.
Bo o ile sam samochód bardzo mi się podoba i uważam go za naprawdę udaną konstrukcję miejską, o tyle konkurencja zaczyna mocno naciskać. Za podobne pieniądze można znaleźć samochody oferujące więcej przestrzeni, a część chińskich modeli czy nawet Dacia Spring potrafi być od niego tańsza o kilkadziesiąt tysięcy złotych. To ogromna różnica.
I właśnie dlatego mam wrażenie, że Hyundai powinien trochę mocniej powalczyć ceną. Gdyby Inster kosztował wyraźnie mniej, jego sens byłby bardzo łatwy do obrony. Mały, oszczędny, łatwy do parkowania, wygodny i wystarczająco dobrze wyposażony samochód do miasta. To dokładnie to, czym powinien być.
Przy obecnej cenie zaczynamy jednak porównywać go z samochodami, które oferują znacznie więcej miejsca i większą uniwersalność. A tego Inster już nie przeskoczy, bo jego największą zaletą są właśnie niewielkie rozmiary.
Mimo to po tygodniu jazdy naprawdę dobrze wspominam ten samochód. Nie próbował być czymś, czym nie jest. To po prostu mały elektryk do miasta, którym można łatwo zaparkować, który zużywa bardzo mało energii i który przy okazji ma sporo charakteru. Gdyby Hyundai trochę mocniej popracował nad ceną, Inster mógłby być naprawdę bardzo ciekawą propozycją dla osób szukających drugiego samochodu do miasta albo po prostu niewielkiego elektryka do codziennej jazdy.




Komentarze
Jedno zdanie wystarczy.