CATL ogłosił, że jego lotniczy pakiet akumulatorów do pasażerskich eVTOL-i przeszedł test, w którym jednocześnie wywołano thermal runaway w dwóch sąsiednich ogniwach. Chiński producent twierdzi, że przy gęstości energii 350 Wh/kg nie doszło do propagacji, a cały system jest już gotowy do produkcji seryjnej.
To brzmi jak techniczny detal, ale w lotnictwie taki detal robi całą różnicę. Branża zwykle sprawdza, czy po awarii jednego ogniwa problem nie przejdzie dalej. CATL poszedł krok dalej i odpalił naraz dwa sąsiednie ogniwa, w różnych miejscach pakietu – zarówno w środku, jak i przy narożnikach.
O co chodzi z tym testem
Thermal runaway propagation to jeden z największych problemów baterii o wysokiej gęstości energii. W samochodzie to już poważna sprawa. W eVTOL-u, który ma wozić ludzi nad miastem, poprzeczka jest jeszcze wyżej.
CATL mówi wprost: to pierwszy na świecie lotniczy system akumulatorowy z pryzmatycznymi ogniwami o gęstości 350 Wh/kg, który zaliczył taki scenariusz testowy. I właśnie ten szczegół jest najciekawszy, bo wysoka gęstość energii zwykle oznacza trudniejszą walkę z bezpieczeństwem. Fizyki nie da się zagadać marketingiem.
Nie tylko pokazówka, bo przyglądał się temu urząd lotnictwa
Produkcję, inspekcję i testy ogniw oraz całego systemu obserwowali wyznaczeni przedstawiciele chińskiego urzędu lotnictwa cywilnego, czyli CAAC. To nie jest jeszcze równoznaczne z pełną certyfikacją, ale daje fundament pod spełnienie norm bezpieczeństwa dla lotnictwa cywilnego.
Innymi słowy: to nie jest „mamy fajną baterię w laboratorium”. To jest etap, który ma przybliżyć realne wdrożenie do samolotu, a dokładniej do elektrycznego statku pionowego startu i lądowania.
Pierwszy klient już czeka
CATL deklaruje, że system jest gotowy do masowej produkcji i najpierw trafi do pasażerskich eVTOL-i firmy Autoflight. To nieprzypadkowy wybór, bo CATL już wcześniej mocno wszedł w tę spółkę.
W sierpniu 2024 roku producent baterii podpisał z Autoflight umowę inwestycyjną i wyłożył na firmę setki milionów dolarów. Była to pierwsza publicznie ujawniona inwestycja CATL-a w producenta eVTOL-i.
Autoflight działa od 2017 roku i należy do pionierów chińskiego rynku eVTOL. Na listopad ubiegłego roku firma miała skumulowane zamówienia komercyjne na 2 000 statków powietrznych. Brzmi ambitnie, choć jak zawsze przy takich liczbach dobrze mieć z tyłu głowy, że zamówienie w młodej branży nie zawsze znaczy to samo co twarda sprzedaż w motoryzacji.
CATL chce wyjść poza samochody
Ten ruch dobrze pokazuje, gdzie CATL szuka kolejnych rynków. Nie tylko auta elektryczne, ale też jednostki pływające i lotnictwo elektryczne. W listopadzie ubiegłego roku CATL i Autoflight pokazały nawet pływający vertiport – jednostkę z platformą startowo-lądowiskową dla eVTOL-i, zintegrowaną z fotowoltaiką, magazynem energii i ładowaniem.
Brzmi futurystycznie, ale akurat tutaj hardware zaczyna doganiać wizje z prezentacji.
Sam CATL pozostaje gigantem także w „zwykłych” bateriach do EV. W pierwszej połowie roku firma miała globalne instalacje na poziomie 242,7 GWh, co oznacza wzrost o 25,3 procent rok do roku i udział w rynku rzędu 39,9 procent.
Jeśli CATL faktycznie dowiezie seryjną baterię lotniczą o 350 Wh/kg i bez propagacji po awarii dwóch ogniw, eVTOL-e dostaną coś więcej niż kolejny slajd z konferencji. Pytanie tylko, czy szybciej dojrzeje sama technologia baterii, czy certyfikacja i ekonomia takich usług.












Dołącz do dyskusji